środa, 12 lutego 2014

ROZDZIAŁ 11.


Odsunęłam się od Harry'ego. Co ja zrobiłam...
- Harry nie... - odepchnęłam go gdy próbował znów mnie pocałować. - Ja... nie mogę Harry... My nie możemy...
- Dlaczego? - spytał zirytowany.
- Bo... nie mogę...
- Aha, zajebiście czyli najpierw sie ze mną liżesz a potem mówisz, że nie możesz!? - krzyknął.
- Harry... - szepnęłam.
- Co jest z Tobą kurwa nie tak Rose!? - krzyknął głośniej. O nie Harry, przegięłeś.
- Co jest ze mną nie tak!? To nie ja bzykam się z każdą napotkaną laską! To jest twój cel życiowy!? Przelecieć każdą laskę chodzącą po tej ziemi!?
- To po co Mnie pocałowałaś!?
- A wiesz co!? Idę z tąd! Nie mam ochoty się z Tobą kłócić! Jesteś dupkiem Styles! Wielkim kurwa dupkiem! - krzyknęłam, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z pokoju zmierzając ku wyjściu. Stanęłam przed drzwiami i rozebrałam bluzkę Harry'ego, po czym ubrałam moją koszulkę i szorty.
Harry stanął w rogu.
- Rose zostań! - pół krzyknął, pół powiedział normalnie.
- Spierdalaj! Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciłam Mu Jego koszulką w twarz i wyszłam trzaskając drzwiami.
Co ja Mu właściwie powiedziałam!?

* perspektywa Harry'ego *

- Spierdalaj!  Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciła mi moją koszulkę w twarz. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i zanim się obejrzałem już Jej nie było.
Super kurwa, zajebiście. Żebyś się jeszcze nie zdziwiła Rose.

*

Podjechałem pod szkołę samochodem. Wezłem do nudynku kierując się do mojej szafki po książki, a następnie do sali plastycznej. Oczywiście, że już tam była. Znając życie była pierwsza w klasie. Stała za dużym szkicownikiem i uparcie coś szkicowała. Jej twarz była brdzo skupiona, zmarszczone brwi i usta tworzące wręcz idealnie prostą linię. Musiała lubić to co robi.
Poczułem ręcę na moim tyłku.
- Cześć Harry - usłyszałem szept przy moim uchu. Jasmine.
- Zostaw mój tyłek i się odpierdol. - wysyczałem przez zęby.
- Zadziornie. - przejechała swoim długim, sztucznym paznokciem po moim torsie.
- Spierdalaj Jasmine. - bawiło mnie jej typowo dziwkarskie zachowanie. Nie powiem, jeszcze miesiąc temu cholernie mi się to podobało, ale nie teraz. Teraz to żałosne.
- Zobaczymy na lunch'u. - szepnęła i próbowała pocałować mnie w usta, ale odwróciłem głowę i jej usta wylądowały na moim policzku. Uśmiechnęła się zadziornie i gdy myślałem, że już poszła złapała mnie za tyłek. Odwróciłem się i spotkałem jej zadziorny wzrok. Mrugnęła do mnie i wyszła. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i spojrzałem na Rose. Patrzyła się na mnie, a gdy poczuła na sobie mój wzrok szybko zwróciła twarz ku kartce. Zaśmiałem się cicho i podeszłem do palety zupełnie nie wiedząc co robimy.

* perspektywa Rose * 

Brawo Rosalie, szóstka! - p. Taylor zachwycał się moją pracą. - Nie myślałaś nad liceum plastycznym, lub czymś w tym stylu?

Pokręciłam przecząco głową.
- Szkoda, masz na prawdę wielki talent.
- Dziękuję. - powiedziałam i wyszłam z klasy. Wzięłam książki z szafki i poszłam spokojnie zająć miejsce w sali matematycznej. Jak zwykle wyciągnęłam książkę i sprawdziłam temat, ale po chwili odpuściłam wyciągając szkicownik.
- Wow, sama to rysowałaś? - usłyszałam nad sobą irlandzki akcent.
- Wystraszyłeś mnie. - zaśmiałam się gdy Niall usiadł obok mnie.
 - Przepraszam, nie powinienem się tak skradać.

