środa, 5 marca 2014

ROZDZIAŁ 16.


Niepewnie podążyłam za Harry'm. Chłopak walnął się na łóżko i obserwował co robię. Próbijąc nie zwracać na niego najmniejszej uwagi wyjęłam z torby bieliznę i ruszyłam w kierunku drzwi od łazienki.
- Gdzie idziesz? - chłopak przewrócił się na brzuch i perfidnie się na mnie gapił. To się nazywa przelecieć wzrokiem.
- Prysznic. - mruknęłam.
- Jesteś zła? - och, na prawdę? Nie, jestem zajebiście szczęśliwa, co za pytanie!
- Nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Skąd nasi rodzice i ta... no.. Gemma mnie znają!? Dlaczego się przytulali i wogóle!? Skąd ja Cię znam!? - podniosłam głos i zaczęłam wymachiwać rękami.
Spojrzałam na niego wyczekująco. Westchnął i podniósł się. Podszedł i zamknął mnie w objęciu.
- Nie wiem o co chodzi... - szepnęłam. Byłam masakrycznie roztrzęsiona, ale przynajmniej moja złość odpłynęła gdy mnie przytulił. Muszę przyznać, że jego ramiona działają kojąco.
- Wytłumaczę Ci spokojnie. Nie wiem, czy to dobre miejsce czy czas. Nie chcę, żebyś dowiedziała się przez przypadek o takim czymś. To... Hm.. Ważne.
- Harry... Nie sądzisz, że to źle trzymać mnie w niepewności? W pewnym sensie mnie okłamałeś.
Chłopak odsunął się odemnie i spojrzał mi w oczy. Po chwili odszedł i zaczał grzebać w mojej torbie. Zmarszczyłam brwi. Co On robi?
- Harry?
- Ciii... - grzebał dalej dopóki nie wyciągnął mojego ukochanego, zielonookiego misia.
- Jeśli masz zamiar się ze mnie śmiać... - zaczęłam ale nie dał mi skończyć. Musnął delikatnie moje usta.
- Poczekaj chwilę, nie ruszaj się stąd. - pocałował moje usta jeszcze raz i zostawił mnie samą z pluszowym misiem.
Chwila...

Czwórka dzieci siedziała przed kominkiem, a obok nich dwie starsze kobiety. Ogień dawał przyjemne światło, a muzyka cicho grająca w radiu pewien świąteczny nastrój. Kobiety szyły na drutach, a najstarsza dziewczynka w złocistych lokach recytowała głośno bajkę o Kopciuszku. Reszta dzieciaków wpatrzona była w czytającą z wielkim zapałem przysłuchując się opowieści.
Gdy dziewczynka skończyła czytać dzieci zrobiły niezadowolony grymas.
- Enily, przeczytaj jeszcze coś! - powiedziała dziewczynka w grubym warkoczu błagalnym tonem.
- No właśnie, ty tak ładnie czytasz! - rzuziła podobna do czytającej.
- Sądzę, że teraz powinna czytać Gemma. Ona też ładnie czyta! - dziewczynka wstała i podała książkę dziewczynce w warkoczu. Zamieniły się miejscami i bajka zaczęła się od nowa.
- Przeczytaj coś innego, ta bajka już mi się znudziła! - mruknął chłopiec z burzą loków na głowie.
- Dobrze, przeczytam Brzydkie Kaczątko. - dziewczynka przewróciła kilka kartek i zaczęła czytać.
- Emily, Gemma, Harry, Rose! - powiedziała jedna z kobiet śpiewnym głosem.
- Mamy dla Was prezent! - powiedziała  druga.
- Oh, a co to? - spytała najstarsza dziewczynka.
- Proszę, to dla Ciebie Gemma. - kobieta o imieniu Anne podała dziewczynie niebieskookiego, beżowego misia. 
- Harry... - lokaty chłopiec otrzymał ciemnego, brązowego misia o zielonych oczach.
- Emily, Skarbie.. - w jej rękach wylądował złoty miś o szarych oczach.
- No i Rosalie, oto Twój pluszak! - śnieżnobiały, niebieskooki miś wylądował w delikatnych rączkach dziewczynki. Pogładziła go, a na jej twarzy zajaśniał szczery, duży uśmiech.
- Dziękuję Mamusiu, dziękuję Ciociu! - uściskała obydwie kobiety.

Pamiętam skąd mam tego misia... Pamiętam Anne... Pamiętam Harry'ego... Gemmę... Emily! Moja kochana siostrzyczka! Tak dawno jej nie widziałam!

Po chwili Harry wrócił trzymając coś za plecami. Usiadł obok mnie a zza pleców wyjął misia o turkusowych oczach. Spojrzałam na mojego - miał szmaragdowe, małe kamyczki. Podniosłam głowę i ujrzałam zatroskane oczy Harry'ego.
- Dlaczego mój ma zielone, a Twój niebieskie? - spytałam cicho.
- Daliśmy je sobie, gdy się rozstaliśmy. Gdy się przeprowadziłaś. Żeby zawsze być ze sobą. Obiecałem, że kiedyś się odnajdę...
- I zrobiłeś to... - szepnęłam. Przytaknął nieśmiało.
- Jeśli coś obiecuję, robię wszystko, żeby to spełnić. - zapadła chwila ciszy.
- Ale... Skąd wiedziałeś, że to ja?
- Na początku nie wiedziałem. Twoje oczy... wydawały Mi się znajome... Takie same, jak wtedy, gdy byliśmy małymi dziećmi.
Wpatrywałam się chwilę w jego oczy. One też są takie same. Odkąd pamiętam, były dojrzałe. Jeśli można tak powiedzieć o oczach. Przyjrzałam się uważnie jego twarzy - rozluźniona szczęka, nos, policzki, szczęka, usta... Malinowe, wąskie, ale jednocześnie pełne usta. Wróciłam na chwilę do jego oczu. Wpatrywał się w każdy mój ruch. Wróciłam do jego ust, a potem spowrotem do oczu. Nadal patrzył. Chciałam ponownie zjechać wzrokiem na jego usta, ale przywarł nimi do moich. Odwzajemniłam pocałunek rozchylając lekko usta. Językiem najpierw oblizał moje wargi, by potem zająć się wnętrzem. Położyłam się na plecach, a ręcę położyłam na jego karku pociągając go za sobą. Jego ręcę powędrowały na moje uda.
Podobało mi się.
Usłyszałam pukanie do drzwi i pociągnięcie za klamkę. Szybko odepchnęłam Harry'ego i wyprostowałam się do pozycji siedzącej.
- Rose, ja... Och, przepraszam! - O mój Boże, to Anne. - Ja... Pójdę już... - szybko zamknęła za sobą drzwi.
Lepiej być nie mogło.



