środa, 5 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9.


* Rose *

- H... Harry... - jęknełam próbując odepchnąć chłopaka.
- Dlaczego nie chcesz być moja? - warknął.
- Ja... Ja cię nie znam. - odsunął się.
Westchnęłam głośno.
- Proszę. - podał Mi kubek z gorącym kakaem. (nie wiem, jak się to pisze xd )
Bez słowa wziął swój kubek i poszedł w nieznanym Mi kierunku.
O co Mu chodzi!? Powiedziałam prawdę, a On zachowuje się jak baba z okresem.
- Idziesz czy nie!? - krzyknął a ja podążyłam za jego głosem.
Weszłam do dużego pomieszczenia z basenem. Na ścianie położone były miętowo - białe kafelki, podobnie jak na podłodze. Za basenem stały drewniane leżaki z małymi stołeczkami obok. W rogu stało kilka zielonych, liściastych kwiatów. Moją uwagę skupiłam na ostatnim leżaku, gdzie leżały rozrzucone ubrania, a obok nich, na stoliku stał kubek z kakao. Spojrzałam na basen, ale nigdzie nikogo nie było. Gdzie On jest!?
- Cholera! - krzyknęłam gdy poczułam na moich biodrach zimne ręce.
Usłyszałam za sobą głośny chichot.
- Jesteś dupkiem Styles! - krzyknęłam i walnęłam chłopaka w ramię.
- Ojej, nie dąsaj się gąsko!
- Jak ty mnie nazwałeś? - zaśmiałam się głośno.
- Gąskom. - również się zaśmiał.
- Dlaczego?
- Nie wiem. - wzruszył ramionami.
Pokręciłam z niedowierzaniem głowa.
- Idziesz popływać? - spytał kierując się w stronę wyskoczni.
- Nie mam stroju.
- Och, czyli pod tym ubraniem nic nie masz... - przygryzł dolną wargę.
- Mam, ale... nie będę pływać w bieliźnie.
Skoczył do wody i podpłynął do brzegu.
- Dlaczego? - spytał odgarniając włosy do tyłu.
- Pieprz się Harry.
- Z Tobą zawsze kochanie. - uśmiechnął się cwaniacko.
Przeszłam przez całą długość basenu a Harry płynął równo ze mną. Usiadłam na leżaku obok jego ciuchów i położyłam kakao na stoliku uprzednio wypijając trochę.
- No dalej! - krzyknął, a echo jego głosu rozniosło się po całym pomieszczeniu.
- Spadaj! - wzięłam kubek w ręce i zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam ujrzałam przed sobą Harry'ego z cwaniackim uśmieszkiem.
- Harry co ty... - nie skończyłam ponieważ chłopak przełożył mnie przez ramię. - Styles, ty dupku, puść mnie! - zaczęłam krzyczeć i walić pięśćmi w Jego plecy.
Po chwili staliśmy przy brzegu.
- Masz ostatnią szansę...
- Styles! - Harry zrobił krok do przodu i obaj wpadliśmy do wody.
- Ciesz się, że nie miałam telefonu w kieszeni, bo już byś nie żył! - krzyknęłam gdy się wynurzyliśmy.
- Byłaby to piękna śmierć w Twoich ramionach.


________________________________________
CZYTASZ - KOMENTUJ!

ROZDZIAŁ 8.



- Harry! - krzyknęłam, myśląc, że stanie. - Harry! - powtórzyłam gdy szedł dalej. Szedł tak szybko, że musiałam biec aby za nim nadążyć. Boże, gdzie On idzie i czy On musi tak szybko chodzić !?
- Harry, proszę, stój, nie jestem taka szybka jak ty! - przystanęłam na chwilę żeby złapać powietrze.
Chłopak przeszedł przez parking i podszedł do czarnego Range Rover'a, na szczęście lub nie stanął przy nim i oparł się o maskę samochodu. Podbiegłam do niego i przyklękłam znowu łapiąc oddech. Jestem wysportowana, przynajmniej tak myślę, ale On naprawdę szybko chodzi!
Loczek wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
On pali!?
Zaciągnął się papierosem, a po chwili duży dym wyleciał z jego ust. Zaczęłam kaszleć, a chłopak zaśmiał się pod nosem.
- To nie jest śmieszne. Psujesz sobie płuca. - mruknęłam wstając.
- Ojejciu, jakby mnie to obchodziło. Najwyżej umrę wcześniej, co za problem.
- Nie mów tak.
- Dlaczego!? - krzyknął. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nie pytajcie się, czemu zrobiłam to co zrobiłam. Nie pytajcie się czemu, po prostu, miałam taką ochotę.

