wtorek, 18 lutego 2014

ROZDZIAŁ 13.



Tak, jestem dziwna.
Tak, jestem idiotką.
Tak, jestem nieodpowiedzialna.
Tak, jestem po prostu dziwką.

*

Obudziłam się przytulona do czegoś twardego i ciepłego. Słońce raziło mnie w oczy więc podniosłam rękę do góry w poszukiwaniu poduszki którą mogłabym zakryć twarz, by odpłynąć dalej w objęcia Morfeusza. Natknęłam się na coś miękkiego, ale to z pewnością nie była poduszka. Niepewnie podniosłam głowę doznając lekkiego szoku.
- Jasna cholera Harry! - krzyknęłam odsuwając się od chłopaka. - C-Co my... Ja pierdziele.. Harry! - krzyknęłam wstając z łóżka, ale oczywiście MUSIAŁAM zahaczyć się o pościel i wywaliłam się jak kłoda na jeszcze zaspanego Loczka.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie musisz być taka ostra Rose. - zaśmiał się pod nosem i przetarł oczy podczas gdy ja prócowałam jak najbezpieczniej odsunąć się bez niepotrzebnego dotykania.
- Dlaczego jestem w Twojej koszulce!? - krzyknęłam spoglądając na niego zirytowana. Przeciągnął się ospale. Seksownie.
- Egh, spokojnie, do niczego między nami nie doszło skarbie. - próbował mnie przytulić i westchnął gdy się od niego odsunęłam. - Słuchaj, graliśmy w Prawda czy Wyzwanie, zaczęłaś prowokować Louis'a i wyszło na to, że najpierw musiałaś się rozebrać do bielizny i zostać tak do końca imprezy...
- Zrobiłam to!? - warknęłam zdenerwowana. Chłopak pokiwał twierdząco głową jakby bał sie mojej reakcji. - Mów dalej. - westchnęłam opierając się tyłkiem o parapet. Przygryzł wargę i kontynuował.
- A potem... - zrobił przerwę spoglądając na mnie niepewnie, ale posłałam Mu zdenerwowane spojrzenie. - Miałaś mnie pocałować przez 10 minut i cóż, chyba się trochę zagalopowałaś...
- W sensie!? - zmrużyłam brwi oczekując na najgorsze.
- Zaczęłaś Mnie tak jakby... podrywać i prowokować żebym się z Tobą przespał. - moja twarz spłonęła żywym ogniem więc zakryłam ją rękami.
- Potem bawiliśmy się dalej i zgarnęłem Cię przed jakimś gościem który zaczął się do Ciebie przystawiać. Wyrywałaś się, ale zaniosłem Cię tutaj i dałem koszulkę, żebyś nie leżała... no wiesz... pewnie czułabyś się niekomfortowo... - słuchałam go w skupieniu. - Chciałem wyjść, ale zaczęłaś coś mamrotać, żebym został, więc to zrobiłem i... między nami do niczego nie doszło.. - potarł kark dłonią.
Na jego twarze wymalowło się duże zdziwienie gdy objęłam go mocno w niedźwiedzim uścisku, ale po chwili widziałam, że poczuł ulgę i odwzajemnił uścisk.
- Dziękuję... - szepnęłam wprost do jego ucha.
- Nie ma za co piękna... - wyszczerzył się na co przewróciłam oczami.
- Mogę Ci zadać jedno pytanie? - odsunęłam się od niego lekko, ale wciąż siedziałam na jego kolanach. Czemu po prostu z nich nie zejdziesz Rose? Och, a może nie chcę!? - Dlaczego mnie nie... - zaczęłam gestykulować rękami.
- Przeleciałeś? - spytał rozbawiony, a ja kiwnęłam twierdząco głową rumieniąc się. - Ja... Nie wiem dlaczego Rose... Nie chciałem, żebyś potrm żałowała... - spojrzałam w jego oczy. Były zatroskane i... szczere.
Wiem, że tego chcesz Rose, zrób to.
Musnęłam lekko jego usta, po chwili ponawiając czynność. Gdy chciałam zrobić to ponownie przyległ swoimi wargami na stałe. Świetnie całujesz Styles.

Odsunęłam się od niego niepewnie i spojrzałam w jego oczy. 

- Ja... Chyba powinnam już iść Harry... - szybko zeszłam z jego kolan zanim zdążył zrobić jakikolwiek ruch.
Sięgnęłam po moją sukienkę która leżała na krześle, złożoną w idealną kosteczkę. Spojrzałam na nią niepewnie. Zupełnie nie mam ochoty jej zakładać.
- Dam ci coś czekaj. - powiedział czytając w moich myślach. Znowu oparłam się o parapet nie wiedząc co zrobić. Po chwili wróciłi wręczył mi getry we wzorek Ying - Yang. Wzięłam je niepewnie. A co jeśli należą do Jasmine!? 
- Nie martw się, są mojej siostry. - On mi naprawdę czyta w myślach. 

