piątek, 14 marca 2014

ROZDZIAŁ 18.

MOJA UKOCHANA FRYZJERECZKA MA DZISIAJ URODZINY!!!
HEPI BIRTHAJ TU JU! HEPI BIRTHAJ TO JU! NANANANANANA...
WSZYSCY ŻYCZYMI MOJEJ UKOCHANEJ KINIUSI WSZYSTKIEGO NAAAAAAJLEPSZEGO, OK?
KOCHAM WAS, WSZYSTKICH I JESZCZE RAZ WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SKARBIE! ;D



Przekluczyłam drzwi na mały pstrzyczek znajdujący się pod klamką. Podeszłam do lustra i chwyciłam szczoteczkę do zębów. Miałam poburzone włosy sterczące na wszystkie strony. Po chwili po pomieszczeniu rozniosło się ciche pukanie.
- Przepraszam Skarbie... - Harry. - Nie powinienem...
- Pewnie kurwa, że nie powinieneś! - krzyknęłam. W odpowiedzi usłyszałam cichy chichot. Dupek.
- To Cię śmieszy!? - zaczęłam czesać włosy.
- Troszeczkę.
- Spierdalaj Styles! - zaśmiał się znowu, tym razem głośniej.
- Powinnaś częściej przeklinać. Niegrzeczna panna West. Taka wulgarna. Niby niewinna, ale w łóżku pokazuje swoją drapieżną stronę. Mraaaaaauuu. - znowu ten cholerny śmiech. Ubrałam się w moje rzeczy na przebranie, czyli czarne rurki i (oczywiście) białą koszulę. Dobrze, że wszystkie rzeczy zostawiłam w łazience! Zrezygnowałam ze szpilek i ubrałam moje ukochane białe Convers'y.
Które to piętro?
Trzecie, kurwa.
Pierdole, uda się.
Wsunęłam wszystkie rzeczy do torby i przełożyłam nogę przez parapet.
- Rosalie jesteś tam? Rosalie!? Rosalie, otwieraj te drzwi do cholery! - zaczął szarpać za klamkę. Spojrzałam jeszcze w dół.
Drzwi zaczęły powoli ulegać.
Przerzuciłam drugą nogę.
Spojrzałam w dół - troszeczkę wysoko.
Drzwi otwarły się z hukiem. Obejrzałam się za siebie. Cholera.
Już miałam się zsunąć kiedy mocne ramię owinęło moje ramiona i wciągnęło mnie spowrotem do góry.
A było tak blisko!
- Co ty chciałaś zrobić do jasnej cholery?! - spytał zdenerwowany. Nadal trzymał mnie mocno w ramionach.
- A jak Ci się wydaje kutasie? - mruknęłam. Uśmiechnął się i przytulił mnie mocno, co mnie zaskoczyło.
- Bałem się o ciebie jak cholera, gdy zobaczyłem cię w tym oknie. - wyszeptał mido ucha. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Bałeś się o mnie? - wyjąkałam.
- Pewnie, że tak. Dopiero co Cię odzyskałem, a już miałbym Cię stracić? Skoczyłbym za Tobą. - przytuliłam go z całej siły. Cokolwiek wcześniej zrobił, były to najsłodsze słowa jakiekolwiek usłyszałam. Nikt, nigdy mi tak nie powiedział.

*

Nareszcie w moim kochanym, mięciutkim łóżeczku! Myślałam, że te spotkania biznesowe nigdy się nie skończą!
- Rosalie, masz gościa! - usłyszałam krzyk mamy z dołu. Kto śmie mi przerywać moją drogocenną chwilę odpoczynku? Dopiero co przyszłam, a już ktoś przylazł.
Zeszłam na dół w moich różowych kapciach misiach i za dużej koszulce z jakiegoś rockowego zespołu.
- Ładnie wyglądasz. - ochrypły, seksowny głos. Harry?
- Dopiero co się widzielimy. - mruknęłam niezadowolona.
- Rosalie, trochę kultury! - oh, dziękuję mamusiu. - Czego się napijesz Harry?
- Poproszę herbatę.
- Oczywiście, zaraz będzie. - odparła z uśmiechem. - Rosalie zaprowadzi Cię do swojego pokoju.
Pewnie, już lecę!
Poszłam do góry nie zważając na to czy idzie za mną, czy nie, ale usłyszałam głośne kroki, więc obstawiałam, że jednak idzie.
Musiał zepsuć mi moją jedyną wolną chwilę w ten weekend! Cholerny seksowny dupek!
- Widzę, że jesteś nie w humorze Skarbie. - powiedział gdy zamknęłam drzwi.
- Wow, aleś ty spostrzegawczy Styles! - rzuciłam z ironią i opadłam na łóżko.
Materac zapadł się pod jego ciężarem.
- Masz okres? - spytał zaplatając sobie moje włosy wokół własnego palca. Zarumieniłam się.
- Nie... - wybełkotałam w poduszkę.
- To dobrze... - usiadł na mnie okrakiem.
- Harry moja mama może tu wejść w każdej chwili! - obróciłam się twarzą do niego.
- Ale my nic... - pocałował mnie w usta. Usłyszałam kroki na korytarzu i zwaliłam go z siebieprzez co niefortunnie spadł z łóżka. Ojej, tak mi przykro!
- Przyniosłam Twoją herbatę Harry, oraz ciasteczka i kanapki na wypadek gdybyście zgłodnieli. - powiedziała moja mama z uśmiechem po czym spojrzała na mnie i na Harry'ego. - Dlaczego leżysz na ziemi Harry?
- Ymmm... rosalie twierdziła, że coś szurało pod jej łóżkiem i chciałem to sprawdzić, żeby pokazać jej, że nic tam nie ma. Widzisz Rose, nic tam nie ma! - zaśmiałam się pod nosem.
- Taaa... Przepraszam za nią Harry, bawcie się dobrze. - powiedziała i wyszła. Słuchałam jak odchodzi dopóki nie było już słychać tupotu jej nóg.
- Jesteś idiotą! - rzuciłam go poduszką.
- Ale za to jakim słodkim! - zaśmiałam się na jego słowa.
- Taaa... I jakim seksownym! - dpoiero po chwili uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos. Cholera.
- Dobrze wiedzieć, że tak uważasz. - musnął moje usta.
- Ja... no... ten...yy... - odwzajemniłam pocałunek.
- Panna też jest bardzo seksowna panno West... Zwłaszcza w TYM stroju... - zarumieniłam się.
- Ja... Nie wiedziałam, że przyjdziesz... - mruknęłam niewyraźnie. Harry zawisł nademną podpierając się jedną ręką.
- Rosalie, co to ma znaczyć!? - kurwa. Zrzuciłam z siebie Harry'ego.
- My... My się... Ten, no... - zaczęłam.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi, że jesteście razem! - jej radosny głos zbił mnie z tropu. - Tak bardzo się cieszę! - objęła mnie mocno.
Spojrzałam na Harry'ego. Był równie zdezorientowany jak ja.
Zapowiada się ciekawy wieczór z moją mamą...

_____________________________________________
PAMIĘTAJCIE O ŻYCZENIACH W KOMENTARZACH!

Zapraszam także na moje nowe fanfiction:
http://maidharrystylesfanfiction.blogspot.com/



poniedziałek, 10 marca 2014

ROZDZIAŁ 17.

ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA BIBI (BAAAASI :D) - za dużo? Ja się cieszę, że Wy wogóle czytacie te moje wypociny! :) 


UWAGA!
Rozdział zawiera sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich, zboczonych nastolatek, których nie mają swojego życia i czytają fanfiction wyobrażając sobie niestworzone rzeczy o swoim idolu, lol xd.




Leżeliśmy nieruchomo. Uparcie wpatrywałam się w sufit analizując wszystko od początku. Chciałabym teraz być sama, ale jednocześnie chcę wsparcia. Chciało mi się płakać, z niewiadomego mi powodu. Zacisnęłam oczy nie dając słonej cieczy spłynąć po policzkach. Otworzyłam je spowrotem i przekręciłam głowę spoglądając na Harry'ego. Wpatrywał się we mnie z troską i smutkiem. Jego usta były lekko rozchylone, a loki opadały Mu na czoło.Przysunął się do mnie i objął delikatnie. Musnął moje czoło, a ja odwzajemniłam jego uścisk.
- Nic się nie stało, spokojnie. - szepnął. Jego uścisk naprawde uspokaja.
- Harry? - szepnęłam podnoszac głowę by spojrzeć w jego oczy.
- Hmm?
- Jesteś szczęśliwy? - chłopak wpatrywał się chwilę w moje oczy.
- Teraz?
- Taaa...
- Z Tobą tak. - musnął moje usta.
- Weźmiemy razem prysznic? - w pierwszej chwili spojrzał na mnie, jakbym była niespełna rozumu, jednak po chwili na jego twarzy zajaśniał piękny, szczery uśmiech. Cmoknął mnie w czoło i podniósł się do pozycji siedzącej. Podał mi rękę i razem zmierzyliśmy do ciemnych, drewnianych drzwi.
Stanęłam niepewnie pod drzwiami. To, że spytałam o wspólny przysznic, nie znaczyło, że nie będę się wstydziła.
Patrzyłam jak jego mięśnie napinają się gdy odpina białą koszulę jednocześnie zdejmując buty. Stanął przedemną ubrany jedynie w spodnie, które miały już rozpięty pasek.
- Jeśli nie chcesz, mogę wyjść. - ucałował wierzch mojej dłoni.
- Chcę. - szepnęłam. Czułam się, zażenowana, w końcu to ja poprosiłam o wspólną kąpiel.
Chłopak złapał mnie za plecy i przysunął do siebie. Złączył delikatnie nasze usta powoli rozsuwając zamek mojej sukienki. Podniósł mnie do góry pomagając mi z niejwyjść. Zsunęłam z moich stóp wysokie szpilki. Byłam teraz dużo niższa od Harry'ego. Zaczęłam delikatnie popychać go w stronę prysznica nadal nie przerywając pocałunku. W drodze zdjęłam swoją bieliznę łapiąc za gumkę jego bokserek.
Powinnam?
Co ja gadam, właśnie stoję przed nim goła! Poczułam jego dłonie na moich, więc powoli zaczęłam zsuwać jego bieliznę. Chłopak odsunął się odemnie, wszedł pod prysznic i wyciągnął rękę. Przyjęłam ją z lekkim wahaniem zamykając oczy. Po chwili poczułam gorącą wodę spływającą po moim ciele i dłoń odgarniającą moje włosy z twarzy.
- Otwórz oczy. - szepnął mi do ucha. Niepewnie otworzyłm najpierw jedno, potem drugie oko, a moim oczom ukazała się jego goła, opalona klata, po której spływały małe strumienie wody. Spojrzałam w dół jego podbrzusza, ale szybko odwróciłam wzrok czując wypieki na mojej twarzy. Po kabinie rozległ się głośny, zachrypnięy śmiech.
- Nie wstydź się Skarbie. - powiedział rozbawionym głosem i przyciągnął mnie bliżej siebie. Za blisko. ZA BLISKO.
Wciągnęłam powietrze czując jego... no ten... penisa... przy... ym.. moim wejściu... no..
Moje policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej.
Czułam, że po coś sięga. Jeszcze bardziej naparł na mnie... swoim kolegą... Jęknęłam cicho, co wyraźnie Mu się spodobało. Po chwili poczułam coś zimnego i gęstego na moich ramionach. Wzdrygnęłam się.
- Mogę Cię umyć? - spytał cicho. Skinęłam twierdząco głową. Nie wiedziałam co powiedzieć, zaschło mi w gardle. Jego duże dłonie jeździły po moich ramionach, następnie przenosząc się na plecy. Zjechał w dół moich pleców ściskając mocno mój pośladek. Jęknęłam.
- Tak Ci się to podoba? - mruknęłam niezadowolona.
- Nawet nie wiesz jakie to podiecające. Stoisz przedemną całkiem goła. Taka niewinna i bezbronna... - szepnął do mojego ucha. O Boże. - Ragujesz na mój każdy, nawet najmniejszy dotyk. - przejechał palcem po moim sutku, a ten momentalnie stwardniał. Uśmiechnął się pod nosem i zaczął kreślić małe kółeczka na mojej piersi. Oddychałam z trudem. Było to przyjemne, ale jednocześnie żenujące.
Moje uda zacisnęły się gdy poczułam jego rękę zjeżdżającą w dół mojego podbrzusza. Delikatnie wsunął rękę między moje nogi. Poczułam przyjemne pulsowanie w moim intymnym miejscu. Moje kolana były miękkie. Podparłam się na jego klatce. Zaciągnęłam się powietrzem.
- Umyłeś mnie już? - spojrzałam na jego twarz, pierwszy raz odkąd tu weszliśmy. Jego oczy były przeraźliwie zielone, usta ciemniejsze, a loki kleiły się do jego czoła. Był piękny i seksowny. Nie mogąc się powstrzymać zaczęłam natarczywie całować jego wargi. Oparł się plecami o ścianę nie spodziewając się mojego 'ataku'. Szybko obrócił mnie, tak, że teraz ja byłam przyparta do ściany. Zaczął napierać na mnie swoim ciałem, a ja czułam jego rosnącą erekcję. Lodowate kafelki i gorące ciało Harry'ego dawały dziwne połączenie. Ścisnął mocno mój pośladek wywołując u mnie głośny jęk. Rozchyliłam bardziej usta co odrazu wykorzystał. Położył ręcę na moim tyłku podnosząc mnie do góry, więc automatycznie owinęłam nogi wokół jego bioder. Naprł na mnie jeszcze bardziej, a z moich ut wydobyło się ciche westchnięcie.
Byliśmy tak blisko, że nie dałoby się włożyć między nas cieniutkiej igły. Położyłam ręcę na jego karku próbując się podrzymać. Poczułam jego dłonie na moich piersiach.
- Harry... - westchnęłam cicho.
- Ciii...
- Ja... Umm... Chcę Cię umyć... - bąknęłam
Chłopak otworzył swoje oczy i przerwał pocałunek. Delikanie postawił mnie na posadzkę i podał żel.
- Proszę bardzo, jestem cały Twój. - odsunął się odemnie delikatnie. Przygryzłam wargę skanując jego klatę. Jest jak wyrzeźbiona. Westchnęłam głośno jednocześnie nabierając odwagi. Popchnęłam go na ścianę do której byłam wcześniej przyciśnięta. Nałożyłam na swoje dłonie dużą ilość waniliowego żelu i powoli zaczęłam masowć jego klatę. Pretekst do bezkarnego macania? Oczywiście. Spojrzałam na jego twarz - przyglądał mi się z wielkim skupieniem. Podążyłam ręką w dół brzucha docierając do lini tworzących V. Przełknął ślinę obserwując moje małe dłonie. Zjechałam niżej natrafiając na coś twardego. Jego szczęka zacisnęła się, co mnie bawiło. Ścisnęłam go mocno a z jego ust wydobył się niekontrolowany jęk. Podoba mi się ta zabawa. Poruszyłam ręką w górę i w dół.
- Rose... - jęknął cicho.
- Mówiłeś coś? - powtórzyłam czynność jeszcze raz, tylko, że szybciej. Odchylił głowę do tyłu.
Podparłam się jego klatki i chciałam uklęknąć, ale zatrzymała mnie jego ręka.
- Co ty robisz? - spytał chrapliwym głosem. Puściłam Mu oczko i zsunęłam się na kolana.
Jego kolega jest... hmm... ogromny.
Spojrzałam w górę. Jego klatka szybko unosiła się i opadała. Patrzył na mnie spod swoich długich rzęs, a jego usta były lekko rozchylone.
- Rosalie...
- Ciii... - wróciłam wzrokiem do... sami wiecie... westchnęłam cicho i oblizałam jego główkę. Usłyszałam ciche westchnięcie, więc uśmiechnęłam się sama do siebie. Wsadziłam jego część do buzi przyzwyczajając się przez chwilę do dziwnego uczucia. Czułam słono kwaskowy smak. Zaczęłam poruszać wolno głową w tył i przód. Usłyszałam ciche westchnienia i jęknięcia które tylko zachęcały mnie do dalszej 'pracy'.
- Rose... Przestań... - nie przerywałam. - Rose... Za chwilę dojdę... - miałam chwilę wątpliwości, ale stwierdziłam, że będę kontynuować swoją ''pracę''. W końcu nie zostawię go chyba w takim stanie!?
To się nazywa poświęcenie.
Przyśpieszyłam swoje ruchy i poczułam lekkie drganie w ustach a następnie słoną ciecz. Nie wiedziałam co mam z nią zrobić. Nie wypluje jej, to byłoby dziwne. Z trudem ją przełknęłam. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić zostałam podniesiona przez silne ramię Harry'ego. Potknęłam się i wpadłam na Loczka. Uśmiechnął się cwaniacko.
- Masz moją spermę na ustach. - zmarszczyłam brwi. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co Mu chodzi, ale po chwili moje policzki spłonęły żywym ogniem.
Niepewnie oblizałam wargę zbierając z niej ekhem, spermę.
- Nawet nie wiesz jakie o było seksowne. - powiedział niskim, ochrypłym głosem. Boże.
- My... Możemy już iść? Chyb już się umyliśmy... - cofnęłam się i dotknęłam plecami drzwi od kabiny. Ich niska temperatura spowodowała ciarki na moim ciele. Chłopak otwarł drzwi od kabiny przytrzymując mnie abym nie upadła.