___________________________________________
O MÓJ BOŻE PRZENAJŚWIĘTSZY!
Do Kingi i Weroniki:
Obiecałam miśki, więc macie, małe spojlerowce! xD
Mam nadzieję, że Wam się podobało, hyhyhy
DZIĘKUJĘ, ZA MIŁE SŁOWA NA TWITTERZE, KOOOCHAM WAS PO PROSTU! *huuuuuug*

wtorek, 4 marca 2014

ROZDZIAŁ 15.


Harry przytulił mnie powitalnie.
- Później Ci wszystko wyjaśnie. - szepnął Mi do ucha.
- Dlaczego nie teraz? - spytałam cicho. O co w tym wszystkim chodziło!?
- Później. Nie teraz. - puścił mnie.
Podeszliśmy do stolika, oczywiście Harry MUSIAŁ mieć miejsce obok mnie, ale z drugiej strony uspokajało mnie to, nie musiałam słuchać jego rozgadanej siostry której nie roumiałam.
Skąd Oni mnie znają?
Przyjaźnią się z moimi rodzicami?
Z RODZICAMI HARRY'EGO!?
Chwila, chwila, Harry mówił coś, że ma siostrę... Gemmę... To jest Gemma. Okej, czyli nie kłamał.
Ale dlaczego, do cholery jasnej nie powiedział Mi o tym, że mnie zna i... Skąd On mnie wogóle zna!?
Oj, Harry będziesz miał dużo tłumaczenia, mały skurwielu!

*

Wysoka blondynka z szarymi oczami postawiła przedemną kieliszek szampana. Bąbelki wznosiły się ku górze wydając charakterystyczny dźwięk.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niej słabo. Odwzajemniła mój gest, a wyraz jej twarzy wyrażał współczucie.
Podniosłam głowę rozglądając się wokół siebie.
Mama zawzięcie rozmawiała z Anne (?). Tak, chyba Anne.
Tata rozmawiał z tym... no... Dresem? Yyy... nie... O! z Des'em!
Chwila, Oni nie siedzieli gdzie indziej? Zresztą, walić to.
Spojrzałam na Emmę. Jej wzrok uparcie spoczywał na osobniku obok mnie. Przygryzała dolną wargę co chwila ją oblizując.
Chciałaś być seksowna skarbie, ale chyba coś Ci nie wychodzi.
Podążając za jej wzrokiem natknęłam się na Styles'a wpatrującego się we mnie. Uniosłam pytająco brew. Spojrzał najpierw na Em, potem wrócił do mnie.
- Jesteś na mnie zła? - spytał udając niewiniątko.
Spierdalaj Harry, to na mnie nie zadziała.
- Tak. - powiedziałam ostro wzrokiem wracając do sałatki która leżała na moim talerzu nienaruszona od jakiś 20 minut.
- Dlaczego? - szepnął do mojego ucha. Jego oddech wywołał ciarki na moim ciele, co widocznie Mu się spodobało.
- Nie udawaj niewiniątka, to na mnie nie działa. Jestem na Ciebie masakrycznie wkurwiona i dopóki nie otrzymam wyjaśnień dalej będę. - jego ciało momentalnie się spięło. - Zresztą, co Cię to obchodzi. Nie jestem Twoją dziewczyną, ani nawet przyjaciółką. - wkurwił się. Widziałam to. Jego oczy przybrały ciemniejszą barwę, usta zacisnęły się w wąską linię.
- Emma, mogę Cię prosić do tańca? - spytał spoglądając w stronę tej fałszywej suki.
- Ymm... Pewnie. - ukryła swoją niepewność pod toną makijażu? Suka. Jeszcze bardziej wypnij te cycki, bo za mało ich widać.
Obserwowałam każdy ich ruch.
Dupek, suka, dupek, suka, dupek, suka, dupek, suka.
Przyglądając im się dłużej stwierdziłam, że Oni idealnie do siebie pasują. Była wysoka, wyższa odemnie, ale oczywiście nie od Harry'ego. Sięgała Mu do podbródka. Miała smukłą figurę, ale nie była hm... chuda. Czarne włosy sięgały jej do połowy pleców, a niebieskie oczy były tak wyraziste, że widziałam je z mojego obecnego miejsca. Muszę przyznać, że jak na dziwkę przezntowała się dobrze.
Oczywiście nie wyliczając jej skąpego 'ubrania' które raczej nie było dostosowane do okazji. Równie dobrze mogłaby tak wyjść na ulicę i łapać klientów.
Oj, Rosalie, czy ty jesteś zazdrosna?
Nie, nie nie! Nie jestem!

Po całych minionych wiekach w końcu wrócili do stolika.
To zazdrość Rosalie.
Nie! Nie...

Próbowałam ignorować go gdy usiadł, ale jego namolny wzrok jeżdzący po moim ciele wcale mi nie pomagał.
- Tato, pójdę już do swojego pokoju hotelowego, dobrze?
- Źle się czujesz? - spytał z troską.
- Nie, jestem po prostu troszeczkę zmęczona.
- Oh, dobrze idź.
- Może Harry cię odprowadzi? W końcu tyle tu osób, lepiej żeby nie stała Ci się krzywda. - kurwa, kurwa, kurwa. Jebana Anne musiała się wtrącić.
- Z przyjemnością, właśnie miałem się zbierać. - odparł z cwaniackim uśmieszkiem, wstając z miejsca i w geście kultury podając mi dłoń abym wstała. Oh, jakiś Ty kultularny Styles, naprawdę. Liczysz na jakąś nagrodę?