Chwila, On ma siostrę!?
- Masz siostrę? - spytałam marszcząc brwi.
- Tak, jest odemnie starsza, studiuje, dlatego rzadko bywa w domu.
- Jak ma na imię? - spytałam naciągając na nogi czarno - biały materiał.
- Gemma.
Gemma, Gemma, coś Mi mówi to imię.
- Podwieźć cię? - spytał zmieniając temat.

- Yyy... nie chcę robić kłopotu i tak już dużo dla mnie zrobiłeś... Wróce pieszo, mam niedaleko.
Kłamałam, tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem.
- Spoko, chodź. - podał Mi dłoń którą niepewnie objęłam.
Na dole widać było wyraźne pozostałości po wczorajszej imprezie. Wyszliśmy na dwór, a mnie owiało przyjemne, ciepłe powietrze. Chłopak otwarł Mi drzwi do czarnego Range Rover'a za co podziękowałam Mu uśmiechem. Podałam Loczkowi adres i po chwili staliśmy pod moim domem.
- Może... Chciałbyś wejść? - spytałam z uśmiechem. W duszy dziękowałam za to, że moi rodzice są w pracy.
- Ja...
- Proszę... - przeciągnęłam, a On uśmiechnął się i skinł głową.

*

- Tak, tato, dobrze. - powiedziałam rzucając się na łóżko. - Tak, będę kultularna dla tej starej ropuchy. - przewróciłam oczami.
- Dobrze przepraszam, nie będę już tak mówić na panią Johnsons. Ta... będę gotowa. A gdzie jest to przyjęcie? Egh, przepraszam - spotkanie biznesowe. Taaa... Jejku, a gdzie to jest? Yhymm, dobra pogadamy póżniej, jest u mnie kolega... Ta... Też cię kocham tato... Yhym, pa... - rzuciłam telefon na łóżko i westchnęłam głośno.
- Stało się coś? - mruknął Harry przeglądając jakieś rzeczy na biurku.
- Kolejne spotkanie biznesowe mojego ojca na które ja NIESTETY muszę iść. - mruknęłam.
- Też idę w niedziele na spotkanie z moimi rodzicami, nie martw się, nie jesteś jedyną która ma rodziców biznesmenów. - zaśmiał się cicho.
- I jeszcze będzie ta suka... Emma... - prychnęłam.
- Emma? Wysoka, szczupła, czarne włosy, mocno pomalowana...?
- Taaaak... - przeciągnęłam. - Znasz ją?
- Taaa... - odpowiedział niechętnie. - Ty to malowałaś? - uniósł do góry kilka moich obrazów.
- Tak, nie oglądaj ich.
- Dlaczego? - próbowałam wyrwać je z jego rąk, ale Mi się to nie udało. - Są piękne. - uśmiechnął się do mnie, a w jego policzkach ukazały się małe dołeczki. Słodkie. 
- Zostaw. Je. Do. Jasnej. Cholery. Bo. Zrobię. Ci. Krzywdę. - przymknęłam oczy, żeby się uspokojić.
- Krzywdę powiadasz? - spytał z cwaniackim uśmieszkiem.
- Zostaw te cholerne obrazki! - krzyknęłam. No kurde, zostaw je człowieku, jesteś głuchy czy nienormalny?
- Co mi zrobisz? - c h o l e r a.
Nie mogąc wymyślić nic innego, zaczęłam go łaskotać.
- Cholera, Rose, przestań! - Harry śmiał się na głos.
- Chciałbyś - odparłam rozbawiona.
- Spadniemy! - wydyszał między śmiechem.
- Najwyżej, nie odpuszczę Ci.
Dobra, miał rację. Troszeczkę bolało. Ale było fajnie. Siedziałam na nim okrakiem, nie pozwalając Mu na chwilę wystchnienia. Wił się podemną rozbawiony, lecz nie przewidziałam jednego ruchu. Po dosłownie sekundzie leżałam pod nim z unieruchomionymi nadgarstkami.Cholera.
- Chcesz zemsty? - spytałam z przerażeniem. Pokiwał twierdząco głową. - Ja nie lubię łaskotania!
- Nie będę Cię łaskotał. - wydyszał, a ja zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co Mu chodzi.
Poczułam jego wargi na moich. O Mój Boże. Pełne, malinowe usta. Idealne usta. Na moich. Przejechał językiem po moich wargach i wsunął język do moich ust gdy lekko je uchyliłam. 

Rozpłynęłam się. 
Na pewno to nie jego pierwszy raz, bo całuje perfekcyjnie. Poczułam się głupio, ze względu na to, że ja raczej nie jestem dobra w tych klockach. Po chwili odsunął się odemnie, ale nadal dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Niepewnie otwarłam oczy, napotykając się na jego, piękne, zielone tęczówki. Niestety, nie mogłam z nich nic odczytać.
- Harry... - szepnęłam w nadzieji, że wyczytam z jego twarzy jakiekolwiek emocje.
- Shhh... - jeszcze raz musnął moje usta.
- H-Harry... Może zostaniesz na noc?