*

Światło słoneczne przedzierało się przez nie do końca zasłonięte rolety. Poczułam delikatne łaskotanie na mojej twarzy. Było mi chłodno.
Ręką sięgnęłam po kołdrę aby szczelniej się przykryć. Trafiłam na coś innego. Ktoś wplótł swoje palce między moje.
Chwila, zaraz, CO!?
Podniosłam się gwałtownie otwierając oczy.
Siedziałam na Harry'm który leżał zdezorientowany.
- Co Ty robisz? Chodź spać spowrotem. - powiedział sennym <seksownym> głosem i przyciągnął mnie do siebie.
- Czemu jestem naga? - spytałam cicho. Mój policzek był przyciśnięty do jego gorącej klatki piersiowej. Ale On jest gorący.
- Nie pamiętasz naszego wspólnego prysznicu? - w mojej głowie zaczęły wirować wspomnienia wczorajszego wieczora: kolacja, Emma, Gemma, misie, pocałunek, Anne, prysznic... i to w trakcie prysznica...
Moje policzki zaczęły płonąć.
- Przypomniałaś sobie?
- Yhym.. - mruknęłam niepewnie. Przyciągnął mnie na wysokość swojej twarzy.
- Żałujesz? - spytał cicho patrząc mi w oczy. Był zatroskany.
- Nie... - szepnęłam i musnęłam jego usta.
Zapadła chwilowa cisza.
- Nie spodziewałem się tego po Tobie panno West. Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra. - uśmiechnął się cwaniacko.
O Mój Boże.
Spuściłam głowę. Jak On mógł to wogóle powiedzieć, czy On nie ma żadnych zahamowań?
Leniwie podniósł mój podbródek i przyglądał się mojej twarzy. Z Jego twarzy nie znikał ten pewny siebie uśmiech., a ja starałam się patrzeć wszędzie tylko nie na niego.
- Twoje usta wokół mojego penisa... - szepnął mi do ucha. Czułam jak robi misię gorąco. - Widok Ciebie klęczącej przedemną... - próbowałam wstać, ale przyciągnął mnie bliżej siebie. Czułam jego erekcję.
- Smakowała Ci Moja sperma? - zeszłam z niego szybko, zanim zdążył się zorientować. Było tak miło, ale nie - Dupek Styles wrócił!
Pośpiesznie ubrałam bieliznę i jego koszulę i ruszyłam w kierunku łazienki.
Jesteś Dupkiem Harry, wielkim Dupkiem.

____________________________________________________
BOŻE, CO JA PISZĘ WOGÓLE XDDD
Chciałam Wam tylko powiedzieć, że to moja pierwsza scena erotyczna więc proszę o wyrozumiałość, dziękuję. ;)
Przez cały weekend zastanawiałam się czy go dodać czy jeszcze poczekać z TYMI scenami, ale jestem yolo więc macie, hahahah ;D
AHA
Jeszcze jedno:
2000 WYŚWIETLEŃ, DZIĘKUJĘ!!!!


środa, 5 marca 2014

ROZDZIAŁ 16.


Niepewnie podążyłam za Harry'm. Chłopak walnął się na łóżko i obserwował co robię. Próbijąc nie zwracać na niego najmniejszej uwagi wyjęłam z torby bieliznę i ruszyłam w kierunku drzwi od łazienki.
- Gdzie idziesz? - chłopak przewrócił się na brzuch i perfidnie się na mnie gapił. To się nazywa przelecieć wzrokiem.
- Prysznic. - mruknęłam.
- Jesteś zła? - och, na prawdę? Nie, jestem zajebiście szczęśliwa, co za pytanie!
- Nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Skąd nasi rodzice i ta... no.. Gemma mnie znają!? Dlaczego się przytulali i wogóle!? Skąd ja Cię znam!? - podniosłam głos i zaczęłam wymachiwać rękami.
Spojrzałam na niego wyczekująco. Westchnął i podniósł się. Podszedł i zamknął mnie w objęciu.
- Nie wiem o co chodzi... - szepnęłam. Byłam masakrycznie roztrzęsiona, ale przynajmniej moja złość odpłynęła gdy mnie przytulił. Muszę przyznać, że jego ramiona działają kojąco.
- Wytłumaczę Ci spokojnie. Nie wiem, czy to dobre miejsce czy czas. Nie chcę, żebyś dowiedziała się przez przypadek o takim czymś. To... Hm.. Ważne.
- Harry... Nie sądzisz, że to źle trzymać mnie w niepewności? W pewnym sensie mnie okłamałeś.
Chłopak odsunął się odemnie i spojrzał mi w oczy. Po chwili odszedł i zaczał grzebać w mojej torbie. Zmarszczyłam brwi. Co On robi?
- Harry?
- Ciii... - grzebał dalej dopóki nie wyciągnął mojego ukochanego, zielonookiego misia.
- Jeśli masz zamiar się ze mnie śmiać... - zaczęłam ale nie dał mi skończyć. Musnął delikatnie moje usta.
- Poczekaj chwilę, nie ruszaj się stąd. - pocałował moje usta jeszcze raz i zostawił mnie samą z pluszowym misiem.
Chwila...

Czwórka dzieci siedziała przed kominkiem, a obok nich dwie starsze kobiety. Ogień dawał przyjemne światło, a muzyka cicho grająca w radiu pewien świąteczny nastrój. Kobiety szyły na drutach, a najstarsza dziewczynka w złocistych lokach recytowała głośno bajkę o Kopciuszku. Reszta dzieciaków wpatrzona była w czytającą z wielkim zapałem przysłuchując się opowieści.
Gdy dziewczynka skończyła czytać dzieci zrobiły niezadowolony grymas.
- Enily, przeczytaj jeszcze coś! - powiedziała dziewczynka w grubym warkoczu błagalnym tonem.
- No właśnie, ty tak ładnie czytasz! - rzuziła podobna do czytającej.
- Sądzę, że teraz powinna czytać Gemma. Ona też ładnie czyta! - dziewczynka wstała i podała książkę dziewczynce w warkoczu. Zamieniły się miejscami i bajka zaczęła się od nowa.
- Przeczytaj coś innego, ta bajka już mi się znudziła! - mruknął chłopiec z burzą loków na głowie.
- Dobrze, przeczytam Brzydkie Kaczątko. - dziewczynka przewróciła kilka kartek i zaczęła czytać.
- Emily, Gemma, Harry, Rose! - powiedziała jedna z kobiet śpiewnym głosem.
- Mamy dla Was prezent! - powiedziała  druga.
- Oh, a co to? - spytała najstarsza dziewczynka.
- Proszę, to dla Ciebie Gemma. - kobieta o imieniu Anne podała dziewczynie niebieskookiego, beżowego misia. 
- Harry... - lokaty chłopiec otrzymał ciemnego, brązowego misia o zielonych oczach.
- Emily, Skarbie.. - w jej rękach wylądował złoty miś o szarych oczach.
- No i Rosalie, oto Twój pluszak! - śnieżnobiały, niebieskooki miś wylądował w delikatnych rączkach dziewczynki. Pogładziła go, a na jej twarzy zajaśniał szczery, duży uśmiech.
- Dziękuję Mamusiu, dziękuję Ciociu! - uściskała obydwie kobiety.

Pamiętam skąd mam tego misia... Pamiętam Anne... Pamiętam Harry'ego... Gemmę... Emily! Moja kochana siostrzyczka! Tak dawno jej nie widziałam!