*

Weszłam razem z blondynem do stołówki, a po odebraniu swojego jedzenia usiadłam razem z nim i jego przyjaciółmi, którzy powoli stają się też moimi. Harry'ego (na szczęście) nie było i miałam cichą nadzieję, że nie przyjdzie. Pewnie szlaja się gdzieś w kącie z swoją osobistą dziwką Jasmine.
Czemu ja w ogóle o tym pomyślałam!? On zdecydowanie nie ma na mnie dobrego wpływu.
Jadłam w spokoju swój lunch co jakiś czas wymieniając się pogawędką z Pezz, Dan lub El.
- O, Styles nadal spotyka się z Jasmine? - spytała zdziwiona Perrie, a wszyscy jak na komendę podnieśli wzrok. Podeszli do naszego stolika. Ręka Harry'ego oplatała talię Jasmine. Chłopak usiadł a dziewczyna zamiast z krzesła skorzystała z jego kolan zamiast siedzenia.  Jasmine uśmiechnęła się do mnie fałszywie a ja pokazałam jej środkowy palec. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, a potem złość. Szepnęła coś na ucho Harry'ego a ten posłał mi lodowate spojrzenie, ale wyraz jego twarzy wyrażał rozbawienie. Uśmiechnęłam się do niego słodko i chyba najbardziej fałszywie w moim życiu. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, ale ignorowałam go.
- Rose, przyjdziesz na imprezę w piątek? - spytała słodko Pezz. Wszystkie oczy zwróciły się ku mnie.
- Och, a gdzie jest? - spytałam z uśmiechem na ustach.
- U mnie w domu, wyślę Ci adres i wszystko sms'em.
- Z przyjemnością przyjdę. - uśmiechnęłam się i kątem oka spojrzałam na Loczka. Jasmine zawzięcie szeptała Mu coś na ucho, ale widać było, że w ogóle jej nie słuchał.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, żeby Rose przyszła. - wszyscy spojrzeli wyczekująco na Harry'ego.
- Dlaczego? - spytała Dan.
- Ona nie piję. - Jasmine zaczeła kręcić się na jego kolanach, prosząc o więcej uwagi z jego strony, ale On uparcie wpatrywał się we mnie, co widocznie ją drażniło.
- Oh, a skąd wiesz, że nie piję? - spytałam z cwanym uśmieszkiem na ustach. Jego szczęka napięła się, ale nic nie powiedział.
Wróciliśmy do innych rozmów, a ja wciąż czułam na sobie jego wzrok.
Postanowiłam to wykorzystać.

* perspektywa Harry'ego *

Rose szepnęła coś Niall'owi na ucho i przez chwilę prowadzili rozmowę na ucho. Dziewczyna cały czas spoglądała na mnie ukradkiem. Po chwili Niall zaśmiał się cicho i objął ją ramieniem szepcząc jej coś na ucho. Uśmiechnęła się do mnie niewinnie a we mnie aż się zagotowało.

Chcesz wojny będziesz ją miała Rosalie.

___________________________
Mam nadzieję, że cieszycie się z troszeczkę dłuższego rozdziału. 
Liczę na wasze komentarze, bo informuję, moim zdaniem, dużo osób, a ciągle są po trzy komentarze. Wiem, że potraficie się zmotywować, widać to po drugim rozdziale, ale musiałam was wtedy opieprzyć, a nie lubię tego robić, więc jeśli czytasz - komentuj.
KOOOOCHAM WAS MIŚKI, PAPATKI <3 xx

wtorek, 11 lutego 2014

ROZDZIAŁ 10.


