piątek, 14 marca 2014

ROZDZIAŁ 18.

MOJA UKOCHANA FRYZJERECZKA MA DZISIAJ URODZINY!!!
HEPI BIRTHAJ TU JU! HEPI BIRTHAJ TO JU! NANANANANANA...
WSZYSCY ŻYCZYMI MOJEJ UKOCHANEJ KINIUSI WSZYSTKIEGO NAAAAAAJLEPSZEGO, OK?
KOCHAM WAS, WSZYSTKICH I JESZCZE RAZ WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SKARBIE! ;D



Przekluczyłam drzwi na mały pstrzyczek znajdujący się pod klamką. Podeszłam do lustra i chwyciłam szczoteczkę do zębów. Miałam poburzone włosy sterczące na wszystkie strony. Po chwili po pomieszczeniu rozniosło się ciche pukanie.
- Przepraszam Skarbie... - Harry. - Nie powinienem...
- Pewnie kurwa, że nie powinieneś! - krzyknęłam. W odpowiedzi usłyszałam cichy chichot. Dupek.
- To Cię śmieszy!? - zaczęłam czesać włosy.
- Troszeczkę.
- Spierdalaj Styles! - zaśmiał się znowu, tym razem głośniej.
- Powinnaś częściej przeklinać. Niegrzeczna panna West. Taka wulgarna. Niby niewinna, ale w łóżku pokazuje swoją drapieżną stronę. Mraaaaaauuu. - znowu ten cholerny śmiech. Ubrałam się w moje rzeczy na przebranie, czyli czarne rurki i (oczywiście) białą koszulę. Dobrze, że wszystkie rzeczy zostawiłam w łazience! Zrezygnowałam ze szpilek i ubrałam moje ukochane białe Convers'y.
Które to piętro?
Trzecie, kurwa.
Pierdole, uda się.
Wsunęłam wszystkie rzeczy do torby i przełożyłam nogę przez parapet.
- Rosalie jesteś tam? Rosalie!? Rosalie, otwieraj te drzwi do cholery! - zaczął szarpać za klamkę. Spojrzałam jeszcze w dół.
Drzwi zaczęły powoli ulegać.
Przerzuciłam drugą nogę.
Spojrzałam w dół - troszeczkę wysoko.
Drzwi otwarły się z hukiem. Obejrzałam się za siebie. Cholera.
Już miałam się zsunąć kiedy mocne ramię owinęło moje ramiona i wciągnęło mnie spowrotem do góry.
A było tak blisko!
- Co ty chciałaś zrobić do jasnej cholery?! - spytał zdenerwowany. Nadal trzymał mnie mocno w ramionach.
- A jak Ci się wydaje kutasie? - mruknęłam. Uśmiechnął się i przytulił mnie mocno, co mnie zaskoczyło.
- Bałem się o ciebie jak cholera, gdy zobaczyłem cię w tym oknie. - wyszeptał mido ucha. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Bałeś się o mnie? - wyjąkałam.
- Pewnie, że tak. Dopiero co Cię odzyskałem, a już miałbym Cię stracić? Skoczyłbym za Tobą. - przytuliłam go z całej siły. Cokolwiek wcześniej zrobił, były to najsłodsze słowa jakiekolwiek usłyszałam. Nikt, nigdy mi tak nie powiedział.