* Harry *

- Dlaczego!? - krzyknęłem. - Bo nie przelecę kilku lasek więcej? Bo nie upiję się jeszcze raz na kolejnej pieprzonej imprezie? Bo nie będę mógł udawać kogoś kim nie jestem?
Nagle poczułem jak jej chude, delikatne ręce owijają się wokół mojego brzucha. Jej twarz przytulona była do mojej klatki, a drobne dłonie masowały moje plecy.
Była słodka.
Wyrzuciłem papierosa którego trzymałem w dłoni i zdeptałem go podeszwą mojego trampka. Zawahałem się, ale po chwili objąłem ją i wtuliłem twarz w jej włosy, które pachniały wanilią. Wiedziałem, że była zdziwiona.
Rose jest taka słodka. Czasami mam ochotę ją pocałować i... nie ważne. Ale wiem, że nie mogę.
Ona jest zbyt delikatna. Ona jest jak róża, trzeba uważać, żeby nie zgnieść jej płatków które są różowe, jak jej puliczki  kiedy się rumieni. Ona nie jest jak większość lasek, z którymi się "spotykałem". Jeśli wogóle można to tak nazwać.
Nie wiem, co i dlaczego, ale coś mnie do niej ciągnie. To... nie da się tego wyjaśnić. Może po prostu mam dość tych wytapetowanych lasek, napalajacych się na mój widok. To żałosne. Ślinią się na Twój widok, jakby nigdy nie widziały mężczyzny. Dziwki. Myślą, że pokręcą trochę dupą i będą miały każdego. Przepraszam, ale już Mi się to trochę znudziło.
Wzdychnęłem głośno.
Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami. Jej mina była zatroskana.
- Przepraszam. - szepnęła mi do ucha i odsunęła się powoli.
Wracaj. 
Oparłem się o maskę samochodu i usiadłem na niej.
- Jedziesz ze mną? - spytałem ukradkiem na nią spoglądając.
- G-gdzie? - zaśmiałem się cicho.
- Pokaże Ci pewne miejsce... Wsiadaj! - rzuciłem i wsiadłem.
Dziewczyna weszła do środka i pośpiesznie zapięła pasy.
- Pierwszy raz idę na wagary. - rzuciła gdy odjechaliśmy spod szkoły.
- I pewnie nie ostatni. - zaśmiałem się a dziewczyna rzuciła mi groźne spojrzenie.
- Gdzie jedziemy? - spytała ponownie wyraźnie zirytowana.
- Do mnie.
Więcej się nie odzywała. Oparła głowę o okno i patrzyła gdzieś w dal.

*

- Kakao. - odpowiedziała.
- Dobry wybór. - zaśmiałem się.
Rose oparła się o blat i patrzyła na moją "pracę". Odwróciłem się i spojrzałem na nią, a ta szybko odwróciła wzrok.
- Jesteś słodka, wiesz? - spytałem kładąc ręce na blacie zamykając ją w pułapce. Zarumieniła się.
- Taka nieśmiała... - podniosłem jej podbródek tak, aby spojrzała Mi w oczy.
Nie zrobiła tego. Jeździła wzrokiem po całej kuchni.
Pocałowałem ją łapczywie. Położyła swoją malutką dłoń na mojej klacie próbując mnie odepchnąć, ale, niestety skarbie, jestem silniejszy.





_____________________________________
Przepraszam, że tak długo, mam nadzieję, że Mi wybaczycie! <3
Czytasz, komentuj, karmiąc mnie w ten sposób weną! xx



niedziela, 26 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7.