*

Szliśmy przez beżowy korytarz w zupełnej ciszy. On nie miał zamiaru rozpoczynać nowej kłótni, a ja byłam na niego za bardzo wkurzona. Spoglądałam na różne obrazy porozwieszane na ścianach. Nie interesowały mnie one, ale nie miałam gdzie podziać wzroku. Spojrzałam na numerki na drzwiach. Na szczęście, jeszcze nie daleko.
Po chwili staliśmy pod moimi drzwiami. Cholera, jakby się tu go pozbyć?
- Ymm... Chciałbyś wejść? Pewnie nie, więc do zobaczenia później... yy.. kiedyś tam, pa! - zaczęłam szarpać się z drzwiami które jak na złośc nie chciały się otworzyć. Co za gówniane drzwi! Usłyszałam za sobą głośny, gardłowy śmiech, a po chwili klamka uległa pod jego dotykiem.
- Z przyjemnością wejdę, jeśli mnie już pani zaprasza. - powiedział szelmowskim tonem i wszedł do środka.
Szykuje się ciekawy wieczór.



____________________________________
hyhyhy, ''Szykuje się ciekawy wieczór'' Taaa... Ciekawe, co będę robili, hahahah xD JA AKA ZBOCZUCH. xD
Nie no, wszystko na temat komentujcie itp. itd. i trele morele. 
Boże, powinnam się zgłosić do psychologa ;)
Narazie Kotki! :)

ROZDZIAŁ 14.


Możecie powiedzieć, że jestem idiotką, ale gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że będzie trzęsienie ziemi, powódź, zagłada świata, cokolwiek, co sprawiłoby, że nie musiałabym iść na to idiotyczne spotkanie biznesowe.
Ubrana w czarną sukienkę przed kolano z rozkloszowanym dołem i w wysokich, czarnych szpilkach przekroczyłam wraz z rodzicami próg Egerton House Hotel. Ojciec podał nasze nazwisko i starsza, wysoka blondynka poprowadziła nas do sali konferencyjnej która była zapełniona ludźmi 'wyższej rangi'. Czekam tylko, aż to się skończy, będę mogła usiąść w moim pokoju, w piżamie i niechlujnym koku, bez makijażu z popcornem w rękach oglądając jakiś fajny film. Oh, pani Johnsons! Jakże mi cholernie miło. Mówiłam wam już, że kocham sarkazm?
- Rosalie, ależ urosłaś! - zawołała swoim piszczącym głosem starszej pani.
- Tak, w końcu lata mijają. - posłałam jej najbardziej fałszywy uśmiech na jaki było mnie stać.
- Ja jestem tego najlepszym przykładem. - zaśmiała się ze smutkiem.
- Naprawdę? Jest pani w świetnej formie jak na swój wiek. - powiedziałam z ironią. Tata trącił mnie łokciem i posłał zamrażające spojrzenie. No co!?
- Oh, dziękuję Rosalie! - nie załapała.- O! Pani Stone! - krzyknęła i podeszła do jakiejś starszej babki. Czy ja jestem tu jedyną tak młodą osobą!?
- Byłaś dla niej nieuprzejma. - szepnął mi tata do ucha.
- Przepraszam! - bąknęłam. Jejku, to jakaś stara jędza! O co tyle hałasu!

*

Przywitaliśmy się chyba z ponad milionem osób! Nareszcie usiedliśmy na wyznaczonych nam miejscach. Aż cztery miejsca obok mnie były wolne, co oznaczało, że koś się pewnie spóźnia, albo jeszcze gdzieś chodzi. Mam nadzieję, że to miejsce zostanie puste do końca wieczoru.
- Rosalie! - usłyszałam cholernie piskliwy głos który przerwał moje rozmyślania o niczym. Cholera! Cholera! Cholera!
- Cześć Emma. - bąknęłam z fałszywym uśmieszkiem. Czy. Ona. Musi. Siedzieć. Akurat. Przede. Mną!?

*

- Hannah West!? - usłyszałam za sobą przyjazny, kobiecy głos wołający moją matkę. Ile jeszcze tych przywitań!?
- O Mój Boże! Anne!? - mama krzyknęła podekscytowana i wstała szybko z krzesła. Co ona robi!? - Jak dawno Cię nie widziałam! - pisnęła podekscytowana.
- Ja Ciebie też skarbie! - kobiety przytuliły się jak stare, dobre przyjaciółki. Mógłby Mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi?
- Jeremy? - męski przyjazny głos wywołał uśmiech na twarzy mojego ojca. Chwila, zaraz co, uśmiech!?
- Des! - mój. tata. przywitał. go jak. kumpla. Nie. biznesmena. kumpla. Co!? Co!? Co!?
- Rosalie, boże tak dawno cię nie widziałam! - kobieta uścisnęła mnie tak mocno, że przysięgam, chwila a zaczęłabym się robić purpurowa. Posłałam mojej mamie pytające spojrzenie, ale ta tylko uśmiechała się jakby była niedorozwinięta umysłowo. Boże.
- Ymm... Dzień Dobry pani... Anne... - bąknęłam nie wiedząc co mam powiedzieć.
Ta sytuacja była cholernie dziwna!
- Mamo, zostaw ją. - jakaś dziewczyna mniej więcej w moim wieku, może starsza odciągnęła ją odemnie. O dzięki Bogu!
- Oj, Gemma! Nie pamiętasz Rose!? Rose West!? - pisnęła podekscytowana. Zanim zdążyłam się obejrzeć Gemma (chyba) zaczęła mnie dusić. No cholera jasna!
- Boże Rossie! - ROSSIE!? Chwila, chwila, zaraz...
Pamiętam, że ktoś tak na mnie mówił.
Boże, przypomnij sobie!
- Ymm... cześć. - bąknęłam. Za sobą usłyszałam głośne chrząknięcie.
- Ojejku, przepraszam Harry, już daję Ci się przywitać! - dziewczyna odsunęła się odemnie. - W końcu tak dawno nie widziałeś swojej Rossie! - dziewczyna zaśmiała się cicho, a zza jej pleców wyłonił się Styles.
Co On tu do jasnej cholery robi!?



________________________________________
< przeprosiny zawierające 186235497213569463 (słownie pierdylion) stron>
AAAAA, PRZEPRASZAM ZA RAAAK DUUUŻY POŚLIZG!!!
Ale wiem, że mi wybaczycie hyhyhy xd
Pracuję nad zakładką bohaterowie, zobaczymy, czy mi wyjdzie ;)
Zastanawiam się, też czy nie zmienić Dan, El i Pezz na jakieś inne dziewczyny, ale nie wiem, lolz
Jak coś, to piszcie mi na tt: @CatHarry69 ;D
+ Nie bójcie się mnie pytać na TT kiedy rozdział, ja nie gryzę, a odpiszę Wam i będziecie wiedzieli :)
To chyba tyle...