____________________________
Hahahahha, Rose, co Ty odpierdzielasz XDDD
WIEDZIAŁAM MAŁE ZBOKI, ŻE POMYŚLICIE, ŻE HARRY I ROSE SIĘ TEN-TEGES HAHAHAH XD 
Nie, nic. xD
Zdajecie sobie sprawę, że powinnam się dzisiaj uczyć, ale zamiast tego pisze Wam rozdział c'nie? Zapuszczam się ludzie xD Hahahah, nic. ;)
IIIIIIIIIII.... JESZCZE JEDNA SPRAWA!
MAMY PONAD 1000 WYŚWIRTLEŃ!!!
akywgfljyfgqeyfifwiyieywfifiaifwliq BOŻE, NAWET NIE WIECIE, JAK SIĘ CIESZĘ! aefasdhafsjafyuaswuufyywyewj KOCHAM WAS HYHYHY XD


piątek, 14 lutego 2014

ROZDZIAŁ 12.



* perspektywa Rose *

Siedziałyśmy u mnie w pokoju i wybierałyśmy sukienki. Powinnam raczej powiedzieć, ja leżałam na łóżku i czekałam aż dziewczyny mi coś wybiorą. Cały czas pokazywały Mi wszelkiego rodzaju sukienki, ale po chwili decydowały się na inne. Stwierdziłam, że to nie ma sensu, więc poszłam brać prysznic, rozkazując im, aby w tym czasie zdecydowały się na coś. Może to zadziała. Wzięłam prysznic, ubrałam świeżą bieliznę i wyszłam z łazienki zarzucając na ramiona satynowy szlafrok.
- I co wybrałyście? - spytałam zakładając moje papcie - misie.
- Popatrz tylko! - pisnęła zachwycona Pezz rzucając we mnie krwistą, czerwoną sukienkę. Spojrzałam na nią i przyłożyłam do ciała.
- Jest okej. - uśmiechnęłam się do nich.
- Jest zajebiście seksowna! - rzuciła Dan, na co wszystkie parsknęłyśmy śmiechem.
Po układaniu fryzur, makijażu i tym podobnych W KOŃCU wyruszyłyśmy na imprezę. Na szczęście kierował Liam, ponieważ z tego co się dowiedziałam i tak nie może pić. Coś tam z problemami zdrowotnymi, nie wnikam.

*

 Stanęliśmy przed ogromnym, nowocześnie urządzonym domem z którego słuchać było głośną muzykę. Wokół chodziło wiele skąpo ubranych lasek, ubranych aż/jedynie w mały skrawek materiału. Większość była już lekko wstawiona.

*

- No to za... wieczną młodość! - krzyknął Louis i chyba po raz setny wznieśliśmy toast. Moja podświadomość nie działała już zbyt dobrze. Kręciło mi się lekko w głowie, a wódka wypalała moje gardło. Tańczyłam z kilkoma chłopkami których nie znałam i gadałam z dziewczynami o różnych dziwnych na trzeźwo rzeczach, które teraz wydawały się być całkiem normalne.
- Poooograjmy w coś, nuuudzi Mi się! - zaczęła bełkotać Pezz która była już mocno wstawiona. Zresztą, wyglądałam pewnie tak jak Ona.
- A w co niby? Zassaj i dmuchnij? - zaśmiał się Louis.
- Nie, raczej nie chcemy powtórki z ostatniego razu. - zaśmiał się Niall. - Co nie Harry?
- Spierdalaj blondynku. - warknął Harry i wszyscy oprócz mnie i niego zaczęli się śmiać. O co im chodzi?
- No to może prawda czy wyzwanie? - zaproponowała El.
- Znoowu? - zajęczał Zayn.
- Masz lepszy pomysł kutasie? - syknęła. Zaśmiałam się.
- Dobra, zagrajmy w prawda czy wyzwanie! - Niall prawdopodobnie uratował nas przed ich słowną potyczką.
Usiedliśmy w kręgu, a na środku postawiliśmy butelkę. Zaczęliśmy grać.