*

Nareszcie w moim kochanym, mięciutkim łóżeczku! Myślałam, że te spotkania biznesowe nigdy się nie skończą!
- Rosalie, masz gościa! - usłyszałam krzyk mamy z dołu. Kto śmie mi przerywać moją drogocenną chwilę odpoczynku? Dopiero co przyszłam, a już ktoś przylazł.
Zeszłam na dół w moich różowych kapciach misiach i za dużej koszulce z jakiegoś rockowego zespołu.
- Ładnie wyglądasz. - ochrypły, seksowny głos. Harry?
- Dopiero co się widzielimy. - mruknęłam niezadowolona.
- Rosalie, trochę kultury! - oh, dziękuję mamusiu. - Czego się napijesz Harry?
- Poproszę herbatę.
- Oczywiście, zaraz będzie. - odparła z uśmiechem. - Rosalie zaprowadzi Cię do swojego pokoju.
Pewnie, już lecę!
Poszłam do góry nie zważając na to czy idzie za mną, czy nie, ale usłyszałam głośne kroki, więc obstawiałam, że jednak idzie.
Musiał zepsuć mi moją jedyną wolną chwilę w ten weekend! Cholerny seksowny dupek!
- Widzę, że jesteś nie w humorze Skarbie. - powiedział gdy zamknęłam drzwi.
- Wow, aleś ty spostrzegawczy Styles! - rzuciłam z ironią i opadłam na łóżko.
Materac zapadł się pod jego ciężarem.
- Masz okres? - spytał zaplatając sobie moje włosy wokół własnego palca. Zarumieniłam się.
- Nie... - wybełkotałam w poduszkę.
- To dobrze... - usiadł na mnie okrakiem.
- Harry moja mama może tu wejść w każdej chwili! - obróciłam się twarzą do niego.
- Ale my nic... - pocałował mnie w usta. Usłyszałam kroki na korytarzu i zwaliłam go z siebieprzez co niefortunnie spadł z łóżka. Ojej, tak mi przykro!
- Przyniosłam Twoją herbatę Harry, oraz ciasteczka i kanapki na wypadek gdybyście zgłodnieli. - powiedziała moja mama z uśmiechem po czym spojrzała na mnie i na Harry'ego. - Dlaczego leżysz na ziemi Harry?
- Ymmm... rosalie twierdziła, że coś szurało pod jej łóżkiem i chciałem to sprawdzić, żeby pokazać jej, że nic tam nie ma. Widzisz Rose, nic tam nie ma! - zaśmiałam się pod nosem.
- Taaa... Przepraszam za nią Harry, bawcie się dobrze. - powiedziała i wyszła. Słuchałam jak odchodzi dopóki nie było już słychać tupotu jej nóg.
- Jesteś idiotą! - rzuciłam go poduszką.
- Ale za to jakim słodkim! - zaśmiałam się na jego słowa.
- Taaa... I jakim seksownym! - dpoiero po chwili uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos. Cholera.
- Dobrze wiedzieć, że tak uważasz. - musnął moje usta.
- Ja... no... ten...yy... - odwzajemniłam pocałunek.
- Panna też jest bardzo seksowna panno West... Zwłaszcza w TYM stroju... - zarumieniłam się.
- Ja... Nie wiedziałam, że przyjdziesz... - mruknęłam niewyraźnie. Harry zawisł nademną podpierając się jedną ręką.
- Rosalie, co to ma znaczyć!? - kurwa. Zrzuciłam z siebie Harry'ego.
- My... My się... Ten, no... - zaczęłam.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi, że jesteście razem! - jej radosny głos zbił mnie z tropu. - Tak bardzo się cieszę! - objęła mnie mocno.
Spojrzałam na Harry'ego. Był równie zdezorientowany jak ja.
Zapowiada się ciekawy wieczór z moją mamą...

_____________________________________________
PAMIĘTAJCIE O ŻYCZENIACH W KOMENTARZACH!

Zapraszam także na moje nowe fanfiction:
http://maidharrystylesfanfiction.blogspot.com/



poniedziałek, 10 marca 2014

ROZDZIAŁ 17.

ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA BIBI (BAAAASI :D) - za dużo? Ja się cieszę, że Wy wogóle czytacie te moje wypociny! :) 


UWAGA!
Rozdział zawiera sceny przeznaczone dla osób pełnoletnich, zboczonych nastolatek, których nie mają swojego życia i czytają fanfiction wyobrażając sobie niestworzone rzeczy o swoim idolu, lol xd.