*
Łąka, a raczej kwiecista polana. Na środku wielkie, potężne drzewo, dąb. Pod nim mała, drewniana ławeczka. Siedzą na niej dwie osoby. Mała dziewczynka, w ślicznej różowej sukieneczce, balerinkach i delikatnych loczkach sięgających do połowy pleców. Obok niej chłopczyk. W dżinsowych, startych  ogrodniczkach, białych, lekko brudnych Conversach do kostki z burzą loków na głowie. Patrzeli się w swoje oczy, ale nic nie mówili. 
- Bardzo Cię lubię wiesz? - powiedział chłopiec wpatrując się w nią swoimi zielonymi, głębokimi tęczówkami.
- Ja Ciebie też. - odparła dziewczynka z niebieskimi, lazurowymi tęczówkami.
Siedzieli w ciszy.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła dziewczynka spuszczając głowę w dół.
- Stało się coś? - spytał z troską.
- Nie... W sumie tak... - szepnęła. Chłopiec podniósł jej podbródek i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
- Nie możemy się już przyjaźnić. - powiedziała cicho,  a po jej policzku spłynęła łza.
Cisza.
- A... Ale dlaczego? - spytał chłopiec, a jego warga drgała. Powstrzymywał się od płaczu.
- Tatuś powiedział, że już tu nie będziemy mieszkać. - spojrzała na Niego swoimi wielkimi, teraz zaczerwienionymi oczami.
- Nie zostawiaj mnie. - szepnął chłopiec i ją przytulił. Płakali w swoich ramionach.
- Nie chcę... - załkała.
- A co z naszym ślubem? - spytał.
- Kiedyś go weźmiemy. - otarła łzy z policzka. - Muszę już iść, mama będzie się martwić.
- Mogę Cię odprowadzić?
- Tak.
Szli przez ich małą miejscowość trzymając się za ręce. Nie rozmawiali. Wszyscy patrzyli na nich, myśląc, jakie to słodkie, dwójka małych dzieci idąca za rękę. Ale Oni nie byli szczęśliwi. Stracili swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze mówili, że kiedy dorosną wezmą ślub i będą żyli długo i szczęśliwie. Ale teraz wiedzą, że to się nie uda.
Doszli pod duży, ceglany dom. Wokół leżało pełno kartonów,  w nich meble, książki, przedmioty codziennego użytku. Całe ich dotychczasowe życie w kilkunastu kartonach. Stali w ciszy wpatrując się w robotników którzy wnosili kartony do domu.
- Rosalie, już czas! - krzyknęła jej mama.
- Będę tęskniła. - szepnęła dziewczynka.
Złączyli się w długim, mocnym uścisku.
- Znajdę Cię, obiecuję. - szepnął chłopczyk prosto do jej ucha.
- Trzymaj. - podał jej swojego ulubionego, pluszowego misia. - żebyś zawsze o mnie pamiętała.
- D... Dziękuję. - powiedziała dając Mu swojego, z różową kokardką.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. - szepnęła odchodząc.

*

Obudziłam się głośno dysząc. Gdzie ja jestem?! Otworzyłam oczy i odrazu odskoczyłam. To nie był dobry pomysł, pomyślałam spadając z łóżka.
- Rosalie! - krzyknął Harry podnosząc mnie z łóżka.
- C-Co się stało? - spytałam łapiąc się za głowę.
- Straciłaś przytomność w basenie. Przyniosłem Cię tu, przebrałem i położyłem. Chciałem cię zostawić, ale zaczęłaś coś mówić i płakać, więc zostałem. Trochę się uspokoiłaś.
- Och... Dziękuję... - szepnęłam. - Chwila, czy ty powiedziałeś, że mnie przebrałeś?!
Przewrócił oczami.
- Wolałaś leżeć tutaj w mokrych ciuchach? - zaśmiał się pod nosem.
- No dobrze... Tym razem Ci wybaczę... - mruknęłam wywołując u chłopaka głośny śmiech.
- Martwiłem się o Ciebie. - szybko spoważniał.
- To... dobrze... - szepnęłam wpatrując się w jego oczy.
- Rose? - spytał po chwili.
- Tak?
- Lubisz mnie? - c o ?
- Hmmm... chyba tak... A ty?
- Chyba tak... - szepnął bliżając swoje wargi do moich. musnął je lekko patrząc się w moje oczy. Chyba pierwszy raz pocałowł mnie tak... delikatnie.
- Chyba na pewno Cię lubię... - szepnął przyciągając mnie do siebie. Musnęłam jego usta.
- Ja Ciebie też. - pogłębiłam pocałunek.