Po chwili Harry wrócił trzymając coś za plecami. Usiadł obok mnie a zza pleców wyjął misia o turkusowych oczach. Spojrzałam na mojego - miał szmaragdowe, małe kamyczki. Podniosłam głowę i ujrzałam zatroskane oczy Harry'ego.
- Dlaczego mój ma zielone, a Twój niebieskie? - spytałam cicho.
- Daliśmy je sobie, gdy się rozstaliśmy. Gdy się przeprowadziłaś. Żeby zawsze być ze sobą. Obiecałem, że kiedyś się odnajdę...
- I zrobiłeś to... - szepnęłam. Przytaknął nieśmiało.
- Jeśli coś obiecuję, robię wszystko, żeby to spełnić. - zapadła chwila ciszy.
- Ale... Skąd wiedziałeś, że to ja?
- Na początku nie wiedziałem. Twoje oczy... wydawały Mi się znajome... Takie same, jak wtedy, gdy byliśmy małymi dziećmi.
Wpatrywałam się chwilę w jego oczy. One też są takie same. Odkąd pamiętam, były dojrzałe. Jeśli można tak powiedzieć o oczach. Przyjrzałam się uważnie jego twarzy - rozluźniona szczęka, nos, policzki, szczęka, usta... Malinowe, wąskie, ale jednocześnie pełne usta. Wróciłam na chwilę do jego oczu. Wpatrywał się w każdy mój ruch. Wróciłam do jego ust, a potem spowrotem do oczu. Nadal patrzył. Chciałam ponownie zjechać wzrokiem na jego usta, ale przywarł nimi do moich. Odwzajemniłam pocałunek rozchylając lekko usta. Językiem najpierw oblizał moje wargi, by potem zająć się wnętrzem. Położyłam się na plecach, a ręcę położyłam na jego karku pociągając go za sobą. Jego ręcę powędrowały na moje uda.
Podobało mi się.
Usłyszałam pukanie do drzwi i pociągnięcie za klamkę. Szybko odepchnęłam Harry'ego i wyprostowałam się do pozycji siedzącej.
- Rose, ja... Och, przepraszam! - O mój Boże, to Anne. - Ja... Pójdę już... - szybko zamknęła za sobą drzwi.
Lepiej być nie mogło.



___________________________________________
O MÓJ BOŻE PRZENAJŚWIĘTSZY!
Do Kingi i Weroniki:
Obiecałam miśki, więc macie, małe spojlerowce! xD
Mam nadzieję, że Wam się podobało, hyhyhy
DZIĘKUJĘ, ZA MIŁE SŁOWA NA TWITTERZE, KOOOCHAM WAS PO PROSTU! *huuuuuug*

wtorek, 4 marca 2014

ROZDZIAŁ 15.


Harry przytulił mnie powitalnie.
- Później Ci wszystko wyjaśnie. - szepnął Mi do ucha.
- Dlaczego nie teraz? - spytałam cicho. O co w tym wszystkim chodziło!?
- Później. Nie teraz. - puścił mnie.
Podeszliśmy do stolika, oczywiście Harry MUSIAŁ mieć miejsce obok mnie, ale z drugiej strony uspokajało mnie to, nie musiałam słuchać jego rozgadanej siostry której nie roumiałam.
Skąd Oni mnie znają?
Przyjaźnią się z moimi rodzicami?
Z RODZICAMI HARRY'EGO!?
Chwila, chwila, Harry mówił coś, że ma siostrę... Gemmę... To jest Gemma. Okej, czyli nie kłamał.
Ale dlaczego, do cholery jasnej nie powiedział Mi o tym, że mnie zna i... Skąd On mnie wogóle zna!?
Oj, Harry będziesz miał dużo tłumaczenia, mały skurwielu!

*

Wysoka blondynka z szarymi oczami postawiła przedemną kieliszek szampana. Bąbelki wznosiły się ku górze wydając charakterystyczny dźwięk.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niej słabo. Odwzajemniła mój gest, a wyraz jej twarzy wyrażał współczucie.
Podniosłam głowę rozglądając się wokół siebie.
Mama zawzięcie rozmawiała z Anne (?). Tak, chyba Anne.
Tata rozmawiał z tym... no... Dresem? Yyy... nie... O! z Des'em!
Chwila, Oni nie siedzieli gdzie indziej? Zresztą, walić to.
Spojrzałam na Emmę. Jej wzrok uparcie spoczywał na osobniku obok mnie. Przygryzała dolną wargę co chwila ją oblizując.
Chciałaś być seksowna skarbie, ale chyba coś Ci nie wychodzi.
Podążając za jej wzrokiem natknęłam się na Styles'a wpatrującego się we mnie. Uniosłam pytająco brew. Spojrzał najpierw na Em, potem wrócił do mnie.
- Jesteś na mnie zła? - spytał udając niewiniątko.
Spierdalaj Harry, to na mnie nie zadziała.
- Tak. - powiedziałam ostro wzrokiem wracając do sałatki która leżała na moim talerzu nienaruszona od jakiś 20 minut.
- Dlaczego? - szepnął do mojego ucha. Jego oddech wywołał ciarki na moim ciele, co widocznie Mu się spodobało.
- Nie udawaj niewiniątka, to na mnie nie działa. Jestem na Ciebie masakrycznie wkurwiona i dopóki nie otrzymam wyjaśnień dalej będę. - jego ciało momentalnie się spięło. - Zresztą, co Cię to obchodzi. Nie jestem Twoją dziewczyną, ani nawet przyjaciółką. - wkurwił się. Widziałam to. Jego oczy przybrały ciemniejszą barwę, usta zacisnęły się w wąską linię.
- Emma, mogę Cię prosić do tańca? - spytał spoglądając w stronę tej fałszywej suki.
- Ymm... Pewnie. - ukryła swoją niepewność pod toną makijażu? Suka. Jeszcze bardziej wypnij te cycki, bo za mało ich widać.
Obserwowałam każdy ich ruch.
Dupek, suka, dupek, suka, dupek, suka, dupek, suka.
Przyglądając im się dłużej stwierdziłam, że Oni idealnie do siebie pasują. Była wysoka, wyższa odemnie, ale oczywiście nie od Harry'ego. Sięgała Mu do podbródka. Miała smukłą figurę, ale nie była hm... chuda. Czarne włosy sięgały jej do połowy pleców, a niebieskie oczy były tak wyraziste, że widziałam je z mojego obecnego miejsca. Muszę przyznać, że jak na dziwkę przezntowała się dobrze.
Oczywiście nie wyliczając jej skąpego 'ubrania' które raczej nie było dostosowane do okazji. Równie dobrze mogłaby tak wyjść na ulicę i łapać klientów.
Oj, Rosalie, czy ty jesteś zazdrosna?
Nie, nie nie! Nie jestem!

Po całych minionych wiekach w końcu wrócili do stolika.
To zazdrość Rosalie.
Nie! Nie...

Próbowałam ignorować go gdy usiadł, ale jego namolny wzrok jeżdzący po moim ciele wcale mi nie pomagał.
- Tato, pójdę już do swojego pokoju hotelowego, dobrze?
- Źle się czujesz? - spytał z troską.
- Nie, jestem po prostu troszeczkę zmęczona.
- Oh, dobrze idź.
- Może Harry cię odprowadzi? W końcu tyle tu osób, lepiej żeby nie stała Ci się krzywda. - kurwa, kurwa, kurwa. Jebana Anne musiała się wtrącić.
- Z przyjemnością, właśnie miałem się zbierać. - odparł z cwaniackim uśmieszkiem, wstając z miejsca i w geście kultury podając mi dłoń abym wstała. Oh, jakiś Ty kultularny Styles, naprawdę. Liczysz na jakąś nagrodę?

*

Szliśmy przez beżowy korytarz w zupełnej ciszy. On nie miał zamiaru rozpoczynać nowej kłótni, a ja byłam na niego za bardzo wkurzona. Spoglądałam na różne obrazy porozwieszane na ścianach. Nie interesowały mnie one, ale nie miałam gdzie podziać wzroku. Spojrzałam na numerki na drzwiach. Na szczęście, jeszcze nie daleko.
Po chwili staliśmy pod moimi drzwiami. Cholera, jakby się tu go pozbyć?
- Ymm... Chciałbyś wejść? Pewnie nie, więc do zobaczenia później... yy.. kiedyś tam, pa! - zaczęłam szarpać się z drzwiami które jak na złośc nie chciały się otworzyć. Co za gówniane drzwi! Usłyszałam za sobą głośny, gardłowy śmiech, a po chwili klamka uległa pod jego dotykiem.
- Z przyjemnością wejdę, jeśli mnie już pani zaprasza. - powiedział szelmowskim tonem i wszedł do środka.
Szykuje się ciekawy wieczór.



____________________________________
hyhyhy, ''Szykuje się ciekawy wieczór'' Taaa... Ciekawe, co będę robili, hahahah xD JA AKA ZBOCZUCH. xD
Nie no, wszystko na temat komentujcie itp. itd. i trele morele. 
Boże, powinnam się zgłosić do psychologa ;)
Narazie Kotki! :)

ROZDZIAŁ 14.


Możecie powiedzieć, że jestem idiotką, ale gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że będzie trzęsienie ziemi, powódź, zagłada świata, cokolwiek, co sprawiłoby, że nie musiałabym iść na to idiotyczne spotkanie biznesowe.
Ubrana w czarną sukienkę przed kolano z rozkloszowanym dołem i w wysokich, czarnych szpilkach przekroczyłam wraz z rodzicami próg Egerton House Hotel. Ojciec podał nasze nazwisko i starsza, wysoka blondynka poprowadziła nas do sali konferencyjnej która była zapełniona ludźmi 'wyższej rangi'. Czekam tylko, aż to się skończy, będę mogła usiąść w moim pokoju, w piżamie i niechlujnym koku, bez makijażu z popcornem w rękach oglądając jakiś fajny film. Oh, pani Johnsons! Jakże mi cholernie miło. Mówiłam wam już, że kocham sarkazm?
- Rosalie, ależ urosłaś! - zawołała swoim piszczącym głosem starszej pani.
- Tak, w końcu lata mijają. - posłałam jej najbardziej fałszywy uśmiech na jaki było mnie stać.
- Ja jestem tego najlepszym przykładem. - zaśmiała się ze smutkiem.
- Naprawdę? Jest pani w świetnej formie jak na swój wiek. - powiedziałam z ironią. Tata trącił mnie łokciem i posłał zamrażające spojrzenie. No co!?
- Oh, dziękuję Rosalie! - nie załapała.- O! Pani Stone! - krzyknęła i podeszła do jakiejś starszej babki. Czy ja jestem tu jedyną tak młodą osobą!?
- Byłaś dla niej nieuprzejma. - szepnął mi tata do ucha.
- Przepraszam! - bąknęłam. Jejku, to jakaś stara jędza! O co tyle hałasu!

*

Przywitaliśmy się chyba z ponad milionem osób! Nareszcie usiedliśmy na wyznaczonych nam miejscach. Aż cztery miejsca obok mnie były wolne, co oznaczało, że koś się pewnie spóźnia, albo jeszcze gdzieś chodzi. Mam nadzieję, że to miejsce zostanie puste do końca wieczoru.
- Rosalie! - usłyszałam cholernie piskliwy głos który przerwał moje rozmyślania o niczym. Cholera! Cholera! Cholera!
- Cześć Emma. - bąknęłam z fałszywym uśmieszkiem. Czy. Ona. Musi. Siedzieć. Akurat. Przede. Mną!?

*

- Hannah West!? - usłyszałam za sobą przyjazny, kobiecy głos wołający moją matkę. Ile jeszcze tych przywitań!?
- O Mój Boże! Anne!? - mama krzyknęła podekscytowana i wstała szybko z krzesła. Co ona robi!? - Jak dawno Cię nie widziałam! - pisnęła podekscytowana.
- Ja Ciebie też skarbie! - kobiety przytuliły się jak stare, dobre przyjaciółki. Mógłby Mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi?
- Jeremy? - męski przyjazny głos wywołał uśmiech na twarzy mojego ojca. Chwila, zaraz co, uśmiech!?
- Des! - mój. tata. przywitał. go jak. kumpla. Nie. biznesmena. kumpla. Co!? Co!? Co!?
- Rosalie, boże tak dawno cię nie widziałam! - kobieta uścisnęła mnie tak mocno, że przysięgam, chwila a zaczęłabym się robić purpurowa. Posłałam mojej mamie pytające spojrzenie, ale ta tylko uśmiechała się jakby była niedorozwinięta umysłowo. Boże.
- Ymm... Dzień Dobry pani... Anne... - bąknęłam nie wiedząc co mam powiedzieć.
Ta sytuacja była cholernie dziwna!
- Mamo, zostaw ją. - jakaś dziewczyna mniej więcej w moim wieku, może starsza odciągnęła ją odemnie. O dzięki Bogu!
- Oj, Gemma! Nie pamiętasz Rose!? Rose West!? - pisnęła podekscytowana. Zanim zdążyłam się obejrzeć Gemma (chyba) zaczęła mnie dusić. No cholera jasna!
- Boże Rossie! - ROSSIE!? Chwila, chwila, zaraz...
Pamiętam, że ktoś tak na mnie mówił.
Boże, przypomnij sobie!
- Ymm... cześć. - bąknęłam. Za sobą usłyszałam głośne chrząknięcie.
- Ojejku, przepraszam Harry, już daję Ci się przywitać! - dziewczyna odsunęła się odemnie. - W końcu tak dawno nie widziałeś swojej Rossie! - dziewczyna zaśmiała się cicho, a zza jej pleców wyłonił się Styles.
Co On tu do jasnej cholery robi!?