Leżeliśmy nieruchomo. Uparcie wpatrywałam się w sufit analizując wszystko od początku. Chciałabym teraz być sama, ale jednocześnie chcę wsparcia. Chciało mi się płakać, z niewiadomego mi powodu. Zacisnęłam oczy nie dając słonej cieczy spłynąć po policzkach. Otworzyłam je spowrotem i przekręciłam głowę spoglądając na Harry'ego. Wpatrywał się we mnie z troską i smutkiem. Jego usta były lekko rozchylone, a loki opadały Mu na czoło.Przysunął się do mnie i objął delikatnie. Musnął moje czoło, a ja odwzajemniłam jego uścisk.
- Nic się nie stało, spokojnie. - szepnął. Jego uścisk naprawde uspokaja.
- Harry? - szepnęłam podnoszac głowę by spojrzeć w jego oczy.
- Hmm?
- Jesteś szczęśliwy? - chłopak wpatrywał się chwilę w moje oczy.
- Teraz?
- Taaa...
- Z Tobą tak. - musnął moje usta.
- Weźmiemy razem prysznic? - w pierwszej chwili spojrzał na mnie, jakbym była niespełna rozumu, jednak po chwili na jego twarzy zajaśniał piękny, szczery uśmiech. Cmoknął mnie w czoło i podniósł się do pozycji siedzącej. Podał mi rękę i razem zmierzyliśmy do ciemnych, drewnianych drzwi.
Stanęłam niepewnie pod drzwiami. To, że spytałam o wspólny przysznic, nie znaczyło, że nie będę się wstydziła.
Patrzyłam jak jego mięśnie napinają się gdy odpina białą koszulę jednocześnie zdejmując buty. Stanął przedemną ubrany jedynie w spodnie, które miały już rozpięty pasek.
- Jeśli nie chcesz, mogę wyjść. - ucałował wierzch mojej dłoni.
- Chcę. - szepnęłam. Czułam się, zażenowana, w końcu to ja poprosiłam o wspólną kąpiel.
Chłopak złapał mnie za plecy i przysunął do siebie. Złączył delikatnie nasze usta powoli rozsuwając zamek mojej sukienki. Podniósł mnie do góry pomagając mi z niejwyjść. Zsunęłam z moich stóp wysokie szpilki. Byłam teraz dużo niższa od Harry'ego. Zaczęłam delikatnie popychać go w stronę prysznica nadal nie przerywając pocałunku. W drodze zdjęłam swoją bieliznę łapiąc za gumkę jego bokserek.
Powinnam?
Co ja gadam, właśnie stoję przed nim goła! Poczułam jego dłonie na moich, więc powoli zaczęłam zsuwać jego bieliznę. Chłopak odsunął się odemnie, wszedł pod prysznic i wyciągnął rękę. Przyjęłam ją z lekkim wahaniem zamykając oczy. Po chwili poczułam gorącą wodę spływającą po moim ciele i dłoń odgarniającą moje włosy z twarzy.
- Otwórz oczy. - szepnął mi do ucha. Niepewnie otworzyłm najpierw jedno, potem drugie oko, a moim oczom ukazała się jego goła, opalona klata, po której spływały małe strumienie wody. Spojrzałam w dół jego podbrzusza, ale szybko odwróciłam wzrok czując wypieki na mojej twarzy. Po kabinie rozległ się głośny, zachrypnięy śmiech.
- Nie wstydź się Skarbie. - powiedział rozbawionym głosem i przyciągnął mnie bliżej siebie. Za blisko. ZA BLISKO.
Wciągnęłam powietrze czując jego... no ten... penisa... przy... ym.. moim wejściu... no..
Moje policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej.
Czułam, że po coś sięga. Jeszcze bardziej naparł na mnie... swoim kolegą... Jęknęłam cicho, co wyraźnie Mu się spodobało. Po chwili poczułam coś zimnego i gęstego na moich ramionach. Wzdrygnęłam się.
- Mogę Cię umyć? - spytał cicho. Skinęłam twierdząco głową. Nie wiedziałam co powiedzieć, zaschło mi w gardle. Jego duże dłonie jeździły po moich ramionach, następnie przenosząc się na plecy. Zjechał w dół moich pleców ściskając mocno mój pośladek. Jęknęłam.
- Tak Ci się to podoba? - mruknęłam niezadowolona.
- Nawet nie wiesz jakie to podiecające. Stoisz przedemną całkiem goła. Taka niewinna i bezbronna... - szepnął do mojego ucha. O Boże. - Ragujesz na mój każdy, nawet najmniejszy dotyk. - przejechał palcem po moim sutku, a ten momentalnie stwardniał. Uśmiechnął się pod nosem i zaczął kreślić małe kółeczka na mojej piersi. Oddychałam z trudem. Było to przyjemne, ale jednocześnie żenujące.
Moje uda zacisnęły się gdy poczułam jego rękę zjeżdżającą w dół mojego podbrzusza. Delikatnie wsunął rękę między moje nogi. Poczułam przyjemne pulsowanie w moim intymnym miejscu. Moje kolana były miękkie. Podparłam się na jego klatce. Zaciągnęłam się powietrzem.
- Umyłeś mnie już? - spojrzałam na jego twarz, pierwszy raz odkąd tu weszliśmy. Jego oczy były przeraźliwie zielone, usta ciemniejsze, a loki kleiły się do jego czoła. Był piękny i seksowny. Nie mogąc się powstrzymać zaczęłam natarczywie całować jego wargi. Oparł się plecami o ścianę nie spodziewając się mojego 'ataku'. Szybko obrócił mnie, tak, że teraz ja byłam przyparta do ściany. Zaczął napierać na mnie swoim ciałem, a ja czułam jego rosnącą erekcję. Lodowate kafelki i gorące ciało Harry'ego dawały dziwne połączenie. Ścisnął mocno mój pośladek wywołując u mnie głośny jęk. Rozchyliłam bardziej usta co odrazu wykorzystał. Położył ręcę na moim tyłku podnosząc mnie do góry, więc automatycznie owinęłam nogi wokół jego bioder. Naprł na mnie jeszcze bardziej, a z moich ut wydobyło się ciche westchnięcie.
Byliśmy tak blisko, że nie dałoby się włożyć między nas cieniutkiej igły. Położyłam ręcę na jego karku próbując się podrzymać. Poczułam jego dłonie na moich piersiach.
- Harry... - westchnęłam cicho.
- Ciii...
- Ja... Umm... Chcę Cię umyć... - bąknęłam
Chłopak otworzył swoje oczy i przerwał pocałunek. Delikanie postawił mnie na posadzkę i podał żel.
- Proszę bardzo, jestem cały Twój. - odsunął się odemnie delikatnie. Przygryzłam wargę skanując jego klatę. Jest jak wyrzeźbiona. Westchnęłam głośno jednocześnie nabierając odwagi. Popchnęłam go na ścianę do której byłam wcześniej przyciśnięta. Nałożyłam na swoje dłonie dużą ilość waniliowego żelu i powoli zaczęłam masowć jego klatę. Pretekst do bezkarnego macania? Oczywiście. Spojrzałam na jego twarz - przyglądał mi się z wielkim skupieniem. Podążyłam ręką w dół brzucha docierając do lini tworzących V. Przełknął ślinę obserwując moje małe dłonie. Zjechałam niżej natrafiając na coś twardego. Jego szczęka zacisnęła się, co mnie bawiło. Ścisnęłam go mocno a z jego ust wydobył się niekontrolowany jęk. Podoba mi się ta zabawa. Poruszyłam ręką w górę i w dół.
- Rose... - jęknął cicho.
- Mówiłeś coś? - powtórzyłam czynność jeszcze raz, tylko, że szybciej. Odchylił głowę do tyłu.
Podparłam się jego klatki i chciałam uklęknąć, ale zatrzymała mnie jego ręka.
- Co ty robisz? - spytał chrapliwym głosem. Puściłam Mu oczko i zsunęłam się na kolana.
Jego kolega jest... hmm... ogromny.
Spojrzałam w górę. Jego klatka szybko unosiła się i opadała. Patrzył na mnie spod swoich długich rzęs, a jego usta były lekko rozchylone.
- Rosalie...
- Ciii... - wróciłam wzrokiem do... sami wiecie... westchnęłam cicho i oblizałam jego główkę. Usłyszałam ciche westchnięcie, więc uśmiechnęłam się sama do siebie. Wsadziłam jego część do buzi przyzwyczajając się przez chwilę do dziwnego uczucia. Czułam słono kwaskowy smak. Zaczęłam poruszać wolno głową w tył i przód. Usłyszałam ciche westchnienia i jęknięcia które tylko zachęcały mnie do dalszej 'pracy'.
- Rose... Przestań... - nie przerywałam. - Rose... Za chwilę dojdę... - miałam chwilę wątpliwości, ale stwierdziłam, że będę kontynuować swoją ''pracę''. W końcu nie zostawię go chyba w takim stanie!?
To się nazywa poświęcenie.
Przyśpieszyłam swoje ruchy i poczułam lekkie drganie w ustach a następnie słoną ciecz. Nie wiedziałam co mam z nią zrobić. Nie wypluje jej, to byłoby dziwne. Z trudem ją przełknęłam. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić zostałam podniesiona przez silne ramię Harry'ego. Potknęłam się i wpadłam na Loczka. Uśmiechnął się cwaniacko.
- Masz moją spermę na ustach. - zmarszczyłam brwi. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co Mu chodzi, ale po chwili moje policzki spłonęły żywym ogniem.
Niepewnie oblizałam wargę zbierając z niej ekhem, spermę.
- Nawet nie wiesz jakie o było seksowne. - powiedział niskim, ochrypłym głosem. Boże.
- My... Możemy już iść? Chyb już się umyliśmy... - cofnęłam się i dotknęłam plecami drzwi od kabiny. Ich niska temperatura spowodowała ciarki na moim ciele. Chłopak otwarł drzwi od kabiny przytrzymując mnie abym nie upadła.