YOLO SWAGOLO!!!!!


XDDDD
BOŻE... XDDD
HAHAHHAHAHHA




wtorek, 18 lutego 2014

ROZDZIAŁ 13.



Tak, jestem dziwna.
Tak, jestem idiotką.
Tak, jestem nieodpowiedzialna.
Tak, jestem po prostu dziwką.

*

Obudziłam się przytulona do czegoś twardego i ciepłego. Słońce raziło mnie w oczy więc podniosłam rękę do góry w poszukiwaniu poduszki którą mogłabym zakryć twarz, by odpłynąć dalej w objęcia Morfeusza. Natknęłam się na coś miękkiego, ale to z pewnością nie była poduszka. Niepewnie podniosłam głowę doznając lekkiego szoku.
- Jasna cholera Harry! - krzyknęłam odsuwając się od chłopaka. - C-Co my... Ja pierdziele.. Harry! - krzyknęłam wstając z łóżka, ale oczywiście MUSIAŁAM zahaczyć się o pościel i wywaliłam się jak kłoda na jeszcze zaspanego Loczka.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie musisz być taka ostra Rose. - zaśmiał się pod nosem i przetarł oczy podczas gdy ja prócowałam jak najbezpieczniej odsunąć się bez niepotrzebnego dotykania.
- Dlaczego jestem w Twojej koszulce!? - krzyknęłam spoglądając na niego zirytowana. Przeciągnął się ospale. Seksownie.
- Egh, spokojnie, do niczego między nami nie doszło skarbie. - próbował mnie przytulić i westchnął gdy się od niego odsunęłam. - Słuchaj, graliśmy w Prawda czy Wyzwanie, zaczęłaś prowokować Louis'a i wyszło na to, że najpierw musiałaś się rozebrać do bielizny i zostać tak do końca imprezy...
- Zrobiłam to!? - warknęłam zdenerwowana. Chłopak pokiwał twierdząco głową jakby bał sie mojej reakcji. - Mów dalej. - westchnęłam opierając się tyłkiem o parapet. Przygryzł wargę i kontynuował.
- A potem... - zrobił przerwę spoglądając na mnie niepewnie, ale posłałam Mu zdenerwowane spojrzenie. - Miałaś mnie pocałować przez 10 minut i cóż, chyba się trochę zagalopowałaś...
- W sensie!? - zmrużyłam brwi oczekując na najgorsze.
- Zaczęłaś Mnie tak jakby... podrywać i prowokować żebym się z Tobą przespał. - moja twarz spłonęła żywym ogniem więc zakryłam ją rękami.
- Potem bawiliśmy się dalej i zgarnęłem Cię przed jakimś gościem który zaczął się do Ciebie przystawiać. Wyrywałaś się, ale zaniosłem Cię tutaj i dałem koszulkę, żebyś nie leżała... no wiesz... pewnie czułabyś się niekomfortowo... - słuchałam go w skupieniu. - Chciałem wyjść, ale zaczęłaś coś mamrotać, żebym został, więc to zrobiłem i... między nami do niczego nie doszło.. - potarł kark dłonią.
Na jego twarze wymalowło się duże zdziwienie gdy objęłam go mocno w niedźwiedzim uścisku, ale po chwili widziałam, że poczuł ulgę i odwzajemnił uścisk.
- Dziękuję... - szepnęłam wprost do jego ucha.
- Nie ma za co piękna... - wyszczerzył się na co przewróciłam oczami.
- Mogę Ci zadać jedno pytanie? - odsunęłam się od niego lekko, ale wciąż siedziałam na jego kolanach. Czemu po prostu z nich nie zejdziesz Rose? Och, a może nie chcę!? - Dlaczego mnie nie... - zaczęłam gestykulować rękami.
- Przeleciałeś? - spytał rozbawiony, a ja kiwnęłam twierdząco głową rumieniąc się. - Ja... Nie wiem dlaczego Rose... Nie chciałem, żebyś potrm żałowała... - spojrzałam w jego oczy. Były zatroskane i... szczere.
Wiem, że tego chcesz Rose, zrób to.
Musnęłam lekko jego usta, po chwili ponawiając czynność. Gdy chciałam zrobić to ponownie przyległ swoimi wargami na stałe. Świetnie całujesz Styles.

Odsunęłam się od niego niepewnie i spojrzałam w jego oczy. 

- Ja... Chyba powinnam już iść Harry... - szybko zeszłam z jego kolan zanim zdążył zrobić jakikolwiek ruch.
Sięgnęłam po moją sukienkę która leżała na krześle, złożoną w idealną kosteczkę. Spojrzałam na nią niepewnie. Zupełnie nie mam ochoty jej zakładać.
- Dam ci coś czekaj. - powiedział czytając w moich myślach. Znowu oparłam się o parapet nie wiedząc co zrobić. Po chwili wróciłi wręczył mi getry we wzorek Ying - Yang. Wzięłam je niepewnie. A co jeśli należą do Jasmine!? 
- Nie martw się, są mojej siostry. - On mi naprawdę czyta w myślach. 

Chwila, On ma siostrę!?
- Masz siostrę? - spytałam marszcząc brwi.
- Tak, jest odemnie starsza, studiuje, dlatego rzadko bywa w domu.
- Jak ma na imię? - spytałam naciągając na nogi czarno - biały materiał.
- Gemma.
Gemma, Gemma, coś Mi mówi to imię.
- Podwieźć cię? - spytał zmieniając temat.

- Yyy... nie chcę robić kłopotu i tak już dużo dla mnie zrobiłeś... Wróce pieszo, mam niedaleko.
Kłamałam, tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem.
- Spoko, chodź. - podał Mi dłoń którą niepewnie objęłam.
Na dole widać było wyraźne pozostałości po wczorajszej imprezie. Wyszliśmy na dwór, a mnie owiało przyjemne, ciepłe powietrze. Chłopak otwarł Mi drzwi do czarnego Range Rover'a za co podziękowałam Mu uśmiechem. Podałam Loczkowi adres i po chwili staliśmy pod moim domem.
- Może... Chciałbyś wejść? - spytałam z uśmiechem. W duszy dziękowałam za to, że moi rodzice są w pracy.
- Ja...
- Proszę... - przeciągnęłam, a On uśmiechnął się i skinł głową.