________________________________________
< przeprosiny zawierające 186235497213569463 (słownie pierdylion) stron>
AAAAA, PRZEPRASZAM ZA RAAAK DUUUŻY POŚLIZG!!!
Ale wiem, że mi wybaczycie hyhyhy xd
Pracuję nad zakładką bohaterowie, zobaczymy, czy mi wyjdzie ;)
Zastanawiam się, też czy nie zmienić Dan, El i Pezz na jakieś inne dziewczyny, ale nie wiem, lolz
Jak coś, to piszcie mi na tt: @CatHarry69 ;D
+ Nie bójcie się mnie pytać na TT kiedy rozdział, ja nie gryzę, a odpiszę Wam i będziecie wiedzieli :)
To chyba tyle...


YOLO SWAGOLO!!!!!


XDDDD
BOŻE... XDDD
HAHAHHAHAHHA




wtorek, 18 lutego 2014

ROZDZIAŁ 13.



Tak, jestem dziwna.
Tak, jestem idiotką.
Tak, jestem nieodpowiedzialna.
Tak, jestem po prostu dziwką.

*

Obudziłam się przytulona do czegoś twardego i ciepłego. Słońce raziło mnie w oczy więc podniosłam rękę do góry w poszukiwaniu poduszki którą mogłabym zakryć twarz, by odpłynąć dalej w objęcia Morfeusza. Natknęłam się na coś miękkiego, ale to z pewnością nie była poduszka. Niepewnie podniosłam głowę doznając lekkiego szoku.
- Jasna cholera Harry! - krzyknęłam odsuwając się od chłopaka. - C-Co my... Ja pierdziele.. Harry! - krzyknęłam wstając z łóżka, ale oczywiście MUSIAŁAM zahaczyć się o pościel i wywaliłam się jak kłoda na jeszcze zaspanego Loczka.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie musisz być taka ostra Rose. - zaśmiał się pod nosem i przetarł oczy podczas gdy ja prócowałam jak najbezpieczniej odsunąć się bez niepotrzebnego dotykania.
- Dlaczego jestem w Twojej koszulce!? - krzyknęłam spoglądając na niego zirytowana. Przeciągnął się ospale. Seksownie.
- Egh, spokojnie, do niczego między nami nie doszło skarbie. - próbował mnie przytulić i westchnął gdy się od niego odsunęłam. - Słuchaj, graliśmy w Prawda czy Wyzwanie, zaczęłaś prowokować Louis'a i wyszło na to, że najpierw musiałaś się rozebrać do bielizny i zostać tak do końca imprezy...
- Zrobiłam to!? - warknęłam zdenerwowana. Chłopak pokiwał twierdząco głową jakby bał sie mojej reakcji. - Mów dalej. - westchnęłam opierając się tyłkiem o parapet. Przygryzł wargę i kontynuował.
- A potem... - zrobił przerwę spoglądając na mnie niepewnie, ale posłałam Mu zdenerwowane spojrzenie. - Miałaś mnie pocałować przez 10 minut i cóż, chyba się trochę zagalopowałaś...
- W sensie!? - zmrużyłam brwi oczekując na najgorsze.
- Zaczęłaś Mnie tak jakby... podrywać i prowokować żebym się z Tobą przespał. - moja twarz spłonęła żywym ogniem więc zakryłam ją rękami.
- Potem bawiliśmy się dalej i zgarnęłem Cię przed jakimś gościem który zaczął się do Ciebie przystawiać. Wyrywałaś się, ale zaniosłem Cię tutaj i dałem koszulkę, żebyś nie leżała... no wiesz... pewnie czułabyś się niekomfortowo... - słuchałam go w skupieniu. - Chciałem wyjść, ale zaczęłaś coś mamrotać, żebym został, więc to zrobiłem i... między nami do niczego nie doszło.. - potarł kark dłonią.
Na jego twarze wymalowło się duże zdziwienie gdy objęłam go mocno w niedźwiedzim uścisku, ale po chwili widziałam, że poczuł ulgę i odwzajemnił uścisk.
- Dziękuję... - szepnęłam wprost do jego ucha.
- Nie ma za co piękna... - wyszczerzył się na co przewróciłam oczami.
- Mogę Ci zadać jedno pytanie? - odsunęłam się od niego lekko, ale wciąż siedziałam na jego kolanach. Czemu po prostu z nich nie zejdziesz Rose? Och, a może nie chcę!? - Dlaczego mnie nie... - zaczęłam gestykulować rękami.
- Przeleciałeś? - spytał rozbawiony, a ja kiwnęłam twierdząco głową rumieniąc się. - Ja... Nie wiem dlaczego Rose... Nie chciałem, żebyś potrm żałowała... - spojrzałam w jego oczy. Były zatroskane i... szczere.
Wiem, że tego chcesz Rose, zrób to.
Musnęłam lekko jego usta, po chwili ponawiając czynność. Gdy chciałam zrobić to ponownie przyległ swoimi wargami na stałe. Świetnie całujesz Styles.

Odsunęłam się od niego niepewnie i spojrzałam w jego oczy. 

- Ja... Chyba powinnam już iść Harry... - szybko zeszłam z jego kolan zanim zdążył zrobić jakikolwiek ruch.
Sięgnęłam po moją sukienkę która leżała na krześle, złożoną w idealną kosteczkę. Spojrzałam na nią niepewnie. Zupełnie nie mam ochoty jej zakładać.
- Dam ci coś czekaj. - powiedział czytając w moich myślach. Znowu oparłam się o parapet nie wiedząc co zrobić. Po chwili wróciłi wręczył mi getry we wzorek Ying - Yang. Wzięłam je niepewnie. A co jeśli należą do Jasmine!? 
- Nie martw się, są mojej siostry. - On mi naprawdę czyta w myślach. 

Chwila, On ma siostrę!?
- Masz siostrę? - spytałam marszcząc brwi.
- Tak, jest odemnie starsza, studiuje, dlatego rzadko bywa w domu.
- Jak ma na imię? - spytałam naciągając na nogi czarno - biały materiał.
- Gemma.
Gemma, Gemma, coś Mi mówi to imię.
- Podwieźć cię? - spytał zmieniając temat.

- Yyy... nie chcę robić kłopotu i tak już dużo dla mnie zrobiłeś... Wróce pieszo, mam niedaleko.
Kłamałam, tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem.
- Spoko, chodź. - podał Mi dłoń którą niepewnie objęłam.
Na dole widać było wyraźne pozostałości po wczorajszej imprezie. Wyszliśmy na dwór, a mnie owiało przyjemne, ciepłe powietrze. Chłopak otwarł Mi drzwi do czarnego Range Rover'a za co podziękowałam Mu uśmiechem. Podałam Loczkowi adres i po chwili staliśmy pod moim domem.
- Może... Chciałbyś wejść? - spytałam z uśmiechem. W duszy dziękowałam za to, że moi rodzice są w pracy.
- Ja...
- Proszę... - przeciągnęłam, a On uśmiechnął się i skinł głową.

*

- Tak, tato, dobrze. - powiedziałam rzucając się na łóżko. - Tak, będę kultularna dla tej starej ropuchy. - przewróciłam oczami.
- Dobrze przepraszam, nie będę już tak mówić na panią Johnsons. Ta... będę gotowa. A gdzie jest to przyjęcie? Egh, przepraszam - spotkanie biznesowe. Taaa... Jejku, a gdzie to jest? Yhymm, dobra pogadamy póżniej, jest u mnie kolega... Ta... Też cię kocham tato... Yhym, pa... - rzuciłam telefon na łóżko i westchnęłam głośno.
- Stało się coś? - mruknął Harry przeglądając jakieś rzeczy na biurku.
- Kolejne spotkanie biznesowe mojego ojca na które ja NIESTETY muszę iść. - mruknęłam.
- Też idę w niedziele na spotkanie z moimi rodzicami, nie martw się, nie jesteś jedyną która ma rodziców biznesmenów. - zaśmiał się cicho.
- I jeszcze będzie ta suka... Emma... - prychnęłam.
- Emma? Wysoka, szczupła, czarne włosy, mocno pomalowana...?
- Taaaak... - przeciągnęłam. - Znasz ją?
- Taaa... - odpowiedział niechętnie. - Ty to malowałaś? - uniósł do góry kilka moich obrazów.
- Tak, nie oglądaj ich.
- Dlaczego? - próbowałam wyrwać je z jego rąk, ale Mi się to nie udało. - Są piękne. - uśmiechnął się do mnie, a w jego policzkach ukazały się małe dołeczki. Słodkie. 
- Zostaw. Je. Do. Jasnej. Cholery. Bo. Zrobię. Ci. Krzywdę. - przymknęłam oczy, żeby się uspokojić.
- Krzywdę powiadasz? - spytał z cwaniackim uśmieszkiem.
- Zostaw te cholerne obrazki! - krzyknęłam. No kurde, zostaw je człowieku, jesteś głuchy czy nienormalny?
- Co mi zrobisz? - c h o l e r a.
Nie mogąc wymyślić nic innego, zaczęłam go łaskotać.
- Cholera, Rose, przestań! - Harry śmiał się na głos.
- Chciałbyś - odparłam rozbawiona.
- Spadniemy! - wydyszał między śmiechem.
- Najwyżej, nie odpuszczę Ci.
Dobra, miał rację. Troszeczkę bolało. Ale było fajnie. Siedziałam na nim okrakiem, nie pozwalając Mu na chwilę wystchnienia. Wił się podemną rozbawiony, lecz nie przewidziałam jednego ruchu. Po dosłownie sekundzie leżałam pod nim z unieruchomionymi nadgarstkami.Cholera.
- Chcesz zemsty? - spytałam z przerażeniem. Pokiwał twierdząco głową. - Ja nie lubię łaskotania!
- Nie będę Cię łaskotał. - wydyszał, a ja zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co Mu chodzi.
Poczułam jego wargi na moich. O Mój Boże. Pełne, malinowe usta. Idealne usta. Na moich. Przejechał językiem po moich wargach i wsunął język do moich ust gdy lekko je uchyliłam. 

Rozpłynęłam się. 
Na pewno to nie jego pierwszy raz, bo całuje perfekcyjnie. Poczułam się głupio, ze względu na to, że ja raczej nie jestem dobra w tych klockach. Po chwili odsunął się odemnie, ale nadal dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Niepewnie otwarłam oczy, napotykając się na jego, piękne, zielone tęczówki. Niestety, nie mogłam z nich nic odczytać.
- Harry... - szepnęłam w nadzieji, że wyczytam z jego twarzy jakiekolwiek emocje.
- Shhh... - jeszcze raz musnął moje usta.
- H-Harry... Może zostaniesz na noc?

____________________________
Hahahahha, Rose, co Ty odpierdzielasz XDDD
WIEDZIAŁAM MAŁE ZBOKI, ŻE POMYŚLICIE, ŻE HARRY I ROSE SIĘ TEN-TEGES HAHAHAH XD 
Nie, nic. xD
Zdajecie sobie sprawę, że powinnam się dzisiaj uczyć, ale zamiast tego pisze Wam rozdział c'nie? Zapuszczam się ludzie xD Hahahah, nic. ;)
IIIIIIIIIII.... JESZCZE JEDNA SPRAWA!
MAMY PONAD 1000 WYŚWIRTLEŃ!!!
akywgfljyfgqeyfifwiyieywfifiaifwliq BOŻE, NAWET NIE WIECIE, JAK SIĘ CIESZĘ! aefasdhafsjafyuaswuufyywyewj KOCHAM WAS HYHYHY XD


piątek, 14 lutego 2014

ROZDZIAŁ 12.