*

Światło słoneczne przedzierało się przez nie do końca zasłonięte rolety. Poczułam delikatne łaskotanie na mojej twarzy. Było mi chłodno.
Ręką sięgnęłam po kołdrę aby szczelniej się przykryć. Trafiłam na coś innego. Ktoś wplótł swoje palce między moje.
Chwila, zaraz, CO!?
Podniosłam się gwałtownie otwierając oczy.
Siedziałam na Harry'm który leżał zdezorientowany.
- Co Ty robisz? Chodź spać spowrotem. - powiedział sennym <seksownym> głosem i przyciągnął mnie do siebie.
- Czemu jestem naga? - spytałam cicho. Mój policzek był przyciśnięty do jego gorącej klatki piersiowej. Ale On jest gorący.
- Nie pamiętasz naszego wspólnego prysznicu? - w mojej głowie zaczęły wirować wspomnienia wczorajszego wieczora: kolacja, Emma, Gemma, misie, pocałunek, Anne, prysznic... i to w trakcie prysznica...
Moje policzki zaczęły płonąć.
- Przypomniałaś sobie?
- Yhym.. - mruknęłam niepewnie. Przyciągnął mnie na wysokość swojej twarzy.
- Żałujesz? - spytał cicho patrząc mi w oczy. Był zatroskany.
- Nie... - szepnęłam i musnęłam jego usta.
Zapadła chwilowa cisza.
- Nie spodziewałem się tego po Tobie panno West. Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra. - uśmiechnął się cwaniacko.
O Mój Boże.
Spuściłam głowę. Jak On mógł to wogóle powiedzieć, czy On nie ma żadnych zahamowań?
Leniwie podniósł mój podbródek i przyglądał się mojej twarzy. Z Jego twarzy nie znikał ten pewny siebie uśmiech., a ja starałam się patrzeć wszędzie tylko nie na niego.
- Twoje usta wokół mojego penisa... - szepnął mi do ucha. Czułam jak robi misię gorąco. - Widok Ciebie klęczącej przedemną... - próbowałam wstać, ale przyciągnął mnie bliżej siebie. Czułam jego erekcję.
- Smakowała Ci Moja sperma? - zeszłam z niego szybko, zanim zdążył się zorientować. Było tak miło, ale nie - Dupek Styles wrócił!
Pośpiesznie ubrałam bieliznę i jego koszulę i ruszyłam w kierunku łazienki.
Jesteś Dupkiem Harry, wielkim Dupkiem.