*

- Tak, tato, dobrze. - powiedziałam rzucając się na łóżko. - Tak, będę kultularna dla tej starej ropuchy. - przewróciłam oczami.
- Dobrze przepraszam, nie będę już tak mówić na panią Johnsons. Ta... będę gotowa. A gdzie jest to przyjęcie? Egh, przepraszam - spotkanie biznesowe. Taaa... Jejku, a gdzie to jest? Yhymm, dobra pogadamy póżniej, jest u mnie kolega... Ta... Też cię kocham tato... Yhym, pa... - rzuciłam telefon na łóżko i westchnęłam głośno.
- Stało się coś? - mruknął Harry przeglądając jakieś rzeczy na biurku.
- Kolejne spotkanie biznesowe mojego ojca na które ja NIESTETY muszę iść. - mruknęłam.
- Też idę w niedziele na spotkanie z moimi rodzicami, nie martw się, nie jesteś jedyną która ma rodziców biznesmenów. - zaśmiał się cicho.
- I jeszcze będzie ta suka... Emma... - prychnęłam.
- Emma? Wysoka, szczupła, czarne włosy, mocno pomalowana...?
- Taaaak... - przeciągnęłam. - Znasz ją?
- Taaa... - odpowiedział niechętnie. - Ty to malowałaś? - uniósł do góry kilka moich obrazów.
- Tak, nie oglądaj ich.
- Dlaczego? - próbowałam wyrwać je z jego rąk, ale Mi się to nie udało. - Są piękne. - uśmiechnął się do mnie, a w jego policzkach ukazały się małe dołeczki. Słodkie. 
- Zostaw. Je. Do. Jasnej. Cholery. Bo. Zrobię. Ci. Krzywdę. - przymknęłam oczy, żeby się uspokojić.
- Krzywdę powiadasz? - spytał z cwaniackim uśmieszkiem.
- Zostaw te cholerne obrazki! - krzyknęłam. No kurde, zostaw je człowieku, jesteś głuchy czy nienormalny?
- Co mi zrobisz? - c h o l e r a.
Nie mogąc wymyślić nic innego, zaczęłam go łaskotać.
- Cholera, Rose, przestań! - Harry śmiał się na głos.
- Chciałbyś - odparłam rozbawiona.
- Spadniemy! - wydyszał między śmiechem.
- Najwyżej, nie odpuszczę Ci.
Dobra, miał rację. Troszeczkę bolało. Ale było fajnie. Siedziałam na nim okrakiem, nie pozwalając Mu na chwilę wystchnienia. Wił się podemną rozbawiony, lecz nie przewidziałam jednego ruchu. Po dosłownie sekundzie leżałam pod nim z unieruchomionymi nadgarstkami.Cholera.
- Chcesz zemsty? - spytałam z przerażeniem. Pokiwał twierdząco głową. - Ja nie lubię łaskotania!
- Nie będę Cię łaskotał. - wydyszał, a ja zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co Mu chodzi.
Poczułam jego wargi na moich. O Mój Boże. Pełne, malinowe usta. Idealne usta. Na moich. Przejechał językiem po moich wargach i wsunął język do moich ust gdy lekko je uchyliłam. 

Rozpłynęłam się. 
Na pewno to nie jego pierwszy raz, bo całuje perfekcyjnie. Poczułam się głupio, ze względu na to, że ja raczej nie jestem dobra w tych klockach. Po chwili odsunął się odemnie, ale nadal dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Niepewnie otwarłam oczy, napotykając się na jego, piękne, zielone tęczówki. Niestety, nie mogłam z nich nic odczytać.
- Harry... - szepnęłam w nadzieji, że wyczytam z jego twarzy jakiekolwiek emocje.
- Shhh... - jeszcze raz musnął moje usta.
- H-Harry... Może zostaniesz na noc?

____________________________
Hahahahha, Rose, co Ty odpierdzielasz XDDD
WIEDZIAŁAM MAŁE ZBOKI, ŻE POMYŚLICIE, ŻE HARRY I ROSE SIĘ TEN-TEGES HAHAHAH XD 
Nie, nic. xD
Zdajecie sobie sprawę, że powinnam się dzisiaj uczyć, ale zamiast tego pisze Wam rozdział c'nie? Zapuszczam się ludzie xD Hahahah, nic. ;)
IIIIIIIIIII.... JESZCZE JEDNA SPRAWA!
MAMY PONAD 1000 WYŚWIRTLEŃ!!!
akywgfljyfgqeyfifwiyieywfifiaifwliq BOŻE, NAWET NIE WIECIE, JAK SIĘ CIESZĘ! aefasdhafsjafyuaswuufyywyewj KOCHAM WAS HYHYHY XD


piątek, 14 lutego 2014

ROZDZIAŁ 12.



* perspektywa Rose *

Siedziałyśmy u mnie w pokoju i wybierałyśmy sukienki. Powinnam raczej powiedzieć, ja leżałam na łóżku i czekałam aż dziewczyny mi coś wybiorą. Cały czas pokazywały Mi wszelkiego rodzaju sukienki, ale po chwili decydowały się na inne. Stwierdziłam, że to nie ma sensu, więc poszłam brać prysznic, rozkazując im, aby w tym czasie zdecydowały się na coś. Może to zadziała. Wzięłam prysznic, ubrałam świeżą bieliznę i wyszłam z łazienki zarzucając na ramiona satynowy szlafrok.
- I co wybrałyście? - spytałam zakładając moje papcie - misie.
- Popatrz tylko! - pisnęła zachwycona Pezz rzucając we mnie krwistą, czerwoną sukienkę. Spojrzałam na nią i przyłożyłam do ciała.
- Jest okej. - uśmiechnęłam się do nich.
- Jest zajebiście seksowna! - rzuciła Dan, na co wszystkie parsknęłyśmy śmiechem.
Po układaniu fryzur, makijażu i tym podobnych W KOŃCU wyruszyłyśmy na imprezę. Na szczęście kierował Liam, ponieważ z tego co się dowiedziałam i tak nie może pić. Coś tam z problemami zdrowotnymi, nie wnikam.

*

 Stanęliśmy przed ogromnym, nowocześnie urządzonym domem z którego słuchać było głośną muzykę. Wokół chodziło wiele skąpo ubranych lasek, ubranych aż/jedynie w mały skrawek materiału. Większość była już lekko wstawiona.