* perspektywa Rose *

Siedziałyśmy u mnie w pokoju i wybierałyśmy sukienki. Powinnam raczej powiedzieć, ja leżałam na łóżku i czekałam aż dziewczyny mi coś wybiorą. Cały czas pokazywały Mi wszelkiego rodzaju sukienki, ale po chwili decydowały się na inne. Stwierdziłam, że to nie ma sensu, więc poszłam brać prysznic, rozkazując im, aby w tym czasie zdecydowały się na coś. Może to zadziała. Wzięłam prysznic, ubrałam świeżą bieliznę i wyszłam z łazienki zarzucając na ramiona satynowy szlafrok.
- I co wybrałyście? - spytałam zakładając moje papcie - misie.
- Popatrz tylko! - pisnęła zachwycona Pezz rzucając we mnie krwistą, czerwoną sukienkę. Spojrzałam na nią i przyłożyłam do ciała.
- Jest okej. - uśmiechnęłam się do nich.
- Jest zajebiście seksowna! - rzuciła Dan, na co wszystkie parsknęłyśmy śmiechem.
Po układaniu fryzur, makijażu i tym podobnych W KOŃCU wyruszyłyśmy na imprezę. Na szczęście kierował Liam, ponieważ z tego co się dowiedziałam i tak nie może pić. Coś tam z problemami zdrowotnymi, nie wnikam.

*

 Stanęliśmy przed ogromnym, nowocześnie urządzonym domem z którego słuchać było głośną muzykę. Wokół chodziło wiele skąpo ubranych lasek, ubranych aż/jedynie w mały skrawek materiału. Większość była już lekko wstawiona.

*

- No to za... wieczną młodość! - krzyknął Louis i chyba po raz setny wznieśliśmy toast. Moja podświadomość nie działała już zbyt dobrze. Kręciło mi się lekko w głowie, a wódka wypalała moje gardło. Tańczyłam z kilkoma chłopkami których nie znałam i gadałam z dziewczynami o różnych dziwnych na trzeźwo rzeczach, które teraz wydawały się być całkiem normalne.
- Poooograjmy w coś, nuuudzi Mi się! - zaczęła bełkotać Pezz która była już mocno wstawiona. Zresztą, wyglądałam pewnie tak jak Ona.
- A w co niby? Zassaj i dmuchnij? - zaśmiał się Louis.
- Nie, raczej nie chcemy powtórki z ostatniego razu. - zaśmiał się Niall. - Co nie Harry?
- Spierdalaj blondynku. - warknął Harry i wszyscy oprócz mnie i niego zaczęli się śmiać. O co im chodzi?
- No to może prawda czy wyzwanie? - zaproponowała El.
- Znoowu? - zajęczał Zayn.
- Masz lepszy pomysł kutasie? - syknęła. Zaśmiałam się.
- Dobra, zagrajmy w prawda czy wyzwanie! - Niall prawdopodobnie uratował nas przed ich słowną potyczką.
Usiedliśmy w kręgu, a na środku postawiliśmy butelkę. Zaczęliśmy grać.

*

- Och, przykro mi Rose, Twoja kolej. - zaśmiał się Lou.
- Nie śmiej się ze mnie! - fuknęłam.
- Och, po prostu nie wierzę, że mogłabyś zrobić takie zadania typu rozbieranie, picie, całowanie. - zadrwił.
- Możesz Mi nawet dać dwa wyzwania i zrobię je bez problemu. - zaśmiałam się.
- Dobrze, Rose, przyjmuję wyzwanie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. - Ktoś ma jakiś pomysł?
Zayn szepnął Mu coś na ucho, a ten uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Zadanie pierwsze. Zdejmujesz wszystko do bielizny i zostajesz tak do końca imprezy. - jego mina wręcz mówiła: "Nie zrobisz tego". No to się zdziwisz, Tomlinson.
Bez słowa wstałam, złapałam za końce sukienki i przełożyłam przez głowę rzucając materiałem w twarz zdumionego Tommo.Jak gdyby nigdy nic usiadłam spowrotem czując na sobie wzrok wszystkich zebranych.
- Gdybym nie miał dziewczyny... - zaczął jakiś chłopak, ale blondynka obok niego szturchnęła go w ramię, więc nie dokończył. Uśmiechnęłam się z triumfem spoglądając na Harry'ego. Wygloądał jakby zobaczył ducha, na zmianę otwierał i zamykał usta. Zaśmiałam się z jego reakcji i wróciłam wzrokiem do Louis'a.
- I co teraz skarbie? - podniosłam jedną brew.
Powiecie teraz pewnie, że jestem kompletnie szalona, łatwa i co tam jeszcze, ale nie, ja jestem po prostu pijana i nie wiem co się ze mną dzieje.
Spojrzał na mnie a potem na wszystkich zebranych i zatrzymał się Na Harry'm.
- Musisz pocałować Styles'a... - napój alkoholowy z mojej buzi wylądował spowrotem w szklance. - Przez minimum 10 minut.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknęłam i spojrzałam na Harry'ego. Był równie zdziwiony co ja.
- Oh, tak myślałem, że tego nie zronisz. - parsknął śmiechem, a we mnie się zgrzało. Dupek, cham, kutas, idiota, palant.
- Dobrze, zrobię to. - zaczęłam czołgać się w stronę Harry'ego a głosy wszystkich ucichły i wszyscy patrzyli teraz na nas. Cholera, tyle świadków.
Posłałam chłopakowi uwodzicielski uśmiech i złączyłam nasze wargi. Loczek przyciągnął mnie bliżej siebie i położył swoją rękę na moich plecach. 

Boże, jak On świetnie całuje.
Pogłębiłam pocałunek i zarzuciłam Mu ręce na kark. Poczułam jak jego ręce zjeżdżają niżej, na mój tyłek i lekko go ściskają. Jęknęłam odruchowo i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Uśmiechnął się przez pocałunek.

Dobrze Styles, tak pogrywasz?
Zjechałam dłonią po jego torsie i położyłam ją ne jego kroczu. Poczułam jak łapie powietrze, więc uśmiechnęłam się i zaczęłam kreślić palcem małe kółeczka. Jego mięśnie natychmiast się napięły.

Przestań... - mruknął Mi w usta.

- Bo? - spytałam rozbawiona.
- Bo będę musiał cię przelecieć. - warknął. Zaśmiałam się cicho i przycisnęłam rękę do jego krocza, a w odpowiedzi usłyszałam jego gardłowy jęk.
- Rose... - jęknął.
- Nie odważysz się. - mruknęłam i oderwałam się od jego ust. - 10 minut już chyba minęło co nie Louis? - mruknęłam w stronę pasiastego.
- W sumie, to minęło już 20. - zaśmiałam się z jego zdziwionego wyrazu twarzy. Puściłam oczko do Styles'a który próbował uformować oddech i zeszłam z jego kolan na których cały czas siedziałam.
- Ktoś ma jeszcze jakieś wyzwanie? - rzuciłam w stronę tłumu. - Tak myślałam. - zaśmiałam się gdy w odpowiedzi usłyszałam ciszę. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i napiłam się wódki ze stojącej obok butelki. Po chwili gdy wszyscy się otknęli graliśmy dalej.

____________________________________
HAHAHAHAHA, WIEM, ŻE MNIE KOCHACIE! :D
No więc... Wesołego Walentego Kochani! Spotkania idoli i follow'u od Nich. Pamiętajcie, że Was kooocham, zwłaszcza Ciebie @RosePsychoticPL <3

DOTYCHCZASOWI INFORMOWANI:
@PragneJedzenia
@AlexAndra00069 
@Znaleziona69
@BestSongEver_21
@Annette_69_
@ika1674 
@maybe_boobs
@tocozeniewypada
JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY, NIECH NAPISZĘ SWOJE USERNAME W KOMENTARZU POD ROZDZIAŁEM :)
Pamiętajcie o komentowaniu :)



środa, 12 lutego 2014

ROZDZIAŁ 11.


Odsunęłam się od Harry'ego. Co ja zrobiłam...
- Harry nie... - odepchnęłam go gdy próbował znów mnie pocałować. - Ja... nie mogę Harry... My nie możemy...
- Dlaczego? - spytał zirytowany.
- Bo... nie mogę...
- Aha, zajebiście czyli najpierw sie ze mną liżesz a potem mówisz, że nie możesz!? - krzyknął.
- Harry... - szepnęłam.
- Co jest z Tobą kurwa nie tak Rose!? - krzyknął głośniej. O nie Harry, przegięłeś.
- Co jest ze mną nie tak!? To nie ja bzykam się z każdą napotkaną laską! To jest twój cel życiowy!? Przelecieć każdą laskę chodzącą po tej ziemi!?
- To po co Mnie pocałowałaś!?
- A wiesz co!? Idę z tąd! Nie mam ochoty się z Tobą kłócić! Jesteś dupkiem Styles! Wielkim kurwa dupkiem! - krzyknęłam, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z pokoju zmierzając ku wyjściu. Stanęłam przed drzwiami i rozebrałam bluzkę Harry'ego, po czym ubrałam moją koszulkę i szorty.
Harry stanął w rogu.
- Rose zostań! - pół krzyknął, pół powiedział normalnie.
- Spierdalaj! Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciłam Mu Jego koszulką w twarz i wyszłam trzaskając drzwiami.
Co ja Mu właściwie powiedziałam!?

* perspektywa Harry'ego *

- Spierdalaj!  Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciła mi moją koszulkę w twarz. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i zanim się obejrzałem już Jej nie było.
Super kurwa, zajebiście. Żebyś się jeszcze nie zdziwiła Rose.

*

Podjechałem pod szkołę samochodem. Wezłem do nudynku kierując się do mojej szafki po książki, a następnie do sali plastycznej. Oczywiście, że już tam była. Znając życie była pierwsza w klasie. Stała za dużym szkicownikiem i uparcie coś szkicowała. Jej twarz była brdzo skupiona, zmarszczone brwi i usta tworzące wręcz idealnie prostą linię. Musiała lubić to co robi.
Poczułem ręcę na moim tyłku.
- Cześć Harry - usłyszałem szept przy moim uchu. Jasmine.
- Zostaw mój tyłek i się odpierdol. - wysyczałem przez zęby.
- Zadziornie. - przejechała swoim długim, sztucznym paznokciem po moim torsie.
- Spierdalaj Jasmine. - bawiło mnie jej typowo dziwkarskie zachowanie. Nie powiem, jeszcze miesiąc temu cholernie mi się to podobało, ale nie teraz. Teraz to żałosne.
- Zobaczymy na lunch'u. - szepnęła i próbowała pocałować mnie w usta, ale odwróciłem głowę i jej usta wylądowały na moim policzku. Uśmiechnęła się zadziornie i gdy myślałem, że już poszła złapała mnie za tyłek. Odwróciłem się i spotkałem jej zadziorny wzrok. Mrugnęła do mnie i wyszła. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i spojrzałem na Rose. Patrzyła się na mnie, a gdy poczuła na sobie mój wzrok szybko zwróciła twarz ku kartce. Zaśmiałem się cicho i podeszłem do palety zupełnie nie wiedząc co robimy.

* perspektywa Rose * 

Brawo Rosalie, szóstka! - p. Taylor zachwycał się moją pracą. - Nie myślałaś nad liceum plastycznym, lub czymś w tym stylu?

Pokręciłam przecząco głową.
- Szkoda, masz na prawdę wielki talent.
- Dziękuję. - powiedziałam i wyszłam z klasy. Wzięłam książki z szafki i poszłam spokojnie zająć miejsce w sali matematycznej. Jak zwykle wyciągnęłam książkę i sprawdziłam temat, ale po chwili odpuściłam wyciągając szkicownik.
- Wow, sama to rysowałaś? - usłyszałam nad sobą irlandzki akcent.
- Wystraszyłeś mnie. - zaśmiałam się gdy Niall usiadł obok mnie.
 - Przepraszam, nie powinienem się tak skradać.