____________________________________________________
BOŻE, CO JA PISZĘ WOGÓLE XDDD
Chciałam Wam tylko powiedzieć, że to moja pierwsza scena erotyczna więc proszę o wyrozumiałość, dziękuję. ;)
Przez cały weekend zastanawiałam się czy go dodać czy jeszcze poczekać z TYMI scenami, ale jestem yolo więc macie, hahahah ;D
AHA
Jeszcze jedno:
2000 WYŚWIETLEŃ, DZIĘKUJĘ!!!!


środa, 5 marca 2014

ROZDZIAŁ 16.


Niepewnie podążyłam za Harry'm. Chłopak walnął się na łóżko i obserwował co robię. Próbijąc nie zwracać na niego najmniejszej uwagi wyjęłam z torby bieliznę i ruszyłam w kierunku drzwi od łazienki.
- Gdzie idziesz? - chłopak przewrócił się na brzuch i perfidnie się na mnie gapił. To się nazywa przelecieć wzrokiem.
- Prysznic. - mruknęłam.
- Jesteś zła? - och, na prawdę? Nie, jestem zajebiście szczęśliwa, co za pytanie!
- Nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Skąd nasi rodzice i ta... no.. Gemma mnie znają!? Dlaczego się przytulali i wogóle!? Skąd ja Cię znam!? - podniosłam głos i zaczęłam wymachiwać rękami.
Spojrzałam na niego wyczekująco. Westchnął i podniósł się. Podszedł i zamknął mnie w objęciu.
- Nie wiem o co chodzi... - szepnęłam. Byłam masakrycznie roztrzęsiona, ale przynajmniej moja złość odpłynęła gdy mnie przytulił. Muszę przyznać, że jego ramiona działają kojąco.
- Wytłumaczę Ci spokojnie. Nie wiem, czy to dobre miejsce czy czas. Nie chcę, żebyś dowiedziała się przez przypadek o takim czymś. To... Hm.. Ważne.
- Harry... Nie sądzisz, że to źle trzymać mnie w niepewności? W pewnym sensie mnie okłamałeś.
Chłopak odsunął się odemnie i spojrzał mi w oczy. Po chwili odszedł i zaczał grzebać w mojej torbie. Zmarszczyłam brwi. Co On robi?
- Harry?
- Ciii... - grzebał dalej dopóki nie wyciągnął mojego ukochanego, zielonookiego misia.
- Jeśli masz zamiar się ze mnie śmiać... - zaczęłam ale nie dał mi skończyć. Musnął delikatnie moje usta.
- Poczekaj chwilę, nie ruszaj się stąd. - pocałował moje usta jeszcze raz i zostawił mnie samą z pluszowym misiem.
Chwila...

Czwórka dzieci siedziała przed kominkiem, a obok nich dwie starsze kobiety. Ogień dawał przyjemne światło, a muzyka cicho grająca w radiu pewien świąteczny nastrój. Kobiety szyły na drutach, a najstarsza dziewczynka w złocistych lokach recytowała głośno bajkę o Kopciuszku. Reszta dzieciaków wpatrzona była w czytającą z wielkim zapałem przysłuchując się opowieści.
Gdy dziewczynka skończyła czytać dzieci zrobiły niezadowolony grymas.
- Enily, przeczytaj jeszcze coś! - powiedziała dziewczynka w grubym warkoczu błagalnym tonem.
- No właśnie, ty tak ładnie czytasz! - rzuziła podobna do czytającej.
- Sądzę, że teraz powinna czytać Gemma. Ona też ładnie czyta! - dziewczynka wstała i podała książkę dziewczynce w warkoczu. Zamieniły się miejscami i bajka zaczęła się od nowa.
- Przeczytaj coś innego, ta bajka już mi się znudziła! - mruknął chłopiec z burzą loków na głowie.
- Dobrze, przeczytam Brzydkie Kaczątko. - dziewczynka przewróciła kilka kartek i zaczęła czytać.
- Emily, Gemma, Harry, Rose! - powiedziała jedna z kobiet śpiewnym głosem.
- Mamy dla Was prezent! - powiedziała  druga.
- Oh, a co to? - spytała najstarsza dziewczynka.
- Proszę, to dla Ciebie Gemma. - kobieta o imieniu Anne podała dziewczynie niebieskookiego, beżowego misia. 
- Harry... - lokaty chłopiec otrzymał ciemnego, brązowego misia o zielonych oczach.
- Emily, Skarbie.. - w jej rękach wylądował złoty miś o szarych oczach.
- No i Rosalie, oto Twój pluszak! - śnieżnobiały, niebieskooki miś wylądował w delikatnych rączkach dziewczynki. Pogładziła go, a na jej twarzy zajaśniał szczery, duży uśmiech.
- Dziękuję Mamusiu, dziękuję Ciociu! - uściskała obydwie kobiety.