*

- No to za... wieczną młodość! - krzyknął Louis i chyba po raz setny wznieśliśmy toast. Moja podświadomość nie działała już zbyt dobrze. Kręciło mi się lekko w głowie, a wódka wypalała moje gardło. Tańczyłam z kilkoma chłopkami których nie znałam i gadałam z dziewczynami o różnych dziwnych na trzeźwo rzeczach, które teraz wydawały się być całkiem normalne.
- Poooograjmy w coś, nuuudzi Mi się! - zaczęła bełkotać Pezz która była już mocno wstawiona. Zresztą, wyglądałam pewnie tak jak Ona.
- A w co niby? Zassaj i dmuchnij? - zaśmiał się Louis.
- Nie, raczej nie chcemy powtórki z ostatniego razu. - zaśmiał się Niall. - Co nie Harry?
- Spierdalaj blondynku. - warknął Harry i wszyscy oprócz mnie i niego zaczęli się śmiać. O co im chodzi?
- No to może prawda czy wyzwanie? - zaproponowała El.
- Znoowu? - zajęczał Zayn.
- Masz lepszy pomysł kutasie? - syknęła. Zaśmiałam się.
- Dobra, zagrajmy w prawda czy wyzwanie! - Niall prawdopodobnie uratował nas przed ich słowną potyczką.
Usiedliśmy w kręgu, a na środku postawiliśmy butelkę. Zaczęliśmy grać.

*

- Och, przykro mi Rose, Twoja kolej. - zaśmiał się Lou.
- Nie śmiej się ze mnie! - fuknęłam.
- Och, po prostu nie wierzę, że mogłabyś zrobić takie zadania typu rozbieranie, picie, całowanie. - zadrwił.
- Możesz Mi nawet dać dwa wyzwania i zrobię je bez problemu. - zaśmiałam się.
- Dobrze, Rose, przyjmuję wyzwanie. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. - Ktoś ma jakiś pomysł?
Zayn szepnął Mu coś na ucho, a ten uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Zadanie pierwsze. Zdejmujesz wszystko do bielizny i zostajesz tak do końca imprezy. - jego mina wręcz mówiła: "Nie zrobisz tego". No to się zdziwisz, Tomlinson.
Bez słowa wstałam, złapałam za końce sukienki i przełożyłam przez głowę rzucając materiałem w twarz zdumionego Tommo.Jak gdyby nigdy nic usiadłam spowrotem czując na sobie wzrok wszystkich zebranych.
- Gdybym nie miał dziewczyny... - zaczął jakiś chłopak, ale blondynka obok niego szturchnęła go w ramię, więc nie dokończył. Uśmiechnęłam się z triumfem spoglądając na Harry'ego. Wygloądał jakby zobaczył ducha, na zmianę otwierał i zamykał usta. Zaśmiałam się z jego reakcji i wróciłam wzrokiem do Louis'a.
- I co teraz skarbie? - podniosłam jedną brew.
Powiecie teraz pewnie, że jestem kompletnie szalona, łatwa i co tam jeszcze, ale nie, ja jestem po prostu pijana i nie wiem co się ze mną dzieje.
Spojrzał na mnie a potem na wszystkich zebranych i zatrzymał się Na Harry'm.
- Musisz pocałować Styles'a... - napój alkoholowy z mojej buzi wylądował spowrotem w szklance. - Przez minimum 10 minut.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknęłam i spojrzałam na Harry'ego. Był równie zdziwiony co ja.
- Oh, tak myślałem, że tego nie zronisz. - parsknął śmiechem, a we mnie się zgrzało. Dupek, cham, kutas, idiota, palant.
- Dobrze, zrobię to. - zaczęłam czołgać się w stronę Harry'ego a głosy wszystkich ucichły i wszyscy patrzyli teraz na nas. Cholera, tyle świadków.
Posłałam chłopakowi uwodzicielski uśmiech i złączyłam nasze wargi. Loczek przyciągnął mnie bliżej siebie i położył swoją rękę na moich plecach. 

Boże, jak On świetnie całuje.
Pogłębiłam pocałunek i zarzuciłam Mu ręce na kark. Poczułam jak jego ręce zjeżdżają niżej, na mój tyłek i lekko go ściskają. Jęknęłam odruchowo i przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Uśmiechnął się przez pocałunek.

Dobrze Styles, tak pogrywasz?
Zjechałam dłonią po jego torsie i położyłam ją ne jego kroczu. Poczułam jak łapie powietrze, więc uśmiechnęłam się i zaczęłam kreślić palcem małe kółeczka. Jego mięśnie natychmiast się napięły.

- Przestań... - mruknął Mi w usta.

- Bo? - spytałam rozbawiona.
- Bo będę musiał cię przelecieć. - warknął. Zaśmiałam się cicho i przycisnęłam rękę do jego krocza, a w odpowiedzi usłyszałam jego gardłowy jęk.
- Rose... - jęknął.
- Nie odważysz się. - mruknęłam i oderwałam się od jego ust. - 10 minut już chyba minęło co nie Louis? - mruknęłam w stronę pasiastego.
- W sumie, to minęło już 20. - zaśmiałam się z jego zdziwionego wyrazu twarzy. Puściłam oczko do Styles'a który próbował uformować oddech i zeszłam z jego kolan na których cały czas siedziałam.
- Ktoś ma jeszcze jakieś wyzwanie? - rzuciłam w stronę tłumu. - Tak myślałam. - zaśmiałam się gdy w odpowiedzi usłyszałam ciszę. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i napiłam się wódki ze stojącej obok butelki. Po chwili gdy wszyscy się otknęli graliśmy dalej.

____________________________________
HAHAHAHAHA, WIEM, ŻE MNIE KOCHACIE! :D
No więc... Wesołego Walentego Kochani! Spotkania idoli i follow'u od Nich. Pamiętajcie, że Was kooocham, zwłaszcza Ciebie @RosePsychoticPL <3

DOTYCHCZASOWI INFORMOWANI:
@PragneJedzenia
@AlexAndra00069 
@Znaleziona69
@BestSongEver_21
@Annette_69_
@ika1674 
@maybe_boobs
@tocozeniewypada
JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY, NIECH NAPISZĘ SWOJE USERNAME W KOMENTARZU POD ROZDZIAŁEM :)
Pamiętajcie o komentowaniu :)



środa, 12 lutego 2014

ROZDZIAŁ 11.