_____________________________________
Wiem, że krótki, ale  m u s i a ł a m  tu skończyć.
Dzisiaj albo jutro będzie kolejny.
IM WIĘCEJ KOMENTARZY, TYM SZYBSZE I DŁUŻSZE ROZDZIAŁY!!!
Kooooocham Was :)
Iiii.... tweetujcie: #ShynessIsAdorableFF 



środa, 5 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9.


* Rose *

- H... Harry... - jęknełam próbując odepchnąć chłopaka.
- Dlaczego nie chcesz być moja? - warknął.
- Ja... Ja cię nie znam. - odsunął się.
Westchnęłam głośno.
- Proszę. - podał Mi kubek z gorącym kakaem. (nie wiem, jak się to pisze xd )
Bez słowa wziął swój kubek i poszedł w nieznanym Mi kierunku.
O co Mu chodzi!? Powiedziałam prawdę, a On zachowuje się jak baba z okresem.
- Idziesz czy nie!? - krzyknął a ja podążyłam za jego głosem.
Weszłam do dużego pomieszczenia z basenem. Na ścianie położone były miętowo - białe kafelki, podobnie jak na podłodze. Za basenem stały drewniane leżaki z małymi stołeczkami obok. W rogu stało kilka zielonych, liściastych kwiatów. Moją uwagę skupiłam na ostatnim leżaku, gdzie leżały rozrzucone ubrania, a obok nich, na stoliku stał kubek z kakao. Spojrzałam na basen, ale nigdzie nikogo nie było. Gdzie On jest!?
- Cholera! - krzyknęłam gdy poczułam na moich biodrach zimne ręce.
Usłyszałam za sobą głośny chichot.
- Jesteś dupkiem Styles! - krzyknęłam i walnęłam chłopaka w ramię.
- Ojej, nie dąsaj się gąsko!
- Jak ty mnie nazwałeś? - zaśmiałam się głośno.
- Gąskom. - również się zaśmiał.
- Dlaczego?
- Nie wiem. - wzruszył ramionami.
Pokręciłam z niedowierzaniem głowa.
- Idziesz popływać? - spytał kierując się w stronę wyskoczni.
- Nie mam stroju.
- Och, czyli pod tym ubraniem nic nie masz... - przygryzł dolną wargę.
- Mam, ale... nie będę pływać w bieliźnie.
Skoczył do wody i podpłynął do brzegu.
- Dlaczego? - spytał odgarniając włosy do tyłu.
- Pieprz się Harry.
- Z Tobą zawsze kochanie. - uśmiechnął się cwaniacko.
Przeszłam przez całą długość basenu a Harry płynął równo ze mną. Usiadłam na leżaku obok jego ciuchów i położyłam kakao na stoliku uprzednio wypijając trochę.
- No dalej! - krzyknął, a echo jego głosu rozniosło się po całym pomieszczeniu.
- Spadaj! - wzięłam kubek w ręce i zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam ujrzałam przed sobą Harry'ego z cwaniackim uśmieszkiem.
- Harry co ty... - nie skończyłam ponieważ chłopak przełożył mnie przez ramię. - Styles, ty dupku, puść mnie! - zaczęłam krzyczeć i walić pięśćmi w Jego plecy.
Po chwili staliśmy przy brzegu.
- Masz ostatnią szansę...
- Styles! - Harry zrobił krok do przodu i obaj wpadliśmy do wody.
- Ciesz się, że nie miałam telefonu w kieszeni, bo już byś nie żył! - krzyknęłam gdy się wynurzyliśmy.
- Byłaby to piękna śmierć w Twoich ramionach.


________________________________________
CZYTASZ - KOMENTUJ!

ROZDZIAŁ 8.



- Harry! - krzyknęłam, myśląc, że stanie. - Harry! - powtórzyłam gdy szedł dalej. Szedł tak szybko, że musiałam biec aby za nim nadążyć. Boże, gdzie On idzie i czy On musi tak szybko chodzić !?
- Harry, proszę, stój, nie jestem taka szybka jak ty! - przystanęłam na chwilę żeby złapać powietrze.
Chłopak przeszedł przez parking i podszedł do czarnego Range Rover'a, na szczęście lub nie stanął przy nim i oparł się o maskę samochodu. Podbiegłam do niego i przyklękłam znowu łapiąc oddech. Jestem wysportowana, przynajmniej tak myślę, ale On naprawdę szybko chodzi!
Loczek wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
On pali!?
Zaciągnął się papierosem, a po chwili duży dym wyleciał z jego ust. Zaczęłam kaszleć, a chłopak zaśmiał się pod nosem.
- To nie jest śmieszne. Psujesz sobie płuca. - mruknęłam wstając.
- Ojejciu, jakby mnie to obchodziło. Najwyżej umrę wcześniej, co za problem.
- Nie mów tak.
- Dlaczego!? - krzyknął. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nie pytajcie się, czemu zrobiłam to co zrobiłam. Nie pytajcie się czemu, po prostu, miałam taką ochotę.