*

Weszłam razem z blondynem do stołówki, a po odebraniu swojego jedzenia usiadłam razem z nim i jego przyjaciółmi, którzy powoli stają się też moimi. Harry'ego (na szczęście) nie było i miałam cichą nadzieję, że nie przyjdzie. Pewnie szlaja się gdzieś w kącie z swoją osobistą dziwką Jasmine.
Czemu ja w ogóle o tym pomyślałam!? On zdecydowanie nie ma na mnie dobrego wpływu.
Jadłam w spokoju swój lunch co jakiś czas wymieniając się pogawędką z Pezz, Dan lub El.
- O, Styles nadal spotyka się z Jasmine? - spytała zdziwiona Perrie, a wszyscy jak na komendę podnieśli wzrok. Podeszli do naszego stolika. Ręka Harry'ego oplatała talię Jasmine. Chłopak usiadł a dziewczyna zamiast z krzesła skorzystała z jego kolan zamiast siedzenia.  Jasmine uśmiechnęła się do mnie fałszywie a ja pokazałam jej środkowy palec. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, a potem złość. Szepnęła coś na ucho Harry'ego a ten posłał mi lodowate spojrzenie, ale wyraz jego twarzy wyrażał rozbawienie. Uśmiechnęłam się do niego słodko i chyba najbardziej fałszywie w moim życiu. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, ale ignorowałam go.
- Rose, przyjdziesz na imprezę w piątek? - spytała słodko Pezz. Wszystkie oczy zwróciły się ku mnie.
- Och, a gdzie jest? - spytałam z uśmiechem na ustach.
- U mnie w domu, wyślę Ci adres i wszystko sms'em.
- Z przyjemnością przyjdę. - uśmiechnęłam się i kątem oka spojrzałam na Loczka. Jasmine zawzięcie szeptała Mu coś na ucho, ale widać było, że w ogóle jej nie słuchał.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, żeby Rose przyszła. - wszyscy spojrzeli wyczekująco na Harry'ego.
- Dlaczego? - spytała Dan.
- Ona nie piję. - Jasmine zaczeła kręcić się na jego kolanach, prosząc o więcej uwagi z jego strony, ale On uparcie wpatrywał się we mnie, co widocznie ją drażniło.
- Oh, a skąd wiesz, że nie piję? - spytałam z cwanym uśmieszkiem na ustach. Jego szczęka napięła się, ale nic nie powiedział.
Wróciliśmy do innych rozmów, a ja wciąż czułam na sobie jego wzrok.
Postanowiłam to wykorzystać.

* perspektywa Harry'ego *

Rose szepnęła coś Niall'owi na ucho i przez chwilę prowadzili rozmowę na ucho. Dziewczyna cały czas spoglądała na mnie ukradkiem. Po chwili Niall zaśmiał się cicho i objął ją ramieniem szepcząc jej coś na ucho. Uśmiechnęła się do mnie niewinnie a we mnie aż się zagotowało.

Chcesz wojny będziesz ją miała Rosalie.

___________________________
Mam nadzieję, że cieszycie się z troszeczkę dłuższego rozdziału. 
Liczę na wasze komentarze, bo informuję, moim zdaniem, dużo osób, a ciągle są po trzy komentarze. Wiem, że potraficie się zmotywować, widać to po drugim rozdziale, ale musiałam was wtedy opieprzyć, a nie lubię tego robić, więc jeśli czytasz - komentuj.
KOOOOCHAM WAS MIŚKI, PAPATKI <3 xx

wtorek, 11 lutego 2014

ROZDZIAŁ 10.


*
Łąka, a raczej kwiecista polana. Na środku wielkie, potężne drzewo, dąb. Pod nim mała, drewniana ławeczka. Siedzą na niej dwie osoby. Mała dziewczynka, w ślicznej różowej sukieneczce, balerinkach i delikatnych loczkach sięgających do połowy pleców. Obok niej chłopczyk. W dżinsowych, startych  ogrodniczkach, białych, lekko brudnych Conversach do kostki z burzą loków na głowie. Patrzeli się w swoje oczy, ale nic nie mówili. 
- Bardzo Cię lubię wiesz? - powiedział chłopiec wpatrując się w nią swoimi zielonymi, głębokimi tęczówkami.
- Ja Ciebie też. - odparła dziewczynka z niebieskimi, lazurowymi tęczówkami.
Siedzieli w ciszy.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła dziewczynka spuszczając głowę w dół.
- Stało się coś? - spytał z troską.
- Nie... W sumie tak... - szepnęła. Chłopiec podniósł jej podbródek i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
- Nie możemy się już przyjaźnić. - powiedziała cicho,  a po jej policzku spłynęła łza.
Cisza.
- A... Ale dlaczego? - spytał chłopiec, a jego warga drgała. Powstrzymywał się od płaczu.
- Tatuś powiedział, że już tu nie będziemy mieszkać. - spojrzała na Niego swoimi wielkimi, teraz zaczerwienionymi oczami.
- Nie zostawiaj mnie. - szepnął chłopiec i ją przytulił. Płakali w swoich ramionach.
- Nie chcę... - załkała.
- A co z naszym ślubem? - spytał.
- Kiedyś go weźmiemy. - otarła łzy z policzka. - Muszę już iść, mama będzie się martwić.
- Mogę Cię odprowadzić?
- Tak.
Szli przez ich małą miejscowość trzymając się za ręce. Nie rozmawiali. Wszyscy patrzyli na nich, myśląc, jakie to słodkie, dwójka małych dzieci idąca za rękę. Ale Oni nie byli szczęśliwi. Stracili swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze mówili, że kiedy dorosną wezmą ślub i będą żyli długo i szczęśliwie. Ale teraz wiedzą, że to się nie uda.
Doszli pod duży, ceglany dom. Wokół leżało pełno kartonów,  w nich meble, książki, przedmioty codziennego użytku. Całe ich dotychczasowe życie w kilkunastu kartonach. Stali w ciszy wpatrując się w robotników którzy wnosili kartony do domu.
- Rosalie, już czas! - krzyknęła jej mama.
- Będę tęskniła. - szepnęła dziewczynka.
Złączyli się w długim, mocnym uścisku.
- Znajdę Cię, obiecuję. - szepnął chłopczyk prosto do jej ucha.
- Trzymaj. - podał jej swojego ulubionego, pluszowego misia. - żebyś zawsze o mnie pamiętała.
- D... Dziękuję. - powiedziała dając Mu swojego, z różową kokardką.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. - szepnęła odchodząc.

*

Obudziłam się głośno dysząc. Gdzie ja jestem?! Otworzyłam oczy i odrazu odskoczyłam. To nie był dobry pomysł, pomyślałam spadając z łóżka.
- Rosalie! - krzyknął Harry podnosząc mnie z łóżka.
- C-Co się stało? - spytałam łapiąc się za głowę.
- Straciłaś przytomność w basenie. Przyniosłem Cię tu, przebrałem i położyłem. Chciałem cię zostawić, ale zaczęłaś coś mówić i płakać, więc zostałem. Trochę się uspokoiłaś.
- Och... Dziękuję... - szepnęłam. - Chwila, czy ty powiedziałeś, że mnie przebrałeś?!
Przewrócił oczami.
- Wolałaś leżeć tutaj w mokrych ciuchach? - zaśmiał się pod nosem.
- No dobrze... Tym razem Ci wybaczę... - mruknęłam wywołując u chłopaka głośny śmiech.
- Martwiłem się o Ciebie. - szybko spoważniał.
- To... dobrze... - szepnęłam wpatrując się w jego oczy.
- Rose? - spytał po chwili.
- Tak?
- Lubisz mnie? - c o ?
- Hmmm... chyba tak... A ty?
- Chyba tak... - szepnął bliżając swoje wargi do moich. musnął je lekko patrząc się w moje oczy. Chyba pierwszy raz pocałowł mnie tak... delikatnie.
- Chyba na pewno Cię lubię... - szepnął przyciągając mnie do siebie. Musnęłam jego usta.
- Ja Ciebie też. - pogłębiłam pocałunek.

_____________________________________
Wiem, że krótki, ale  m u s i a ł a m  tu skończyć.
Dzisiaj albo jutro będzie kolejny.
IM WIĘCEJ KOMENTARZY, TYM SZYBSZE I DŁUŻSZE ROZDZIAŁY!!!
Kooooocham Was :)
Iiii.... tweetujcie: #ShynessIsAdorableFF 



środa, 5 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9.


* Rose *

- H... Harry... - jęknełam próbując odepchnąć chłopaka.
- Dlaczego nie chcesz być moja? - warknął.
- Ja... Ja cię nie znam. - odsunął się.
Westchnęłam głośno.
- Proszę. - podał Mi kubek z gorącym kakaem. (nie wiem, jak się to pisze xd )
Bez słowa wziął swój kubek i poszedł w nieznanym Mi kierunku.
O co Mu chodzi!? Powiedziałam prawdę, a On zachowuje się jak baba z okresem.
- Idziesz czy nie!? - krzyknął a ja podążyłam za jego głosem.
Weszłam do dużego pomieszczenia z basenem. Na ścianie położone były miętowo - białe kafelki, podobnie jak na podłodze. Za basenem stały drewniane leżaki z małymi stołeczkami obok. W rogu stało kilka zielonych, liściastych kwiatów. Moją uwagę skupiłam na ostatnim leżaku, gdzie leżały rozrzucone ubrania, a obok nich, na stoliku stał kubek z kakao. Spojrzałam na basen, ale nigdzie nikogo nie było. Gdzie On jest!?
- Cholera! - krzyknęłam gdy poczułam na moich biodrach zimne ręce.
Usłyszałam za sobą głośny chichot.
- Jesteś dupkiem Styles! - krzyknęłam i walnęłam chłopaka w ramię.
- Ojej, nie dąsaj się gąsko!
- Jak ty mnie nazwałeś? - zaśmiałam się głośno.
- Gąskom. - również się zaśmiał.
- Dlaczego?
- Nie wiem. - wzruszył ramionami.
Pokręciłam z niedowierzaniem głowa.
- Idziesz popływać? - spytał kierując się w stronę wyskoczni.
- Nie mam stroju.
- Och, czyli pod tym ubraniem nic nie masz... - przygryzł dolną wargę.
- Mam, ale... nie będę pływać w bieliźnie.
Skoczył do wody i podpłynął do brzegu.
- Dlaczego? - spytał odgarniając włosy do tyłu.
- Pieprz się Harry.
- Z Tobą zawsze kochanie. - uśmiechnął się cwaniacko.
Przeszłam przez całą długość basenu a Harry płynął równo ze mną. Usiadłam na leżaku obok jego ciuchów i położyłam kakao na stoliku uprzednio wypijając trochę.
- No dalej! - krzyknął, a echo jego głosu rozniosło się po całym pomieszczeniu.
- Spadaj! - wzięłam kubek w ręce i zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam ujrzałam przed sobą Harry'ego z cwaniackim uśmieszkiem.
- Harry co ty... - nie skończyłam ponieważ chłopak przełożył mnie przez ramię. - Styles, ty dupku, puść mnie! - zaczęłam krzyczeć i walić pięśćmi w Jego plecy.
Po chwili staliśmy przy brzegu.
- Masz ostatnią szansę...
- Styles! - Harry zrobił krok do przodu i obaj wpadliśmy do wody.
- Ciesz się, że nie miałam telefonu w kieszeni, bo już byś nie żył! - krzyknęłam gdy się wynurzyliśmy.
- Byłaby to piękna śmierć w Twoich ramionach.


________________________________________
CZYTASZ - KOMENTUJ!

ROZDZIAŁ 8.



- Harry! - krzyknęłam, myśląc, że stanie. - Harry! - powtórzyłam gdy szedł dalej. Szedł tak szybko, że musiałam biec aby za nim nadążyć. Boże, gdzie On idzie i czy On musi tak szybko chodzić !?
- Harry, proszę, stój, nie jestem taka szybka jak ty! - przystanęłam na chwilę żeby złapać powietrze.
Chłopak przeszedł przez parking i podszedł do czarnego Range Rover'a, na szczęście lub nie stanął przy nim i oparł się o maskę samochodu. Podbiegłam do niego i przyklękłam znowu łapiąc oddech. Jestem wysportowana, przynajmniej tak myślę, ale On naprawdę szybko chodzi!
Loczek wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
On pali!?
Zaciągnął się papierosem, a po chwili duży dym wyleciał z jego ust. Zaczęłam kaszleć, a chłopak zaśmiał się pod nosem.
- To nie jest śmieszne. Psujesz sobie płuca. - mruknęłam wstając.
- Ojejciu, jakby mnie to obchodziło. Najwyżej umrę wcześniej, co za problem.
- Nie mów tak.
- Dlaczego!? - krzyknął. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nie pytajcie się, czemu zrobiłam to co zrobiłam. Nie pytajcie się czemu, po prostu, miałam taką ochotę.