*

- Och, przykro mi Rose, Twoja kolej. - zaśmiał się Lou.
- Nie śmiej się ze mnie! - fuknęłam.
- Och, po prostu nie wierzę, że mogłabyś zrobić takie zadania typu rozbieranie, picie, całowanie. - zadrwił.
- Możesz Mi nawet dać dwa wyzwania i zrobię je bez problemu. - zaśmiałam się.
- Dobrze, Rose, przyjmuję wyzwanie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. - Ktoś ma jakiś pomysł?
Zayn szepnął Mu coś na ucho, a ten uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Zadanie pierwsze. Zdejmujesz wszystko do bielizny i zostajesz tak do końca imprezy. - jego mina wręcz mówiła: "Nie zrobisz tego". No to się zdziwisz, Tomlinson.
Bez słowa wstałam, złapałam za końce sukienki i przełożyłam przez głowę rzucając materiałem w twarz zdumionego Tommo.Jak gdyby nigdy nic usiadłam spowrotem czując na sobie wzrok wszystkich zebranych.
- Gdybym nie miał dziewczyny... - zaczął jakiś chłopak, ale blondynka obok niego szturchnęła go w ramię, więc nie dokończył. Uśmiechnęłam się z triumfem spoglądając na Harry'ego. Wygloądał jakby zobaczył ducha, na zmianę otwierał i zamykał usta. Zaśmiałam się z jego reakcji i wróciłam wzrokiem do Louis'a.
- I co teraz skarbie? - podniosłam jedną brew.
Powiecie teraz pewnie, że jestem kompletnie szalona, łatwa i co tam jeszcze, ale nie, ja jestem po prostu pijana i nie wiem co się ze mną dzieje.
Spojrzał na mnie a potem na wszystkich zebranych i zatrzymał się Na Harry'm.
- Musisz pocałować Styles'a... - napój alkoholowy z mojej buzi wylądował spowrotem w szklance. - Przez minimum 10 minut.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknęłam i spojrzałam na Harry'ego. Był równie zdziwiony co ja.
- Oh, tak myślałem, że tego nie zronisz. - parsknął śmiechem, a we mnie się zgrzało. Dupek, cham, kutas, idiota, palant.
- Dobrze, zrobię to. - zaczęłam czołgać się w stronę Harry'ego a głosy wszystkich ucichły i wszyscy patrzyli teraz na nas. Cholera, tyle świadków.
Posłałam chłopakowi uwodzicielski uśmiech i złączyłam nasze wargi. Loczek przyciągnął mnie bliżej siebie i położył swoją rękę na moich plecach. 

Boże, jak On świetnie całuje.
Pogłębiłam pocałunek i zarzuciłam Mu ręce na kark. Poczułam jak jego ręce zjeżdżają niżej, na mój tyłek i lekko go ściskają. Jęknęłam odruchowo i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Uśmiechnął się przez pocałunek.

Dobrze Styles, tak pogrywasz?
Zjechałam dłonią po jego torsie i położyłam ją ne jego kroczu. Poczułam jak łapie powietrze, więc uśmiechnęłam się i zaczęłam kreślić palcem małe kółeczka. Jego mięśnie natychmiast się napięły.

Przestań... - mruknął Mi w usta.

- Bo? - spytałam rozbawiona.
- Bo będę musiał cię przelecieć. - warknął. Zaśmiałam się cicho i przycisnęłam rękę do jego krocza, a w odpowiedzi usłyszałam jego gardłowy jęk.
- Rose... - jęknął.
- Nie odważysz się. - mruknęłam i oderwałam się od jego ust. - 10 minut już chyba minęło co nie Louis? - mruknęłam w stronę pasiastego.
- W sumie, to minęło już 20. - zaśmiałam się z jego zdziwionego wyrazu twarzy. Puściłam oczko do Styles'a który próbował uformować oddech i zeszłam z jego kolan na których cały czas siedziałam.
- Ktoś ma jeszcze jakieś wyzwanie? - rzuciłam w stronę tłumu. - Tak myślałam. - zaśmiałam się gdy w odpowiedzi usłyszałam ciszę. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i napiłam się wódki ze stojącej obok butelki. Po chwili gdy wszyscy się otknęli graliśmy dalej.

____________________________________
HAHAHAHAHA, WIEM, ŻE MNIE KOCHACIE! :D
No więc... Wesołego Walentego Kochani! Spotkania idoli i follow'u od Nich. Pamiętajcie, że Was kooocham, zwłaszcza Ciebie @RosePsychoticPL <3

DOTYCHCZASOWI INFORMOWANI:
@PragneJedzenia
@AlexAndra00069 
@Znaleziona69
@BestSongEver_21
@Annette_69_
@ika1674 
@maybe_boobs
@tocozeniewypada
JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY, NIECH NAPISZĘ SWOJE USERNAME W KOMENTARZU POD ROZDZIAŁEM :)
Pamiętajcie o komentowaniu :)



środa, 12 lutego 2014

ROZDZIAŁ 11.


Odsunęłam się od Harry'ego. Co ja zrobiłam...
- Harry nie... - odepchnęłam go gdy próbował znów mnie pocałować. - Ja... nie mogę Harry... My nie możemy...
- Dlaczego? - spytał zirytowany.
- Bo... nie mogę...
- Aha, zajebiście czyli najpierw sie ze mną liżesz a potem mówisz, że nie możesz!? - krzyknął.
- Harry... - szepnęłam.
- Co jest z Tobą kurwa nie tak Rose!? - krzyknął głośniej. O nie Harry, przegięłeś.
- Co jest ze mną nie tak!? To nie ja bzykam się z każdą napotkaną laską! To jest twój cel życiowy!? Przelecieć każdą laskę chodzącą po tej ziemi!?
- To po co Mnie pocałowałaś!?
- A wiesz co!? Idę z tąd! Nie mam ochoty się z Tobą kłócić! Jesteś dupkiem Styles! Wielkim kurwa dupkiem! - krzyknęłam, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z pokoju zmierzając ku wyjściu. Stanęłam przed drzwiami i rozebrałam bluzkę Harry'ego, po czym ubrałam moją koszulkę i szorty.
Harry stanął w rogu.
- Rose zostań! - pół krzyknął, pół powiedział normalnie.
- Spierdalaj! Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciłam Mu Jego koszulką w twarz i wyszłam trzaskając drzwiami.
Co ja Mu właściwie powiedziałam!?