* Harry *

- Dlaczego!? - krzyknęłem. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nagle poczułem jak jej chude, delikatne ręce owijają się wokół mojego brzucha. Jej twarz przytulona była do mojej klatki, a drobne dłonie masowały moje plecy.
Była słodka.
Wyrzuciłem papierosa którego trzymałem w dłoni i zdeptałem go podeszwą mojego trampka. Zawahałem się, ale po chwili objąłem ją i wtuliłem twarz w jej włosy, które pachniały wanilią. Wiedziałem, że była zdziwiona.
Rose jest taka słodka. Czasami mam ochotę ją pocałować i... nie ważne. Ale wiem, że nie mogę.
Ona jest zbyt delikatna. Ona jest jak róża, trzeba uważać, żeby nie zgnieść jej płatków które są różowe, jak jej puliczki  kiedy się rumieni. Ona nie jest jak większość lasek, z którymi się "spotykałem". Jeśli wogóle można to tak nazwać.
Nie wiem, co i dlaczego, ale coś mnie do niej ciągnie. To... nie da się tego wyjaśnić. Może po prostu mam dość tych wytapetowanych lasek, napalajacych się na mój widok. To żałosne. Ślinią się na Twój widok, jakby nigdy nie widziały mężczyzny. Dziwki. Myślą, że pokręcą trochę dupą i będą miały każdego. Przepraszam, ale już Mi się to trochę znudziło.
Wzdychnęłem głośno.
Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami. Jej mina była zatroskana.
- Przepraszam. - szepnęła mi do ucha i odsunęła się powoli.
Wracaj. 
Oparłem się o maskę samochodu i usiadłem na niej.
- Jedziesz ze mną? - spytałem ukradkiem na nią spoglądając.
- G-gdzie? - zaśmiałem się cicho.
- Pokaże Ci pewne miejsce... Wsiadaj! - rzuciłem i wsiadłem.
Dziewczyna weszła do środka i pośpiesznie zapięła pasy.
- Pierwszy raz idę na wagary. - rzuciła gdy odjechaliśmy spod szkoły.
- I pewnie nie ostatni. - zaśmiałem się a dziewczyna rzuciła mi groźne spojrzenie.
- Gdzie jedziemy? - spytała ponownie wyraźnie zirytowana.
- Do mnie.
Więcej się nie odzywała. Oparła głowę o okno i patrzyła gdzieś w dal.

*

- Kakao. - odpowiedziała.
- Dobry wybór. - zaśmiałem się.
Rose oparła się o blat i patrzyła na moją "pracę". Odwróciłem się i spojrzałem na nią, a ta szybko odwróciła wzrok.
- Jesteś słodka, wiesz? - spytałem kładąc ręce na blacie zamykając ją w pułapce. Zarumieniła się.
- Taka nieśmiała... - podniosłem jej podbródek tak, aby spojrzała Mi w oczy.
Nie zrobiła tego. Jeździła wzrokiem po całej kuchni.
Pocałowałem ją łapczywie. Położyła swoją malutką dłoń na mojej klacie próbując mnie odepchnąć, ale, niestety skarbie, jestem silniejszy.





_____________________________________
Przepraszam, że tak długo, mam nadzieję, że Mi wybaczycie! <3
Czytasz, komentuj, karmiąc mnie w ten sposób weną! xx



niedziela, 26 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7.