* Harry *

- Dlaczego!? - krzyknęłem. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nagle poczułem jak jej chude, delikatne ręce owijają się wokół mojego brzucha. Jej twarz przytulona była do mojej klatki, a drobne dłonie masowały moje plecy.
Była słodka.
Wyrzuciłem papierosa którego trzymałem w dłoni i zdeptałem go podeszwą mojego trampka. Zawahałem się, ale po chwili objąłem ją i wtuliłem twarz w jej włosy, które pachniały wanilią. Wiedziałem, że była zdziwiona.
Rose jest taka słodka. Czasami mam ochotę ją pocałować i... nie ważne. Ale wiem, że nie mogę.
Ona jest zbyt delikatna. Ona jest jak róża, trzeba uważać, żeby nie zgnieść jej płatków które są różowe, jak jej puliczki  kiedy się rumieni. Ona nie jest jak większość lasek, z którymi się "spotykałem". Jeśli wogóle można to tak nazwać.
Nie wiem, co i dlaczego, ale coś mnie do niej ciągnie. To... nie da się tego wyjaśnić. Może po prostu mam dość tych wytapetowanych lasek, napalajacych się na mój widok. To żałosne. Ślinią się na Twój widok, jakby nigdy nie widziały mężczyzny. Dziwki. Myślą, że pokręcą trochę dupą i będą miały każdego. Przepraszam, ale już Mi się to trochę znudziło.
Wzdychnęłem głośno.
Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami. Jej mina była zatroskana.
- Przepraszam. - szepnęła mi do ucha i odsunęła się powoli.
Wracaj. 
Oparłem się o maskę samochodu i usiadłem na niej.
- Jedziesz ze mną? - spytałem ukradkiem na nią spoglądając.
- G-gdzie? - zaśmiałem się cicho.
- Pokaże Ci pewne miejsce... Wsiadaj! - rzuciłem i wsiadłem.
Dziewczyna weszła do środka i pośpiesznie zapięła pasy.
- Pierwszy raz idę na wagary. - rzuciła gdy odjechaliśmy spod szkoły.
- I pewnie nie ostatni. - zaśmiałem się a dziewczyna rzuciła mi groźne spojrzenie.
- Gdzie jedziemy? - spytała ponownie wyraźnie zirytowana.
- Do mnie.
Więcej się nie odzywała. Oparła głowę o okno i patrzyła gdzieś w dal.

*

- Kakao. - odpowiedziała.
- Dobry wybór. - zaśmiałem się.
Rose oparła się o blat i patrzyła na moją "pracę". Odwróciłem się i spojrzałem na nią, a ta szybko odwróciła wzrok.
- Jesteś słodka, wiesz? - spytałem kładąc ręce na blacie zamykając ją w pułapce. Zarumieniła się.
- Taka nieśmiała... - podniosłem jej podbródek tak, aby spojrzała Mi w oczy.
Nie zrobiła tego. Jeździła wzrokiem po całej kuchni.
Pocałowałem ją łapczywie. Położyła swoją malutką dłoń na mojej klacie próbując mnie odepchnąć, ale, niestety skarbie, jestem silniejszy.





_____________________________________
Przepraszam, że tak długo, mam nadzieję, że Mi wybaczycie! <3
Czytasz, komentuj, karmiąc mnie w ten sposób weną! xx



niedziela, 26 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7.

Ubrałam się w dżinsowe spodenki z serduszkami i białą koszulę bez rękawów, a włosy jak zwykle zostawiłam rozpuszczone. Na szczęście jest ciepło, więc mogłam sobie pozwolić na taki strój.
Zjadłam tosty które przygotowała mi mama i zgarniając resztę rzeczy wyszłam z domu. Słońce dawało lekkie ciepło. Podoba mi się taka pogoda, która jest zadziwiająca jak na Londyn.
- Cześć piękna. - gdy wyszłam z domu przywitał mnie głos z chrypką.
- C.. Co ty tu robisz? - spytałam mijając go w uliczce.
Jest szybki więc dorównał Mi kroku.
- Przyszedłem po Ciebie. - powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Wiesz, trafiłabym bez Twojej pomocy. - mruknęłam a chłopak zaśmiał się głośno.
- Jesteś urocza.
- Powtarzasz się Styles.
- Ojejciu, przepraszam jesteś... hmmm... zajebiście seksowna. - zarumieniłam się. - Nie wstydź się, to prawda kochanie.
- Nie mów na mnie kochanie! - fuknęłam, a on zaśmiał się jeszcze głośniej niż poprzednio.
- Nie tak ostro, poczekaj, aż znajdziemy się w łóżku. - uderzyłam go w ramię, ale nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia.
- Nie obrażaj się na mnie słoneczko. - dźgnął mnie w bok z czego mimowolnie się zaśmiałam.
- Ooo... księżniczka wie co to śmiech! - dźgnął mnie jeszcze raz.
- Nie mów tak na mnie! - dźgnęłam go w dołeczek w policzku, który moim zdaniem, był bardzo słodki.
Stop, Rose, Harry wogóle nie jest słodki!
Chłopak zatrzymał się, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Stało się coś? - spytałam zaniepokojona.
- N... Nie. - powiedział łapiąc się za policzek.
Zbliżyłam się do niego o krok, nie wiedząc o co Mu chodzi.
- Chodźmy. - powiedział ostro wymijając mnie na chodniku. Nawet nie obejrzał się, czy za nim idę.
O co mu do cholery chodzi!?
Przez wszystkie lekcje zastanawiałam się o co chodzi Harremu.
Coś z Nim nie tak?
Może to przez to, że Go dotknęłam?
Nie, to na pewno, nie to.
Wreszcie, lub nie nadeszła pora lunch'u.
Weszłam do jadalni, jak zwykle z Niall'em i razem dosiedliśmy się do stolika Jego przyjaciół. Siedziałam na przeciwko Harrego, chociaż nie za bardzo chciałam.
- Jesteście z Niallem parą? - spytała Jasmine.
Zakrztusiłam się jogurtem który właśnie miałam w buzi. Spojrzałam na Loczka, miał zaciśniętą szczękę.
- Nie... - odparł Niall, również zaskoczony Jej pytaniem.
- Och, tak myślałam, bo cały czas ze sobą chodzicie, gadacie i wogóle...
- Źle myślałaś. - warknął Harry, przez co wszyscy spojrzeli się na Niego zdziwionym wzrokiem, a On jak gdyby nigdy nic, dalej jadł swój lunch.
Co to miało być!?
- Masz coś na myśli? - Jasmine odgarnęła swoje blond, tlenione włosy za siebie z zaciekawieniem spoglądając na Harrego.
Wszyscy patrzyli to na mnie, to na Niego. Czułam jak poliki zaczynają mnie piec.
- Nie, skądże. Myślę, że Rosalie nie pasuje do Niall'a. - mruknął spoglądając Mi w oczy.
- A niby do kogo? - ciągnęła dalej dziewczyna.
- Jesteś bardzo ciekawska wiesz? - uciął temat.
Jeszcze przez chwilę przy stoliku panowała cisza, po czym wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć.
Wyciągnęłam telefon.

CO?
Niby o co mam być zazdrosna?
Proszę państwa, Harry Styles, największa zagadka wszechświata.
Spojrzałam na Niego. Wpatrywał się w moje oczy, ale nie umiałam z nich wywnioskować. Żartuje ze mnie, czy co?
Rzuciłam telefon spowrotem do torby. Podparłam głowę ręką i wpatrywałam się w niego, a On we mnie.
Po chwili Jasmine pomachała Loczkowi ręką przed twarzą. Zignorował to. Szepnęła Mu coś na ucho po czym momentalnie się spiął. Jego szczeka była zaciśnięta, kostki pobielały, a powieki były mocno zaciśnięte.
Co Ona Mu powiedziała!?
- Radziłbym Ci odejść, bo może się to dla Ciebie źle skończyć. - warknął w Jej kierunku nadal nie otwierając oczu. Jej twarz momentalnie z rozbawionej zmieniła się w wystraszoną.
Wszyscy patrzyli się w Ich kierunku.
Mruknęła niezadowolona, po czym wyszła ze stołówki.
Harry otworzył oczy i zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem. O co mu znowu chodzi!?
Co Ona Mu powiedziała!?
Wyszedł ze stołówki przewracając przy tym krzesło. Nic nie mówiąc spakowałam swoje rzeczy i ruszyłam w Jego kierunku.
Wychodzi ze szkoły!?
________________________________________________
HEEEEEEJJKAAAA! 
To ostatni rozdział w ten weekend. :( Nie jestem pewna, czy dodam coś w tygodniu. Wiedzcie, że dodaje rozdział zawsze jak mam dostęp do komputera.  Mam nadzieję, że Mi wybaczycie! :) :) :)
Jeśli czytasz, komentuj, bo to duuuuża motywacja!

ROZDZIAŁ 6.

Czy to jest normalne?
Wejść.
Mówić dziewczynie o własnych fantazjach erotycznych.
Pieścić.
Wyjść bez słowa.
W co on ze mną pogrywa?

Leżałam na łóżku zastanawiając się o co chodzi Harremu. Jakie on ma wobec mnie zamiary.
Och, na pewno nie będę jego dziewczyną, miłością, tą w której się zakocha.
Na pewno, dla niego będę laską do zabawy.
Znudziły Mu się wytapetowane dziunie? Teraz chce zwyczajną, nieśmiałą, niczemu winną dziewczynę, o która będzie mógł zawalczyć, bo nie odda Mu się od razu?
Żałosne.

Wibracja telefonu przerwała moje rozmyślania.

A ja nie. 
Serio, mam być tą kolejną? Nie chce i nie mam zamiaru.
Ani odwagi, no ale to już inna sprawa.
Jest jeszcze jedna sprawa, którą staram się wyrzucić z mojej głowy. Choćbym nie wiem jak nie chciała tego mówić.
On jest seksowny.
Och, wiem, to żałosne.
Ale tak jest i nikt temu nie zaprzeczy.
On jest typem Bad Boy'a.
A to jest jeszcze bardziej pociągające.
Ugh, o czym ja myślę!
Nie serio.
Podobało mi się to nasze dzisiejsze "spotkanie".
Jestem żałosna.
No, ale to już od urodzenia.
Niestety, mimo to, że jest seksowny, bardzo się go boję. Nie wiem do czego jest możliwy. Może mnie zgwałcić. Nie chcę, żeby nasza "znajomość" posunęła się za daleko. Boże jeśli moja mama dowiedziałaby się o dzisiejszej sytuacji... Nie mówię już nawet o moim ojcu, którego i tak prawie wcale nie ma w domu. Biznesmen, nigdy nie ma czasu dla rodziny.
Mama zresztą też nie spędza dużo czasu w domu. Na przykład teraz, zamiast siedzieć ze mną i oglądać telewizję jak normalna rodzina ona jest w pracy i wróci grubo po północy.
Żałosne.
Ale prawdziwe.
Wzięłam szkicownik i zaczęłam rysować. Uwielbiam to robić. Pamiętam, jak byłam mała i rysowałam kwiatki na łące. Zawsze przychodziłyśmy tam z moją nianią Louise. Ale to nie było w Londynie, tylko w Holmes Chapel. Chcę tam wrócić. Wtedy rodzice pracowali TROCHĘ mniej. Miałam przyjaciół... chłopaka...
To co, że chodziłam do podstawówki. Był dla mnie wszystkim. Dzisiaj nie pamiętam nawet Jego imienia. Pamiętam, że miał piękne, zielone oczy.


_________________________________________
Hejka! Dedykuję ten rozdział @Znaleziona69 która właśnie spamuje mi na TT, jaki to mój blog nie jest wspaniały i wgl. DZIĘKUJĘ KOCHANIE! Kooooocham Was mocno!
Wogóle, jaram się, bo follownęli mnie Rose i Harry z Polskiego konta ff Psychotic i pisałam sobie z nimi na Twitterze!!! *o* Normalnie kdugfkgskfgkuerg <333
DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY KOMENTARZ, POD ROZDZIAŁEM, LUB ZA OPINIE NA MOIM TT (OŻYWIACIE MI INTERAKCJE) ;D

ROZDZIAŁ 5.