Pamiętam skąd mam tego misia... Pamiętam Anne... Pamiętam Harry'ego... Gemmę... Emily! Moja kochana siostrzyczka! Tak dawno jej nie widziałam!

Po chwili Harry wrócił trzymając coś za plecami. Usiadł obok mnie a zza pleców wyjął misia o turkusowych oczach. Spojrzałam na mojego - miał szmaragdowe, małe kamyczki. Podniosłam głowę i ujrzałam zatroskane oczy Harry'ego.
- Dlaczego mój ma zielone, a Twój niebieskie? - spytałam cicho.
- Daliśmy je sobie, gdy się rozstaliśmy. Gdy się przeprowadziłaś. Żeby zawsze być ze sobą. Obiecałem, że kiedyś się odnajdę...
- I zrobiłeś to... - szepnęłam. Przytaknął nieśmiało.
- Jeśli coś obiecuję, robię wszystko, żeby to spełnić. - zapadła chwila ciszy.
- Ale... Skąd wiedziałeś, że to ja?
- Na początku nie wiedziałem. Twoje oczy... wydawały Mi się znajome... Takie same, jak wtedy, gdy byliśmy małymi dziećmi.
Wpatrywałam się chwilę w jego oczy. One też są takie same. Odkąd pamiętam, były dojrzałe. Jeśli można tak powiedzieć o oczach. Przyjrzałam się uważnie jego twarzy - rozluźniona szczęka, nos, policzki, szczęka, usta... Malinowe, wąskie, ale jednocześnie pełne usta. Wróciłam na chwilę do jego oczu. Wpatrywał się w każdy mój ruch. Wróciłam do jego ust, a potem spowrotem do oczu. Nadal patrzył. Chciałam ponownie zjechać wzrokiem na jego usta, ale przywarł nimi do moich. Odwzajemniłam pocałunek rozchylając lekko usta. Językiem najpierw oblizał moje wargi, by potem zająć się wnętrzem. Położyłam się na plecach, a ręcę położyłam na jego karku pociągając go za sobą. Jego ręcę powędrowały na moje uda.
Podobało mi się.
Usłyszałam pukanie do drzwi i pociągnięcie za klamkę. Szybko odepchnęłam Harry'ego i wyprostowałam się do pozycji siedzącej.
- Rose, ja... Och, przepraszam! - O mój Boże, to Anne. - Ja... Pójdę już... - szybko zamknęła za sobą drzwi.
Lepiej być nie mogło.



___________________________________________
O MÓJ BOŻE PRZENAJŚWIĘTSZY!
Do Kingi i Weroniki:
Obiecałam miśki, więc macie, małe spojlerowce! xD
Mam nadzieję, że Wam się podobało, hyhyhy
DZIĘKUJĘ, ZA MIŁE SŁOWA NA TWITTERZE, KOOOCHAM WAS PO PROSTU! *huuuuuug*

wtorek, 4 marca 2014

ROZDZIAŁ 15.


Harry przytulił mnie powitalnie.
- Później Ci wszystko wyjaśnie. - szepnął Mi do ucha.
- Dlaczego nie teraz? - spytałam cicho. O co w tym wszystkim chodziło!?
- Później. Nie teraz. - puścił mnie.
Podeszliśmy do stolika, oczywiście Harry MUSIAŁ mieć miejsce obok mnie, ale z drugiej strony uspokajało mnie to, nie musiałam słuchać jego rozgadanej siostry której nie roumiałam.
Skąd Oni mnie znają?
Przyjaźnią się z moimi rodzicami?
Z RODZICAMI HARRY'EGO!?
Chwila, chwila, Harry mówił coś, że ma siostrę... Gemmę... To jest Gemma. Okej, czyli nie kłamał.
Ale dlaczego, do cholery jasnej nie powiedział Mi o tym, że mnie zna i... Skąd On mnie wogóle zna!?
Oj, Harry będziesz miał dużo tłumaczenia, mały skurwielu!