Ubrałam się w dżinsowe spodenki z serduszkami i białą koszulę bez rękawów, a włosy jak zwykle zostawiłam rozpuszczone. Na szczęście jest ciepło, więc mogłam sobie pozwolić na taki strój.
Zjadłam tosty które przygotowała mi mama i zgarniając resztę rzeczy wyszłam z domu. Słońce dawało lekkie ciepło. Podoba mi się taka pogoda, która jest zadziwiająca jak na Londyn.
- Cześć piękna. - gdy wyszłam z domu przywitał mnie głos z chrypką.
- C.. Co ty tu robisz? - spytałam mijając go w uliczce.
Jest szybki więc dorównał Mi kroku.
- Przyszedłem po Ciebie. - powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Wiesz, trafiłabym bez Twojej pomocy. - mruknęłam a chłopak zaśmiał się głośno.
- Jesteś urocza.
- Powtarzasz się Styles.
- Ojejciu, przepraszam jesteś... hmmm... zajebiście seksowna. - zarumieniłam się. - Nie wstydź się, to prawda kochanie.
- Nie mów na mnie kochanie! - fuknęłam, a on zaśmiał się jeszcze głośniej niż poprzednio.
- Nie tak ostro, poczekaj, aż znajdziemy się w łóżku. - uderzyłam go w ramię, ale nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia.
- Nie obrażaj się na mnie słoneczko. - dźgnął mnie w bok z czego mimowolnie się zaśmiałam.
- Ooo... księżniczka wie co to śmiech! - dźgnął mnie jeszcze raz.
- Nie mów tak na mnie! - dźgnęłam go w dołeczek w policzku, który moim zdaniem, był bardzo słodki.
Stop, Rose, Harry wogóle nie jest słodki!
Chłopak zatrzymał się, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Stało się coś? - spytałam zaniepokojona.
- N... Nie. - powiedział łapiąc się za policzek.
Zbliżyłam się do niego o krok, nie wiedząc o co Mu chodzi.
- Chodźmy. - powiedział ostro wymijając mnie na chodniku. Nawet nie obejrzał się, czy za nim idę.
O co mu do cholery chodzi!?
Przez wszystkie lekcje zastanawiałam się o co chodzi Harremu.
Coś z Nim nie tak?
Może to przez to, że Go dotknęłam?
Nie, to na pewno, nie to.
Wreszcie, lub nie nadeszła pora lunch'u.
Weszłam do jadalni, jak zwykle z Niall'em i razem dosiedliśmy się do stolika Jego przyjaciół. Siedziałam na przeciwko Harrego, chociaż nie za bardzo chciałam.
- Jesteście z Niallem parą? - spytała Jasmine.
Zakrztusiłam się jogurtem który właśnie miałam w buzi. Spojrzałam na Loczka, miał zaciśniętą szczękę.
- Nie... - odparł Niall, również zaskoczony Jej pytaniem.
- Och, tak myślałam, bo cały czas ze sobą chodzicie, gadacie i wogóle...
- Źle myślałaś. - warknął Harry, przez co wszyscy spojrzeli się na Niego zdziwionym wzrokiem, a On jak gdyby nigdy nic, dalej jadł swój lunch.
Co to miało być!?
- Masz coś na myśli? - Jasmine odgarnęła swoje blond, tlenione włosy za siebie z zaciekawieniem spoglądając na Harrego.
Wszyscy patrzyli to na mnie, to na Niego. Czułam jak poliki zaczynają mnie piec.
- Nie, skądże. Myślę, że Rosalie nie pasuje do Niall'a. - mruknął spoglądając Mi w oczy.
- A niby do kogo? - ciągnęła dalej dziewczyna.
- Jesteś bardzo ciekawska wiesz? - uciął temat.
Jeszcze przez chwilę przy stoliku panowała cisza, po czym wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć.
Wyciągnęłam telefon.