* perspektywa Harry'ego *

- Spierdalaj!  Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciła mi moją koszulkę w twarz. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i zanim się obejrzałem już Jej nie było.
Super kurwa, zajebiście. Żebyś się jeszcze nie zdziwiła Rose.

*

Podjechałem pod szkołę samochodem. Wezłem do nudynku kierując się do mojej szafki po książki, a następnie do sali plastycznej. Oczywiście, że już tam była. Znając życie była pierwsza w klasie. Stała za dużym szkicownikiem i uparcie coś szkicowała. Jej twarz była brdzo skupiona, zmarszczone brwi i usta tworzące wręcz idealnie prostą linię. Musiała lubić to co robi.
Poczułem ręcę na moim tyłku.
- Cześć Harry - usłyszałem szept przy moim uchu. Jasmine.
- Zostaw mój tyłek i się odpierdol. - wysyczałem przez zęby.
- Zadziornie. - przejechała swoim długim, sztucznym paznokciem po moim torsie.
- Spierdalaj Jasmine. - bawiło mnie jej typowo dziwkarskie zachowanie. Nie powiem, jeszcze miesiąc temu cholernie mi się to podobało, ale nie teraz. Teraz to żałosne.
- Zobaczymy na lunch'u. - szepnęła i próbowała pocałować mnie w usta, ale odwróciłem głowę i jej usta wylądowały na moim policzku. Uśmiechnęła się zadziornie i gdy myślałem, że już poszła złapała mnie za tyłek. Odwróciłem się i spotkałem jej zadziorny wzrok. Mrugnęła do mnie i wyszła. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i spojrzałem na Rose. Patrzyła się na mnie, a gdy poczuła na sobie mój wzrok szybko zwróciła twarz ku kartce. Zaśmiałem się cicho i podeszłem do palety zupełnie nie wiedząc co robimy.

* perspektywa Rose * 

Brawo Rosalie, szóstka! - p. Taylor zachwycał się moją pracą. - Nie myślałaś nad liceum plastycznym, lub czymś w tym stylu?

Pokręciłam przecząco głową.
- Szkoda, masz na prawdę wielki talent.
- Dziękuję. - powiedziałam i wyszłam z klasy. Wzięłam książki z szafki i poszłam spokojnie zająć miejsce w sali matematycznej. Jak zwykle wyciągnęłam książkę i sprawdziłam temat, ale po chwili odpuściłam wyciągając szkicownik.
- Wow, sama to rysowałaś? - usłyszałam nad sobą irlandzki akcent.
- Wystraszyłeś mnie. - zaśmiałam się gdy Niall usiadł obok mnie.
 - Przepraszam, nie powinienem się tak skradać.

*

Weszłam razem z blondynem do stołówki, a po odebraniu swojego jedzenia usiadłam razem z nim i jego przyjaciółmi, którzy powoli stają się też moimi. Harry'ego (na szczęście) nie było i miałam cichą nadzieję, że nie przyjdzie. Pewnie szlaja się gdzieś w kącie z swoją osobistą dziwką Jasmine.
Czemu ja w ogóle o tym pomyślałam!? On zdecydowanie nie ma na mnie dobrego wpływu.
Jadłam w spokoju swój lunch co jakiś czas wymieniając się pogawędką z Pezz, Dan lub El.
- O, Styles nadal spotyka się z Jasmine? - spytała zdziwiona Perrie, a wszyscy jak na komendę podnieśli wzrok. Podeszli do naszego stolika. Ręka Harry'ego oplatała talię Jasmine. Chłopak usiadł a dziewczyna zamiast z krzesła skorzystała z jego kolan zamiast siedzenia.  Jasmine uśmiechnęła się do mnie fałszywie a ja pokazałam jej środkowy palec. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, a potem złość. Szepnęła coś na ucho Harry'ego a ten posłał mi lodowate spojrzenie, ale wyraz jego twarzy wyrażał rozbawienie. Uśmiechnęłam się do niego słodko i chyba najbardziej fałszywie w moim życiu. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, ale ignorowałam go.
- Rose, przyjdziesz na imprezę w piątek? - spytała słodko Pezz. Wszystkie oczy zwróciły się ku mnie.
- Och, a gdzie jest? - spytałam z uśmiechem na ustach.
- U mnie w domu, wyślę Ci adres i wszystko sms'em.
- Z przyjemnością przyjdę. - uśmiechnęłam się i kątem oka spojrzałam na Loczka. Jasmine zawzięcie szeptała Mu coś na ucho, ale widać było, że w ogóle jej nie słuchał.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, żeby Rose przyszła. - wszyscy spojrzeli wyczekująco na Harry'ego.
- Dlaczego? - spytała Dan.
- Ona nie piję. - Jasmine zaczeła kręcić się na jego kolanach, prosząc o więcej uwagi z jego strony, ale On uparcie wpatrywał się we mnie, co widocznie ją drażniło.
- Oh, a skąd wiesz, że nie piję? - spytałam z cwanym uśmieszkiem na ustach. Jego szczęka napięła się, ale nic nie powiedział.
Wróciliśmy do innych rozmów, a ja wciąż czułam na sobie jego wzrok.
Postanowiłam to wykorzystać.