*

Wysoka blondynka z szarymi oczami postawiła przedemną kieliszek szampana. Bąbelki wznosiły się ku górze wydając charakterystyczny dźwięk.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niej słabo. Odwzajemniła mój gest, a wyraz jej twarzy wyrażał współczucie.
Podniosłam głowę rozglądając się wokół siebie.
Mama zawzięcie rozmawiała z Anne (?). Tak, chyba Anne.
Tata rozmawiał z tym... no... Dresem? Yyy... nie... O! z Des'em!
Chwila, Oni nie siedzieli gdzie indziej? Zresztą, walić to.
Spojrzałam na Emmę. Jej wzrok uparcie spoczywał na osobniku obok mnie. Przygryzała dolną wargę co chwila ją oblizując.
Chciałaś być seksowna skarbie, ale chyba coś Ci nie wychodzi.
Podążając za jej wzrokiem natknęłam się na Styles'a wpatrującego się we mnie. Uniosłam pytająco brew. Spojrzał najpierw na Em, potem wrócił do mnie.
- Jesteś na mnie zła? - spytał udając niewiniątko.
Spierdalaj Harry, to na mnie nie zadziała.
- Tak. - powiedziałam ostro wzrokiem wracając do sałatki która leżała na moim talerzu nienaruszona od jakiś 20 minut.
- Dlaczego? - szepnął do mojego ucha. Jego oddech wywołał ciarki na moim ciele, co widocznie Mu się spodobało.
- Nie udawaj niewiniątka, to na mnie nie działa. Jestem na Ciebie masakrycznie wkurwiona i dopóki nie otrzymam wyjaśnień dalej będę. - jego ciało momentalnie się spięło. - Zresztą, co Cię to obchodzi. Nie jestem Twoją dziewczyną, ani nawet przyjaciółką. - wkurwił się. Widziałam to. Jego oczy przybrały ciemniejszą barwę, usta zacisnęły się w wąską linię.
- Emma, mogę Cię prosić do tańca? - spytał spoglądając w stronę tej fałszywej suki.
- Ymm... Pewnie. - ukryła swoją niepewność pod toną makijażu? Suka. Jeszcze bardziej wypnij te cycki, bo za mało ich widać.
Obserwowałam każdy ich ruch.
Dupek, suka, dupek, suka, dupek, suka, dupek, suka.
Przyglądając im się dłużej stwierdziłam, że Oni idealnie do siebie pasują. Była wysoka, wyższa odemnie, ale oczywiście nie od Harry'ego. Sięgała Mu do podbródka. Miała smukłą figurę, ale nie była hm... chuda. Czarne włosy sięgały jej do połowy pleców, a niebieskie oczy były tak wyraziste, że widziałam je z mojego obecnego miejsca. Muszę przyznać, że jak na dziwkę przezntowała się dobrze.
Oczywiście nie wyliczając jej skąpego 'ubrania' które raczej nie było dostosowane do okazji. Równie dobrze mogłaby tak wyjść na ulicę i łapać klientów.
Oj, Rosalie, czy ty jesteś zazdrosna?
Nie, nie nie! Nie jestem!

Po całych minionych wiekach w końcu wrócili do stolika.
To zazdrość Rosalie.
Nie! Nie...

Próbowałam ignorować go gdy usiadł, ale jego namolny wzrok jeżdzący po moim ciele wcale mi nie pomagał.
- Tato, pójdę już do swojego pokoju hotelowego, dobrze?
- Źle się czujesz? - spytał z troską.
- Nie, jestem po prostu troszeczkę zmęczona.
- Oh, dobrze idź.
- Może Harry cię odprowadzi? W końcu tyle tu osób, lepiej żeby nie stała Ci się krzywda. - kurwa, kurwa, kurwa. Jebana Anne musiała się wtrącić.
- Z przyjemnością, właśnie miałem się zbierać. - odparł z cwaniackim uśmieszkiem, wstając z miejsca i w geście kultury podając mi dłoń abym wstała. Oh, jakiś Ty kultularny Styles, naprawdę. Liczysz na jakąś nagrodę?

*

Szliśmy przez beżowy korytarz w zupełnej ciszy. On nie miał zamiaru rozpoczynać nowej kłótni, a ja byłam na niego za bardzo wkurzona. Spoglądałam na różne obrazy porozwieszane na ścianach. Nie interesowały mnie one, ale nie miałam gdzie podziać wzroku. Spojrzałam na numerki na drzwiach. Na szczęście, jeszcze nie daleko.
Po chwili staliśmy pod moimi drzwiami. Cholera, jakby się tu go pozbyć?
- Ymm... Chciałbyś wejść? Pewnie nie, więc do zobaczenia później... yy.. kiedyś tam, pa! - zaczęłam szarpać się z drzwiami które jak na złośc nie chciały się otworzyć. Co za gówniane drzwi! Usłyszałam za sobą głośny, gardłowy śmiech, a po chwili klamka uległa pod jego dotykiem.
- Z przyjemnością wejdę, jeśli mnie już pani zaprasza. - powiedział szelmowskim tonem i wszedł do środka.
Szykuje się ciekawy wieczór.



____________________________________
hyhyhy, ''Szykuje się ciekawy wieczór'' Taaa... Ciekawe, co będę robili, hahahah xD JA AKA ZBOCZUCH. xD
Nie no, wszystko na temat komentujcie itp. itd. i trele morele. 
Boże, powinnam się zgłosić do psychologa ;)
Narazie Kotki! :)

ROZDZIAŁ 14.