CO?
Niby o co mam być zazdrosna?
Proszę państwa, Harry Styles, największa zagadka wszechświata.
Spojrzałam na Niego. Wpatrywał się w moje oczy, ale nie umiałam z nich wywnioskować. Żartuje ze mnie, czy co?
Rzuciłam telefon spowrotem do torby. Podparłam głowę ręką i wpatrywałam się w niego, a On we mnie.
Po chwili Jasmine pomachała Loczkowi ręką przed twarzą. Zignorował to. Szepnęła Mu coś na ucho po czym momentalnie się spiął. Jego szczeka była zaciśnięta, kostki pobielały, a powieki były mocno zaciśnięte.
Co Ona Mu powiedziała!?
- Radziłbym Ci odejść, bo może się to dla Ciebie źle skończyć. - warknął w Jej kierunku nadal nie otwierając oczu. Jej twarz momentalnie z rozbawionej zmieniła się w wystraszoną.
Wszyscy patrzyli się w Ich kierunku.
Mruknęła niezadowolona, po czym wyszła ze stołówki.
Harry otworzył oczy i zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem. O co mu znowu chodzi!?
Co Ona Mu powiedziała!?
Wyszedł ze stołówki przewracając przy tym krzesło. Nic nie mówiąc spakowałam swoje rzeczy i ruszyłam w Jego kierunku.
Wychodzi ze szkoły!?
________________________________________________
HEEEEEEJJKAAAA! 
To ostatni rozdział w ten weekend. :( Nie jestem pewna, czy dodam coś w tygodniu. Wiedzcie, że dodaje rozdział zawsze jak mam dostęp do komputera.  Mam nadzieję, że Mi wybaczycie! :) :) :)
Jeśli czytasz, komentuj, bo to duuuuża motywacja!

ROZDZIAŁ 6.

Czy to jest normalne?
Wejść.
Mówić dziewczynie o własnych fantazjach erotycznych.
Pieścić.
Wyjść bez słowa.
W co on ze mną pogrywa?

Leżałam na łóżku zastanawiając się o co chodzi Harremu. Jakie on ma wobec mnie zamiary.
Och, na pewno nie będę jego dziewczyną, miłością, tą w której się zakocha.
Na pewno, dla niego będę laską do zabawy.
Znudziły Mu się wytapetowane dziunie? Teraz chce zwyczajną, nieśmiałą, niczemu winną dziewczynę, o która będzie mógł zawalczyć, bo nie odda Mu się od razu?
Żałosne.

Wibracja telefonu przerwała moje rozmyślania.

A ja nie. 
Serio, mam być tą kolejną? Nie chce i nie mam zamiaru.
Ani odwagi, no ale to już inna sprawa.
Jest jeszcze jedna sprawa, którą staram się wyrzucić z mojej głowy. Choćbym nie wiem jak nie chciała tego mówić.
On jest seksowny.
Och, wiem, to żałosne.
Ale tak jest i nikt temu nie zaprzeczy.
On jest typem Bad Boy'a.
A to jest jeszcze bardziej pociągające.
Ugh, o czym ja myślę!
Nie serio.
Podobało mi się to nasze dzisiejsze "spotkanie".
Jestem żałosna.
No, ale to już od urodzenia.
Niestety, mimo to, że jest seksowny, bardzo się go boję. Nie wiem do czego jest możliwy. Może mnie zgwałcić. Nie chcę, żeby nasza "znajomość" posunęła się za daleko. Boże jeśli moja mama dowiedziałaby się o dzisiejszej sytuacji... Nie mówię już nawet o moim ojcu, którego i tak prawie wcale nie ma w domu. Biznesmen, nigdy nie ma czasu dla rodziny.
Mama zresztą też nie spędza dużo czasu w domu. Na przykład teraz, zamiast siedzieć ze mną i oglądać telewizję jak normalna rodzina ona jest w pracy i wróci grubo po północy.
Żałosne.
Ale prawdziwe.
Wzięłam szkicownik i zaczęłam rysować. Uwielbiam to robić. Pamiętam, jak byłam mała i rysowałam kwiatki na łące. Zawsze przychodziłyśmy tam z moją nianią Louise. Ale to nie było w Londynie, tylko w Holmes Chapel. Chcę tam wrócić. Wtedy rodzice pracowali TROCHĘ mniej. Miałam przyjaciół... chłopaka...
To co, że chodziłam do podstawówki. Był dla mnie wszystkim. Dzisiaj nie pamiętam nawet Jego imienia. Pamiętam, że miał piękne, zielone oczy.