* perspektywa Harry'ego *

Rose szepnęła coś Niall'owi na ucho i przez chwilę prowadzili rozmowę na ucho. Dziewczyna cały czas spoglądała na mnie ukradkiem. Po chwili Niall zaśmiał się cicho i objął ją ramieniem szepcząc jej coś na ucho. Uśmiechnęła się do mnie niewinnie a we mnie aż się zagotowało.

Chcesz wojny będziesz ją miała Rosalie.

___________________________
Mam nadzieję, że cieszycie się z troszeczkę dłuższego rozdziału. 
Liczę na wasze komentarze, bo informuję, moim zdaniem, dużo osób, a ciągle są po trzy komentarze. Wiem, że potraficie się zmotywować, widać to po drugim rozdziale, ale musiałam was wtedy opieprzyć, a nie lubię tego robić, więc jeśli czytasz - komentuj.
KOOOOCHAM WAS MIŚKI, PAPATKI <3 xx

wtorek, 11 lutego 2014

ROZDZIAŁ 10.


*
Łąka, a raczej kwiecista polana. Na środku wielkie, potężne drzewo, dąb. Pod nim mała, drewniana ławeczka. Siedzą na niej dwie osoby. Mała dziewczynka, w ślicznej różowej sukieneczce, balerinkach i delikatnych loczkach sięgających do połowy pleców. Obok niej chłopczyk. W dżinsowych, startych  ogrodniczkach, białych, lekko brudnych Conversach do kostki z burzą loków na głowie. Patrzeli się w swoje oczy, ale nic nie mówili. 
- Bardzo Cię lubię wiesz? - powiedział chłopiec wpatrując się w nią swoimi zielonymi, głębokimi tęczówkami.
- Ja Ciebie też. - odparła dziewczynka z niebieskimi, lazurowymi tęczówkami.
Siedzieli w ciszy.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła dziewczynka spuszczając głowę w dół.
- Stało się coś? - spytał z troską.
- Nie... W sumie tak... - szepnęła. Chłopiec podniósł jej podbródek i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
- Nie możemy się już przyjaźnić. - powiedziała cicho,  a po jej policzku spłynęła łza.
Cisza.
- A... Ale dlaczego? - spytał chłopiec, a jego warga drgała. Powstrzymywał się od płaczu.
- Tatuś powiedział, że już tu nie będziemy mieszkać. - spojrzała na Niego swoimi wielkimi, teraz zaczerwienionymi oczami.
- Nie zostawiaj mnie. - szepnął chłopiec i ją przytulił. Płakali w swoich ramionach.
- Nie chcę... - załkała.
- A co z naszym ślubem? - spytał.
- Kiedyś go weźmiemy. - otarła łzy z policzka. - Muszę już iść, mama będzie się martwić.
- Mogę Cię odprowadzić?
- Tak.
Szli przez ich małą miejscowość trzymając się za ręce. Nie rozmawiali. Wszyscy patrzyli na nich, myśląc, jakie to słodkie, dwójka małych dzieci idąca za rękę. Ale Oni nie byli szczęśliwi. Stracili swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze mówili, że kiedy dorosną wezmą ślub i będą żyli długo i szczęśliwie. Ale teraz wiedzą, że to się nie uda.
Doszli pod duży, ceglany dom. Wokół leżało pełno kartonów,  w nich meble, książki, przedmioty codziennego użytku. Całe ich dotychczasowe życie w kilkunastu kartonach. Stali w ciszy wpatrując się w robotników którzy wnosili kartony do domu.
- Rosalie, już czas! - krzyknęła jej mama.
- Będę tęskniła. - szepnęła dziewczynka.
Złączyli się w długim, mocnym uścisku.
- Znajdę Cię, obiecuję. - szepnął chłopczyk prosto do jej ucha.
- Trzymaj. - podał jej swojego ulubionego, pluszowego misia. - żebyś zawsze o mnie pamiętała.
- D... Dziękuję. - powiedziała dając Mu swojego, z różową kokardką.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. - szepnęła odchodząc.