Możecie powiedzieć, że jestem idiotką, ale gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że będzie trzęsienie ziemi, powódź, zagłada świata, cokolwiek, co sprawiłoby, że nie musiałabym iść na to idiotyczne spotkanie biznesowe.
Ubrana w czarną sukienkę przed kolano z rozkloszowanym dołem i w wysokich, czarnych szpilkach przekroczyłam wraz z rodzicami próg Egerton House Hotel. Ojciec podał nasze nazwisko i starsza, wysoka blondynka poprowadziła nas do sali konferencyjnej która była zapełniona ludźmi 'wyższej rangi'. Czekam tylko, aż to się skończy, będę mogła usiąść w moim pokoju, w piżamie i niechlujnym koku, bez makijażu z popcornem w rękach oglądając jakiś fajny film. Oh, pani Johnsons! Jakże mi cholernie miło. Mówiłam wam już, że kocham sarkazm?
- Rosalie, ależ urosłaś! - zawołała swoim piszczącym głosem starszej pani.
- Tak, w końcu lata mijają. - posłałam jej najbardziej fałszywy uśmiech na jaki było mnie stać.
- Ja jestem tego najlepszym przykładem. - zaśmiała się ze smutkiem.
- Naprawdę? Jest pani w świetnej formie jak na swój wiek. - powiedziałam z ironią. Tata trącił mnie łokciem i posłał zamrażające spojrzenie. No co!?
- Oh, dziękuję Rosalie! - nie załapała.- O! Pani Stone! - krzyknęła i podeszła do jakiejś starszej babki. Czy ja jestem tu jedyną tak młodą osobą!?
- Byłaś dla niej nieuprzejma. - szepnął mi tata do ucha.
- Przepraszam! - bąknęłam. Jejku, to jakaś stara jędza! O co tyle hałasu!

*

Przywitaliśmy się chyba z ponad milionem osób! Nareszcie usiedliśmy na wyznaczonych nam miejscach. Aż cztery miejsca obok mnie były wolne, co oznaczało, że koś się pewnie spóźnia, albo jeszcze gdzieś chodzi. Mam nadzieję, że to miejsce zostanie puste do końca wieczoru.
- Rosalie! - usłyszałam cholernie piskliwy głos który przerwał moje rozmyślania o niczym. Cholera! Cholera! Cholera!
- Cześć Emma. - bąknęłam z fałszywym uśmieszkiem. Czy. Ona. Musi. Siedzieć. Akurat. Przede. Mną!?

*

- Hannah West!? - usłyszałam za sobą przyjazny, kobiecy głos wołający moją matkę. Ile jeszcze tych przywitań!?
- O Mój Boże! Anne!? - mama krzyknęła podekscytowana i wstała szybko z krzesła. Co ona robi!? - Jak dawno Cię nie widziałam! - pisnęła podekscytowana.
- Ja Ciebie też skarbie! - kobiety przytuliły się jak stare, dobre przyjaciółki. Mógłby Mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi?
- Jeremy? - męski przyjazny głos wywołał uśmiech na twarzy mojego ojca. Chwila, zaraz co, uśmiech!?
- Des! - mój. tata. przywitał. go jak. kumpla. Nie. biznesmena. kumpla. Co!? Co!? Co!?
- Rosalie, boże tak dawno cię nie widziałam! - kobieta uścisnęła mnie tak mocno, że przysięgam, chwila a zaczęłabym się robić purpurowa. Posłałam mojej mamie pytające spojrzenie, ale ta tylko uśmiechała się jakby była niedorozwinięta umysłowo. Boże.
- Ymm... Dzień Dobry pani... Anne... - bąknęłam nie wiedząc co mam powiedzieć.
Ta sytuacja była cholernie dziwna!
- Mamo, zostaw ją. - jakaś dziewczyna mniej więcej w moim wieku, może starsza odciągnęła ją odemnie. O dzięki Bogu!
- Oj, Gemma! Nie pamiętasz Rose!? Rose West!? - pisnęła podekscytowana. Zanim zdążyłam się obejrzeć Gemma (chyba) zaczęła mnie dusić. No cholera jasna!
- Boże Rossie! - ROSSIE!? Chwila, chwila, zaraz...
Pamiętam, że ktoś tak na mnie mówił.
Boże, przypomnij sobie!
- Ymm... cześć. - bąknęłam. Za sobą usłyszałam głośne chrząknięcie.
- Ojejku, przepraszam Harry, już daję Ci się przywitać! - dziewczyna odsunęła się odemnie. - W końcu tak dawno nie widziałeś swojej Rossie! - dziewczyna zaśmiała się cicho, a zza jej pleców wyłonił się Styles.
Co On tu do jasnej cholery robi!?



________________________________________
< przeprosiny zawierające 186235497213569463 (słownie pierdylion) stron>
AAAAA, PRZEPRASZAM ZA RAAAK DUUUŻY POŚLIZG!!!
Ale wiem, że mi wybaczycie hyhyhy xd
Pracuję nad zakładką bohaterowie, zobaczymy, czy mi wyjdzie ;)
Zastanawiam się, też czy nie zmienić Dan, El i Pezz na jakieś inne dziewczyny, ale nie wiem, lolz
Jak coś, to piszcie mi na tt: @CatHarry69 ;D
+ Nie bójcie się mnie pytać na TT kiedy rozdział, ja nie gryzę, a odpiszę Wam i będziecie wiedzieli :)
To chyba tyle...


YOLO SWAGOLO!!!!!


XDDDD
BOŻE... XDDD
HAHAHHAHAHHA