Odsunęłam się od Harry'ego. Co ja zrobiłam...
- Harry nie... - odepchnęłam go gdy próbował znów mnie pocałować. - Ja... nie mogę Harry... My nie możemy...
- Dlaczego? - spytał zirytowany.
- Bo... nie mogę...
- Aha, zajebiście czyli najpierw sie ze mną liżesz a potem mówisz, że nie możesz!? - krzyknął.
- Harry... - szepnęłam.
- Co jest z Tobą kurwa nie tak Rose!? - krzyknął głośniej. O nie Harry, przegięłeś.
- Co jest ze mną nie tak!? To nie ja bzykam się z każdą napotkaną laską! To jest twój cel życiowy!? Przelecieć każdą laskę chodzącą po tej ziemi!?
- To po co Mnie pocałowałaś!?
- A wiesz co!? Idę z tąd! Nie mam ochoty się z Tobą kłócić! Jesteś dupkiem Styles! Wielkim kurwa dupkiem! - krzyknęłam, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z pokoju zmierzając ku wyjściu. Stanęłam przed drzwiami i rozebrałam bluzkę Harry'ego, po czym ubrałam moją koszulkę i szorty.
Harry stanął w rogu.
- Rose zostań! - pół krzyknął, pół powiedział normalnie.
- Spierdalaj! Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciłam Mu Jego koszulką w twarz i wyszłam trzaskając drzwiami.
Co ja Mu właściwie powiedziałam!?

* perspektywa Harry'ego *

- Spierdalaj!  Idź sobie kurwa przelecieć Jasmin na pewno będzie chętna! - rzuciła mi moją koszulkę w twarz. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i zanim się obejrzałem już Jej nie było.
Super kurwa, zajebiście. Żebyś się jeszcze nie zdziwiła Rose.

*

Podjechałem pod szkołę samochodem. Wezłem do nudynku kierując się do mojej szafki po książki, a następnie do sali plastycznej. Oczywiście, że już tam była. Znając życie była pierwsza w klasie. Stała za dużym szkicownikiem i uparcie coś szkicowała. Jej twarz była brdzo skupiona, zmarszczone brwi i usta tworzące wręcz idealnie prostą linię. Musiała lubić to co robi.
Poczułem ręcę na moim tyłku.
- Cześć Harry - usłyszałem szept przy moim uchu. Jasmine.
- Zostaw mój tyłek i się odpierdol. - wysyczałem przez zęby.
- Zadziornie. - przejechała swoim długim, sztucznym paznokciem po moim torsie.
- Spierdalaj Jasmine. - bawiło mnie jej typowo dziwkarskie zachowanie. Nie powiem, jeszcze miesiąc temu cholernie mi się to podobało, ale nie teraz. Teraz to żałosne.
- Zobaczymy na lunch'u. - szepnęła i próbowała pocałować mnie w usta, ale odwróciłem głowę i jej usta wylądowały na moim policzku. Uśmiechnęła się zadziornie i gdy myślałem, że już poszła złapała mnie za tyłek. Odwróciłem się i spotkałem jej zadziorny wzrok. Mrugnęła do mnie i wyszła. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i spojrzałem na Rose. Patrzyła się na mnie, a gdy poczuła na sobie mój wzrok szybko zwróciła twarz ku kartce. Zaśmiałem się cicho i podeszłem do palety zupełnie nie wiedząc co robimy.

* perspektywa Rose * 

Brawo Rosalie, szóstka! - p. Taylor zachwycał się moją pracą. - Nie myślałaś nad liceum plastycznym, lub czymś w tym stylu?

Pokręciłam przecząco głową.
- Szkoda, masz na prawdę wielki talent.
- Dziękuję. - powiedziałam i wyszłam z klasy. Wzięłam książki z szafki i poszłam spokojnie zająć miejsce w sali matematycznej. Jak zwykle wyciągnęłam książkę i sprawdziłam temat, ale po chwili odpuściłam wyciągając szkicownik.
- Wow, sama to rysowałaś? - usłyszałam nad sobą irlandzki akcent.
- Wystraszyłeś mnie. - zaśmiałam się gdy Niall usiadł obok mnie.
 - Przepraszam, nie powinienem się tak skradać.

*

Weszłam razem z blondynem do stołówki, a po odebraniu swojego jedzenia usiadłam razem z nim i jego przyjaciółmi, którzy powoli stają się też moimi. Harry'ego (na szczęście) nie było i miałam cichą nadzieję, że nie przyjdzie. Pewnie szlaja się gdzieś w kącie z swoją osobistą dziwką Jasmine.
Czemu ja w ogóle o tym pomyślałam!? On zdecydowanie nie ma na mnie dobrego wpływu.
Jadłam w spokoju swój lunch co jakiś czas wymieniając się pogawędką z Pezz, Dan lub El.
- O, Styles nadal spotyka się z Jasmine? - spytała zdziwiona Perrie, a wszyscy jak na komendę podnieśli wzrok. Podeszli do naszego stolika. Ręka Harry'ego oplatała talię Jasmine. Chłopak usiadł a dziewczyna zamiast z krzesła skorzystała z jego kolan zamiast siedzenia.  Jasmine uśmiechnęła się do mnie fałszywie a ja pokazałam jej środkowy palec. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, a potem złość. Szepnęła coś na ucho Harry'ego a ten posłał mi lodowate spojrzenie, ale wyraz jego twarzy wyrażał rozbawienie. Uśmiechnęłam się do niego słodko i chyba najbardziej fałszywie w moim życiu. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, ale ignorowałam go.
- Rose, przyjdziesz na imprezę w piątek? - spytała słodko Pezz. Wszystkie oczy zwróciły się ku mnie.
- Och, a gdzie jest? - spytałam z uśmiechem na ustach.
- U mnie w domu, wyślę Ci adres i wszystko sms'em.
- Z przyjemnością przyjdę. - uśmiechnęłam się i kątem oka spojrzałam na Loczka. Jasmine zawzięcie szeptała Mu coś na ucho, ale widać było, że w ogóle jej nie słuchał.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, żeby Rose przyszła. - wszyscy spojrzeli wyczekująco na Harry'ego.
- Dlaczego? - spytała Dan.
- Ona nie piję. - Jasmine zaczeła kręcić się na jego kolanach, prosząc o więcej uwagi z jego strony, ale On uparcie wpatrywał się we mnie, co widocznie ją drażniło.
- Oh, a skąd wiesz, że nie piję? - spytałam z cwanym uśmieszkiem na ustach. Jego szczęka napięła się, ale nic nie powiedział.
Wróciliśmy do innych rozmów, a ja wciąż czułam na sobie jego wzrok.
Postanowiłam to wykorzystać.