*

Obudziłam się głośno dysząc. Gdzie ja jestem?! Otworzyłam oczy i odrazu odskoczyłam. To nie był dobry pomysł, pomyślałam spadając z łóżka.
- Rosalie! - krzyknął Harry podnosząc mnie z łóżka.
- C-Co się stało? - spytałam łapiąc się za głowę.
- Straciłaś przytomność w basenie. Przyniosłem Cię tu, przebrałem i położyłem. Chciałem cię zostawić, ale zaczęłaś coś mówić i płakać, więc zostałem. Trochę się uspokoiłaś.
- Och... Dziękuję... - szepnęłam. - Chwila, czy ty powiedziałeś, że mnie przebrałeś?!
Przewrócił oczami.
- Wolałaś leżeć tutaj w mokrych ciuchach? - zaśmiał się pod nosem.
- No dobrze... Tym razem Ci wybaczę... - mruknęłam wywołując u chłopaka głośny śmiech.
- Martwiłem się o Ciebie. - szybko spoważniał.
- To... dobrze... - szepnęłam wpatrując się w jego oczy.
- Rose? - spytał po chwili.
- Tak?
- Lubisz mnie? - c o ?
- Hmmm... chyba tak... A ty?
- Chyba tak... - szepnął bliżając swoje wargi do moich. musnął je lekko patrząc się w moje oczy. Chyba pierwszy raz pocałowł mnie tak... delikatnie.
- Chyba na pewno Cię lubię... - szepnął przyciągając mnie do siebie. Musnęłam jego usta.
- Ja Ciebie też. - pogłębiłam pocałunek.

_____________________________________
Wiem, że krótki, ale  m u s i a ł a m  tu skończyć.
Dzisiaj albo jutro będzie kolejny.
IM WIĘCEJ KOMENTARZY, TYM SZYBSZE I DŁUŻSZE ROZDZIAŁY!!!
Kooooocham Was :)
Iiii.... tweetujcie: #ShynessIsAdorableFF 



środa, 5 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9.


* Rose *

- H... Harry... - jęknełam próbując odepchnąć chłopaka.
- Dlaczego nie chcesz być moja? - warknął.
- Ja... Ja cię nie znam. - odsunął się.
Westchnęłam głośno.
- Proszę. - podał Mi kubek z gorącym kakaem. (nie wiem, jak się to pisze xd )
Bez słowa wziął swój kubek i poszedł w nieznanym Mi kierunku.
O co Mu chodzi!? Powiedziałam prawdę, a On zachowuje się jak baba z okresem.
- Idziesz czy nie!? - krzyknął a ja podążyłam za jego głosem.
Weszłam do dużego pomieszczenia z basenem. Na ścianie położone były miętowo - białe kafelki, podobnie jak na podłodze. Za basenem stały drewniane leżaki z małymi stołeczkami obok. W rogu stało kilka zielonych, liściastych kwiatów. Moją uwagę skupiłam na ostatnim leżaku, gdzie leżały rozrzucone ubrania, a obok nich, na stoliku stał kubek z kakao. Spojrzałam na basen, ale nigdzie nikogo nie było. Gdzie On jest!?
- Cholera! - krzyknęłam gdy poczułam na moich biodrach zimne ręce.
Usłyszałam za sobą głośny chichot.
- Jesteś dupkiem Styles! - krzyknęłam i walnęłam chłopaka w ramię.
- Ojej, nie dąsaj się gąsko!
- Jak ty mnie nazwałeś? - zaśmiałam się głośno.
- Gąskom. - również się zaśmiał.
- Dlaczego?
- Nie wiem. - wzruszył ramionami.
Pokręciłam z niedowierzaniem głowa.
- Idziesz popływać? - spytał kierując się w stronę wyskoczni.
- Nie mam stroju.
- Och, czyli pod tym ubraniem nic nie masz... - przygryzł dolną wargę.
- Mam, ale... nie będę pływać w bieliźnie.
Skoczył do wody i podpłynął do brzegu.
- Dlaczego? - spytał odgarniając włosy do tyłu.
- Pieprz się Harry.
- Z Tobą zawsze kochanie. - uśmiechnął się cwaniacko.
Przeszłam przez całą długość basenu a Harry płynął równo ze mną. Usiadłam na leżaku obok jego ciuchów i położyłam kakao na stoliku uprzednio wypijając trochę.
- No dalej! - krzyknął, a echo jego głosu rozniosło się po całym pomieszczeniu.
- Spadaj! - wzięłam kubek w ręce i zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam ujrzałam przed sobą Harry'ego z cwaniackim uśmieszkiem.
- Harry co ty... - nie skończyłam ponieważ chłopak przełożył mnie przez ramię. - Styles, ty dupku, puść mnie! - zaczęłam krzyczeć i walić pięśćmi w Jego plecy.
Po chwili staliśmy przy brzegu.
- Masz ostatnią szansę...
- Styles! - Harry zrobił krok do przodu i obaj wpadliśmy do wody.
- Ciesz się, że nie miałam telefonu w kieszeni, bo już byś nie żył! - krzyknęłam gdy się wynurzyliśmy.
- Byłaby to piękna śmierć w Twoich ramionach.