_________________________________________
Hejka! Dedykuję ten rozdział @Znaleziona69 która właśnie spamuje mi na TT, jaki to mój blog nie jest wspaniały i wgl. DZIĘKUJĘ KOCHANIE! Kooooocham Was mocno!
Wogóle, jaram się, bo follownęli mnie Rose i Harry z Polskiego konta ff Psychotic i pisałam sobie z nimi na Twitterze!!! *o* Normalnie kdugfkgskfgkuerg <333
DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY KOMENTARZ, POD ROZDZIAŁEM, LUB ZA OPINIE NA MOIM TT (OŻYWIACIE MI INTERAKCJE) ;D

ROZDZIAŁ 5.

*

- Mamo, jesteś w domu!? - krzyknęłam na wejściu.
Cisza. Poszła do pracy.
Weszłam do kuchni i przekręciłam pokrętłem, w celu podgrzania zupy. Uwielbiam rosół. Rzuciłam torbę na krzesło, po czym skierowałam się do salonu i włączyłam telewizor. Jak zwykle, nie leciało w nim nic ciekawego.
Zjadłam, wzięłam prysznic, odrobiłam lekcje.
O jejciu, moje życie jest takie ciekawe. Ach, ten sarkazm.
Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
- H... Harry? - po co otwierałam drzwi!? Zatkało mnie. Nie mogłam się ruszyć.
- Cześć kochanie. - mruknął do mojego ucha.
- S... Skąd wiesz... Gdzie mieszkam? - wyjąkałam z trudem. Pod wpływem jego oddechu moje ciało przeszły dreszcze.
- Też się ciesze, że cię widzę. - mruknął oblizując wargi.
- Czego chcesz!? - wysiliłam się na stanowczy ton.
Ignorował mnie. Wszedł pewnym krokiem w głąb mieszkania. Poszłam za nim, bojąc się, żeby nic nie zrobił.
- Wyglądasz bardzo seksownie w TYM stroju. - skomentował, wskazując na mój krótki, różowy szlafrok i papcie misie. Zarumieniłam się zawstydzona.
- D... Dasz mi chwilę, żebym się przebrała.
- Nie, tak wyglądasz dobrze. Brałbym Cie tu, teraz na blacie, gdyby nie to, że pewnie za chwile przyjdzie tu ktoś z Twoich rodziców. - zamurowało mnie. Moje poliki były pewnie teraz w kolorze buraka, ponieważ piekły cholernie. On nie ma skrupułów!
Spojrzał na mnie i się zaśmiał. Co go tak śmieszy!?
- Jesteś urocza.
- A ty bezszczelny. - bąknęłam.
- Mi to nie przeszkadza.
- Ale mi tak.
Zaśmiał się głośno.
- Och, skarbie, musiałabyś zobaczyć jakie fantazje erotyczne z Tobą w udziale są w mojej głowie, dopiero wtedy byś się przestraszyła.
CO!?
Zaczęłam dusić się powietrzem, a chłopak znowu się ze mnie zaśmiał. Czy on musi się ciągle chichrać!?
- Nie martw się. Nawet nie wiesz, jak bardzo się powstrzymuje, żeby Cię nie przelecieć. - podszedł do mnie bliżej. - Mógłbym Cię na przykład wziąść na blacie w kuchni... - czułam jak się pocę. Było mi masakrycznie gorąco.
- Mógłbym sprawić, że poczułabyś się lepiej niż kiedykolwiek. - szepnął mi do ucha, a mnie przeszły ciarki. Moje ciało zaczęło się trząść.
- H... Harry. - sapnęłam ostatkiem sił. Przejechał językiem wzdłuż linii mojej szczęki.
Boże, co on ze mną robi!?
- Jesteś cholernie seksowna. - mruknął zasysając skórę na mojej szyji. Egh, kolejna malinka?
Próbowałam go odepchnąć, ale niestety, nie jestem tak silna jak On. Nawet nie drgnął.
- H... Harry... - położył swoje ręce na moich biodrach.
- Och, Rosalie, wiem, że Ci się to podoba. - mruknął.
- Harry...
- Wiem, że mam rację.
Wiecie, co jest najgorsze?
Tak.
To mi się podobało.


______________________________________
Jejku, Harry w tym rozdziale taki akuebfkeubifalbfe *o*

Czytasz = Komentujesz