*

- Mamo, jesteś w domu!? - krzyknęłam na wejściu.
Cisza. Poszła do pracy.
Weszłam do kuchni i przekręciłam pokrętłem, w celu podgrzania zupy. Uwielbiam rosół. Rzuciłam torbę na krzesło, po czym skierowałam się do salonu i włączyłam telewizor. Jak zwykle, nie leciało w nim nic ciekawego.
Zjadłam, wzięłam prysznic, odrobiłam lekcje.
O jejciu, moje życie jest takie ciekawe. Ach, ten sarkazm.
Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
- H... Harry? - po co otwierałam drzwi!? Zatkało mnie. Nie mogłam się ruszyć.
- Cześć kochanie. - mruknął do mojego ucha.
- S... Skąd wiesz... Gdzie mieszkam? - wyjąkałam z trudem. Pod wpływem jego oddechu moje ciało przeszły dreszcze.
- Też się ciesze, że cię widzę. - mruknął oblizując wargi.
- Czego chcesz!? - wysiliłam się na stanowczy ton.
Ignorował mnie. Wszedł pewnym krokiem w głąb mieszkania. Poszłam za nim, bojąc się, żeby nic nie zrobił.
- Wyglądasz bardzo seksownie w TYM stroju. - skomentował, wskazując na mój krótki, różowy szlafrok i papcie misie. Zarumieniłam się zawstydzona.
- D... Dasz mi chwilę, żebym się przebrała.
- Nie, tak wyglądasz dobrze. Brałbym Cie tu, teraz na blacie, gdyby nie to, że pewnie za chwile przyjdzie tu ktoś z Twoich rodziców. - zamurowało mnie. Moje poliki były pewnie teraz w kolorze buraka, ponieważ piekły cholernie. On nie ma skrupułów!
Spojrzał na mnie i się zaśmiał. Co go tak śmieszy!?
- Jesteś urocza.
- A ty bezszczelny. - bąknęłam.
- Mi to nie przeszkadza.
- Ale mi tak.
Zaśmiał się głośno.
- Och, skarbie, musiałabyś zobaczyć jakie fantazje erotyczne z Tobą w udziale są w mojej głowie, dopiero wtedy byś się przestraszyła.
CO!?
Zaczęłam dusić się powietrzem, a chłopak znowu się ze mnie zaśmiał. Czy on musi się ciągle chichrać!?
- Nie martw się. Nawet nie wiesz, jak bardzo się powstrzymuje, żeby Cię nie przelecieć. - podszedł do mnie bliżej. - Mógłbym Cię na przykład wziąść na blacie w kuchni... - czułam jak się pocę. Było mi masakrycznie gorąco.
- Mógłbym sprawić, że poczułabyś się lepiej niż kiedykolwiek. - szepnął mi do ucha, a mnie przeszły ciarki. Moje ciało zaczęło się trząść.
- H... Harry. - sapnęłam ostatkiem sił. Przejechał językiem wzdłuż linii mojej szczęki.
Boże, co on ze mną robi!?
- Jesteś cholernie seksowna. - mruknął zasysając skórę na mojej szyji. Egh, kolejna malinka?
Próbowałam go odepchnąć, ale niestety, nie jestem tak silna jak On. Nawet nie drgnął.
- H... Harry... - położył swoje ręce na moich biodrach.
- Och, Rosalie, wiem, że Ci się to podoba. - mruknął.
- Harry...
- Wiem, że mam rację.
Wiecie, co jest najgorsze?
Tak.
To mi się podobało.


______________________________________
Jejku, Harry w tym rozdziale taki akuebfkeubifalbfe *o*

Czytasz = Komentujesz

sobota, 25 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 4.


Obudziłam się około szóstej rano i z wielkim trudem podniosłam się z łóżka. Nie chcę iść do szkoły, chcę iść spać! Skierowałam się do łazienki szurając przy tym nogami. Wzięłam prysznic i kończąc poranną toaletę stanęłam przed szafą. Ubrałam lekko przetarte jeansy, biały sweter i złotą bransoletkę. Stwierdziłam, że wyglądam dobrze, więc zrobiłam lekki makijaż, a włosy zostawiłam rozpuszczone.

- Cześć mamo! - zawołałam schodząc na dół. Ucałowała mnie w policzek.
- Jak się spało? - spytała grzecznie.
- Dobrze, a tobie?
- Też. - odparła mało przekonująco.
- Mamo, co się stało?
- Nie nic, nadal muszę brać te tabletki na bezsenność. - odparła wzdychając.
- To pewnie przez pracę, będzie lepiej. - przytuliłam ją, a ona to odwzajemniła.
- Proszę, twoje ulubione. - podała mi talerz z dużą ilością naleśników, a do tego moją ulubioną nutellę.
- Jejku, mniam dziękuję!
- Nie z pełnymi ustami!
Zjadłam ze smakiem. Ubrałam cienki beżowy płaszczyk, beżowy szalik, krótkie, białe Convers'y i wyszłam z domu zgarniając po drodze torbę i żegnając się z mamą.
Wiał lekki, ciepły wietrzyk. Słońce świeciło już lekko, choć był dopiero poranek. Lubiłam taką pogodę. Stwierdziłam, że nie warto jechać autobusem, bo do szkoły i tak mam blisko.
- Cześć Rose! - za plecami usłyszałam krzyk Niall'a. Przytuliłam go na powitanie.
- Naprawdę mieszkasz w pobliżu, na tej samej ulicy. - zaśmiałam się.
- Taaa... kilka domów dalej. Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki, ty też. - zarumieniłam się lekko.
Po chwili doszliśmy pod budynek szkoły. Przed wejściem stał nie kto inny jak Harry Styles we własnej osobie. Serio!?
Niall zatrzymał się przy jakiś znajomych, więc byłam zmuszona wejść do szkoły sama. No świetnie, blondasku, zostawiłeś mnie w najlepszym momencie! Niestety, misja "przejdź niezauważalnie" nie powiodła się.
- Cześć piękna. - chłopak uśmiechnął się do mnie cwaniacko.
- Um, cześć. - szłam dalej próbując go wyminąć. Niestety, to też mi się nie udało. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Hej, chciałem z Tobą porozmawiać. - jego zachowanie było bezszczelne.
- O czym? - uśmiechnęłam się słodko, żeby szybciej mnie puścił.
- Jak się spało? - nie no, to już szczyt chamstwa.
- Skąd masz mój numer!? - spytałam oschle.
- Mam swoje sposoby. - odparł rozbawiony.
- Fajnie, mogę już iść? - spytałam wkurzona.
- Pewnie. - chłopak przystawił usta do mojej szyji i lekko zassał skórę na niej. - Do zobaczenia na lunch'u. - szepnął mi do ucha, po czym po prostu odszedł.
Co to miało być!?

*

Na żadnej lekcji nie mogłam się skupić. ŻADNEJ.  Co to miało być, przed szkołą!? Czy on sobie za wiele nie pozwala?
Przetarłam palcami po miejscu w którym mnie "zaznaczył". Syknęłam lekko.
Ktoś szurnął mnie w plecy. Obróciłam się i ujrzałam za sobą jakiegoś mulata. Przystojny. Spojrzałam na niego pytająco. Podał mi jakąś karteczkę, którą przyjęłam ze zdziwieniem. Zaśmiał się lekko, a ja odwróciłam się  z powrotem. Otworzyłam ją i mnie zamurowało.
" Widzę, że Ci spodobało nasze poranne "spotkanie". Jak chcesz na lunch'u możemy to dokończyć. H. "
Rozejrzałam się po klasie, aż w końcu natknęłam się na jego rozbawiony wzrok. Pokręciłam zażenowana głową i odwróciłam się próbując się skupić na lekcji. Nie udawało mi się to, ponieważ cały czas odwracałam się sprawdzając czy Harry się na mnie patrzy.

*

Wyszłam z sali śmiejąc się z Niall'em z pani od matmy. Całą lekcje robiła jakieś dziwne miny, a my całą lekcje się śmialiśmy. Weszliśmy na stołówkę.
- Usiądziesz z moją paczką? - spytał i wskazał na stolik przy którym siedziała spora grupka osób. Nie było wśród nich Harrego. Na szczęście.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i poszliśmy w ich kierunku.
- Siemka wszystkim, to jest Rose. - blondyn przywitał mnie z wszystkimi. Mimo moich przypuszczeń byli bardzo uprzejmi. Jedliśmy spokojnie, rozmawiając na różne tematy. Byli fajni.
- O, patrzcie kto idzie! - zawołał ten sam chłopak który podał mi liścik. Chyba miał na imię Zayn, czy jakoś tak.
Spojrzałam we wskazany przez niego kierunek. Cholera. On się na mnie uwziął!?
- Cześć wszystkim! - lokaty przywitał się z wszystkimi. - Cześć Rose - uśmiechnął się cwaniacko.
Jadłam dalej w ciszy, ponieważ czułam na sobie jego wzrok. Boże.
Poczułam w kieszeni wibracje telefonu.
Kurwa.



                                                                                                                                                   
Nie tylko jakiś idiota ciągle się mnie czepia. 
Uśmiechnęłam się słodko.
- Stało się coś Rose? - spytał Zayn.
- Nie nic, straciłam apetyt. - odparłam zgodnie z prawdą.



ROZDZIAŁ 3.

CZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM I TO OBOWIĄZKOWO!!!!

Pokazałam Niall'owi sms'a od Harrego. Chłopak spoważniał jeszcze bardziej.
Westchnęłam głośno. Boję się tego chłopaka coraz bardziej. Czemu się na mnie uwziął? Skąd On ma mój numer!?
- Nie przejmuj się. - Niall uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. - Zrobię Ci herbatę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego.
Po chwili wrócił z dwoma kubkami gorącej cieczy. Podał mi ją, a sam wziął swoją.
- Wróciłam kochanie! - po domu rozległ się krzyk mojej mamy.
Weszła do pokoju i spojrzała na mnie i na Niall'a.
- Dzień Dobry. - Blondyn przywitał się kultularnie.
- Dzień Dobry. Ty jesteś N...
- Niall proszę Pani. - uśmiechnął się do mojej rodzicielki.
- Oh, tak. Przepraszam. Jestem Hannah. - moja mama podała mu dłoń, którą uścisnął. - Ja idę robić kolacje, a wy gadajcie sobie dalej. Może zostaniesz na kolacji? - moja mama była wręcz wniebowzięta.
- Umm, nie chcę robić kłopotu. - bawiła mnie jego nieśmiałośc.
- Jakiego kłopotu! Zostajesz i to już! - moja mama w końcu pomaszerowała do kuchni.
Zaśmialiśmy się obydwaj.
- Masz bardzo fajną mamę.
- Dzięki. Cieszy się, że przyprowadziłam jakiegoś chłopaka.
- Dlaczego?
- Rzadko spotykam się z chłopakami.
- Przecież jesteś śliczna. - zarumieniłam się na jego słowa.

*

- Ale się obżarłam. - pomasowałam mój brzuch wypełniony rozmaitym jedzeniem.
- Rosalie, zachowuj się. - pouczyła mnie mama.
- Ojej, ale się najadłam, chyba za chwilę pękną mi spodnie, moja dieta właśnie legła w gruzach.
Zaśmialiśmy się wszyscy.
- Ty i dieta? Chyba z kości na ości! - zaśmiał się blondyn.
- Popatrz na te boczki! - wstałam i złapałam się za brzuch.
- Rosalie! - mama znowu mnie pouczyła. Po kuchni  rozległ się śmiech Niall'a.
- Oh, przepraszam, ale będę musiał się już zbierać. Dziękuję za kolacje, świetnie pani gotuje pani...
- Hannah, - wtrąciła się moja mama.
-Tak pani Hannah. Jeszcze raz dziękuję i żegnam. - ucałował jej rękę, a ona się zarumieniła.
Odprowadziłam chłopaka do drzwi.
- Wow, nie wiedziałam, że jesteś takim dżentelmenem. - zaśmiałam się cicho.
- Nie znasz mnie panno Rosalie. - odpowiedział tonem szlachcica.
- Och, ajakże paniczu Niall'u. - zaśmialiśmy się obydwaj.
Chłopak przytulił mnie.
- Nie martw się Harry'm. Wszystko będzie dobrze. - szepnął mi do ucha.
- Wiem. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- To pa.
- Pa.
Patrzyłam na niego póki nie zniknął w mroku ulicy.
Zostało mi teraz tylko gadanie mamy na temat Niall'a i tego jak mi się z nim układa. Egh.


_____________________________________________________
HEJKA!!! Tak baaaaardzo cieszę się z liczby komentarzy pod ostatnim rozdziałem! Jesteście wspaniali! Nie wiecie nawet jak się jarałam ( mogą to potwierdzić moje przyjaciółki i brat ) ;) Zmieniłam ustawienia, dzięki czemu możecie dodawać Anonimowe komentarze. < jeeej! > Mam nadzieję, że to nie było tylko tak jednorazowo!!! Pamiętajcie, jeśli chcecie być informowani o rozdziale, piszcie swoje Twittery w komentarzach, a w razie jakichkolwiek pytań pytajcie na moim TT: @CatHarry69
Przepraszam, że rozdział dodany tak późno, ale nie zależało to odemnie. W ramach rekompensaty dodam kilka rozdziałów w weekend!!! Mam nadzieję, że się nie obraziliście!
Rozdział nudny i krótki, ale jest :)