________________________________________
CZYTASZ - KOMENTUJ!

ROZDZIAŁ 8.



- Harry! - krzyknęłam, myśląc, że stanie. - Harry! - powtórzyłam gdy szedł dalej. Szedł tak szybko, że musiałam biec aby za nim nadążyć. Boże, gdzie On idzie i czy On musi tak szybko chodzić !?
- Harry, proszę, stój, nie jestem taka szybka jak ty! - przystanęłam na chwilę żeby złapać powietrze.
Chłopak przeszedł przez parking i podszedł do czarnego Range Rover'a, na szczęście lub nie stanął przy nim i oparł się o maskę samochodu. Podbiegłam do niego i przyklękłam znowu łapiąc oddech. Jestem wysportowana, przynajmniej tak myślę, ale On naprawdę szybko chodzi!
Loczek wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
On pali!?
Zaciągnął się papierosem, a po chwili duży dym wyleciał z jego ust. Zaczęłam kaszleć, a chłopak zaśmiał się pod nosem.
- To nie jest śmieszne. Psujesz sobie płuca. - mruknęłam wstając.
- Ojejciu, jakby mnie to obchodziło. Najwyżej umrę wcześniej, co za problem.
- Nie mów tak.
- Dlaczego!? - krzyknął. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nie pytajcie się, czemu zrobiłam to co zrobiłam. Nie pytajcie się czemu, po prostu, miałam taką ochotę.

* Harry *

- Dlaczego!? - krzyknęłem. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nagle poczułem jak jej chude, delikatne ręce owijają się wokół mojego brzucha. Jej twarz przytulona była do mojej klatki, a drobne dłonie masowały moje plecy.
Była słodka.
Wyrzuciłem papierosa którego trzymałem w dłoni i zdeptałem go podeszwą mojego trampka. Zawahałem się, ale po chwili objąłem ją i wtuliłem twarz w jej włosy, które pachniały wanilią. Wiedziałem, że była zdziwiona.
Rose jest taka słodka. Czasami mam ochotę ją pocałować i... nie ważne. Ale wiem, że nie mogę.
Ona jest zbyt delikatna. Ona jest jak róża, trzeba uważać, żeby nie zgnieść jej płatków które są różowe, jak jej puliczki  kiedy się rumieni. Ona nie jest jak większość lasek, z którymi się "spotykałem". Jeśli wogóle można to tak nazwać.
Nie wiem, co i dlaczego, ale coś mnie do niej ciągnie. To... nie da się tego wyjaśnić. Może po prostu mam dość tych wytapetowanych lasek, napalajacych się na mój widok. To żałosne. Ślinią się na Twój widok, jakby nigdy nie widziały mężczyzny. Dziwki. Myślą, że pokręcą trochę dupą i będą miały każdego. Przepraszam, ale już Mi się to trochę znudziło.
Wzdychnęłem głośno.
Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami. Jej mina była zatroskana.
- Przepraszam. - szepnęła mi do ucha i odsunęła się powoli.
Wracaj. 
Oparłem się o maskę samochodu i usiadłem na niej.
- Jedziesz ze mną? - spytałem ukradkiem na nią spoglądając.
- G-gdzie? - zaśmiałem się cicho.
- Pokaże Ci pewne miejsce... Wsiadaj! - rzuciłem i wsiadłem.
Dziewczyna weszła do środka i pośpiesznie zapięła pasy.
- Pierwszy raz idę na wagary. - rzuciła gdy odjechaliśmy spod szkoły.
- I pewnie nie ostatni. - zaśmiałem się a dziewczyna rzuciła mi groźne spojrzenie.
- Gdzie jedziemy? - spytała ponownie wyraźnie zirytowana.
- Do mnie.
Więcej się nie odzywała. Oparła głowę o okno i patrzyła gdzieś w dal.

*

- Kakao. - odpowiedziała.
- Dobry wybór. - zaśmiałem się.
Rose oparła się o blat i patrzyła na moją "pracę". Odwróciłem się i spojrzałem na nią, a ta szybko odwróciła wzrok.
- Jesteś słodka, wiesz? - spytałem kładąc ręce na blacie zamykając ją w pułapce. Zarumieniła się.
- Taka nieśmiała... - podniosłem jej podbródek tak, aby spojrzała Mi w oczy.
Nie zrobiła tego. Jeździła wzrokiem po całej kuchni.
Pocałowałem ją łapczywie. Położyła swoją malutką dłoń na mojej klacie próbując mnie odepchnąć, ale, niestety skarbie, jestem silniejszy.





_____________________________________
Przepraszam, że tak długo, mam nadzieję, że Mi wybaczycie! <3
Czytasz, komentuj, karmiąc mnie w ten sposób weną! xx