* perspektywa Harry'ego *

Rose szepnęła coś Niall'owi na ucho i przez chwilę prowadzili rozmowę na ucho. Dziewczyna cały czas spoglądała na mnie ukradkiem. Po chwili Niall zaśmiał się cicho i objął ją ramieniem szepcząc jej coś na ucho. Uśmiechnęła się do mnie niewinnie a we mnie aż się zagotowało.

Chcesz wojny będziesz ją miała Rosalie.

___________________________
Mam nadzieję, że cieszycie się z troszeczkę dłuższego rozdziału. 
Liczę na wasze komentarze, bo informuję, moim zdaniem, dużo osób, a ciągle są po trzy komentarze. Wiem, że potraficie się zmotywować, widać to po drugim rozdziale, ale musiałam was wtedy opieprzyć, a nie lubię tego robić, więc jeśli czytasz - komentuj.
KOOOOCHAM WAS MIŚKI, PAPATKI <3 xx

wtorek, 11 lutego 2014

ROZDZIAŁ 10.


*
Łąka, a raczej kwiecista polana. Na środku wielkie, potężne drzewo, dąb. Pod nim mała, drewniana ławeczka. Siedzą na niej dwie osoby. Mała dziewczynka, w ślicznej różowej sukieneczce, balerinkach i delikatnych loczkach sięgających do połowy pleców. Obok niej chłopczyk. W dżinsowych, startych  ogrodniczkach, białych, lekko brudnych Conversach do kostki z burzą loków na głowie. Patrzeli się w swoje oczy, ale nic nie mówili. 
- Bardzo Cię lubię wiesz? - powiedział chłopiec wpatrując się w nią swoimi zielonymi, głębokimi tęczówkami.
- Ja Ciebie też. - odparła dziewczynka z niebieskimi, lazurowymi tęczówkami.
Siedzieli w ciszy.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła dziewczynka spuszczając głowę w dół.
- Stało się coś? - spytał z troską.
- Nie... W sumie tak... - szepnęła. Chłopiec podniósł jej podbródek i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
- Nie możemy się już przyjaźnić. - powiedziała cicho,  a po jej policzku spłynęła łza.
Cisza.
- A... Ale dlaczego? - spytał chłopiec, a jego warga drgała. Powstrzymywał się od płaczu.
- Tatuś powiedział, że już tu nie będziemy mieszkać. - spojrzała na Niego swoimi wielkimi, teraz zaczerwienionymi oczami.
- Nie zostawiaj mnie. - szepnął chłopiec i ją przytulił. Płakali w swoich ramionach.
- Nie chcę... - załkała.
- A co z naszym ślubem? - spytał.
- Kiedyś go weźmiemy. - otarła łzy z policzka. - Muszę już iść, mama będzie się martwić.
- Mogę Cię odprowadzić?
- Tak.
Szli przez ich małą miejscowość trzymając się za ręce. Nie rozmawiali. Wszyscy patrzyli na nich, myśląc, jakie to słodkie, dwójka małych dzieci idąca za rękę. Ale Oni nie byli szczęśliwi. Stracili swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze mówili, że kiedy dorosną wezmą ślub i będą żyli długo i szczęśliwie. Ale teraz wiedzą, że to się nie uda.
Doszli pod duży, ceglany dom. Wokół leżało pełno kartonów,  w nich meble, książki, przedmioty codziennego użytku. Całe ich dotychczasowe życie w kilkunastu kartonach. Stali w ciszy wpatrując się w robotników którzy wnosili kartony do domu.
- Rosalie, już czas! - krzyknęła jej mama.
- Będę tęskniła. - szepnęła dziewczynka.
Złączyli się w długim, mocnym uścisku.
- Znajdę Cię, obiecuję. - szepnął chłopczyk prosto do jej ucha.
- Trzymaj. - podał jej swojego ulubionego, pluszowego misia. - żebyś zawsze o mnie pamiętała.
- D... Dziękuję. - powiedziała dając Mu swojego, z różową kokardką.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. - szepnęła odchodząc.

*

Obudziłam się głośno dysząc. Gdzie ja jestem?! Otworzyłam oczy i odrazu odskoczyłam. To nie był dobry pomysł, pomyślałam spadając z łóżka.
- Rosalie! - krzyknął Harry podnosząc mnie z łóżka.
- C-Co się stało? - spytałam łapiąc się za głowę.
- Straciłaś przytomność w basenie. Przyniosłem Cię tu, przebrałem i położyłem. Chciałem cię zostawić, ale zaczęłaś coś mówić i płakać, więc zostałem. Trochę się uspokoiłaś.
- Och... Dziękuję... - szepnęłam. - Chwila, czy ty powiedziałeś, że mnie przebrałeś?!
Przewrócił oczami.
- Wolałaś leżeć tutaj w mokrych ciuchach? - zaśmiał się pod nosem.
- No dobrze... Tym razem Ci wybaczę... - mruknęłam wywołując u chłopaka głośny śmiech.
- Martwiłem się o Ciebie. - szybko spoważniał.
- To... dobrze... - szepnęłam wpatrując się w jego oczy.
- Rose? - spytał po chwili.
- Tak?
- Lubisz mnie? - c o ?
- Hmmm... chyba tak... A ty?
- Chyba tak... - szepnął bliżając swoje wargi do moich. musnął je lekko patrząc się w moje oczy. Chyba pierwszy raz pocałowł mnie tak... delikatnie.
- Chyba na pewno Cię lubię... - szepnął przyciągając mnie do siebie. Musnęłam jego usta.
- Ja Ciebie też. - pogłębiłam pocałunek.

_____________________________________
Wiem, że krótki, ale  m u s i a ł a m  tu skończyć.
Dzisiaj albo jutro będzie kolejny.
IM WIĘCEJ KOMENTARZY, TYM SZYBSZE I DŁUŻSZE ROZDZIAŁY!!!
Kooooocham Was :)
Iiii.... tweetujcie: #ShynessIsAdorableFF