Ubrałam się w dżinsowe spodenki z serduszkami i białą koszulę bez rękawów, a włosy jak zwykle zostawiłam rozpuszczone. Na szczęście jest ciepło, więc mogłam sobie pozwolić na taki strój.
Zjadłam tosty które przygotowała mi mama i zgarniając resztę rzeczy wyszłam z domu. Słońce dawało lekkie ciepło. Podoba mi się taka pogoda, która jest zadziwiająca jak na Londyn.
- Cześć piękna. - gdy wyszłam z domu przywitał mnie głos z chrypką.
- C.. Co ty tu robisz? - spytałam mijając go w uliczce.
Jest szybki więc dorównał Mi kroku.
- Przyszedłem po Ciebie. - powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Wiesz, trafiłabym bez Twojej pomocy. - mruknęłam a chłopak zaśmiał się głośno.
- Jesteś urocza.
- Powtarzasz się Styles.
- Ojejciu, przepraszam jesteś... hmmm... zajebiście seksowna. - zarumieniłam się. - Nie wstydź się, to prawda kochanie.
- Nie mów na mnie kochanie! - fuknęłam, a on zaśmiał się jeszcze głośniej niż poprzednio.
- Nie tak ostro, poczekaj, aż znajdziemy się w łóżku. - uderzyłam go w ramię, ale nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia.
- Nie obrażaj się na mnie słoneczko. - dźgnął mnie w bok z czego mimowolnie się zaśmiałam.
- Ooo... księżniczka wie co to śmiech! - dźgnął mnie jeszcze raz.
- Nie mów tak na mnie! - dźgnęłam go w dołeczek w policzku, który moim zdaniem, był bardzo słodki.
Stop, Rose, Harry wogóle nie jest słodki!
Chłopak zatrzymał się, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Stało się coś? - spytałam zaniepokojona.
- N... Nie. - powiedział łapiąc się za policzek.
Zbliżyłam się do niego o krok, nie wiedząc o co Mu chodzi.
- Chodźmy. - powiedział ostro wymijając mnie na chodniku. Nawet nie obejrzał się, czy za nim idę.
O co mu do cholery chodzi!?
Przez wszystkie lekcje zastanawiałam się o co chodzi Harremu.
Coś z Nim nie tak?
Może to przez to, że Go dotknęłam?
Nie, to na pewno, nie to.
Wreszcie, lub nie nadeszła pora lunch'u.
Weszłam do jadalni, jak zwykle z Niall'em i razem dosiedliśmy się do stolika Jego przyjaciół. Siedziałam na przeciwko Harrego, chociaż nie za bardzo chciałam.
- Jesteście z Niallem parą? - spytała Jasmine.
Zakrztusiłam się jogurtem który właśnie miałam w buzi. Spojrzałam na Loczka, miał zaciśniętą szczękę.
- Nie... - odparł Niall, również zaskoczony Jej pytaniem.
- Och, tak myślałam, bo cały czas ze sobą chodzicie, gadacie i wogóle...
- Źle myślałaś. - warknął Harry, przez co wszyscy spojrzeli się na Niego zdziwionym wzrokiem, a On jak gdyby nigdy nic, dalej jadł swój lunch.
Co to miało być!?
- Masz coś na myśli? - Jasmine odgarnęła swoje blond, tlenione włosy za siebie z zaciekawieniem spoglądając na Harrego.
Wszyscy patrzyli to na mnie, to na Niego. Czułam jak poliki zaczynają mnie piec.
- Nie, skądże. Myślę, że Rosalie nie pasuje do Niall'a. - mruknął spoglądając Mi w oczy.
- A niby do kogo? - ciągnęła dalej dziewczyna.
- Jesteś bardzo ciekawska wiesz? - uciął temat.
Jeszcze przez chwilę przy stoliku panowała cisza, po czym wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć.
Wyciągnęłam telefon.

CO?
Niby o co mam być zazdrosna?
Proszę państwa, Harry Styles, największa zagadka wszechświata.
Spojrzałam na Niego. Wpatrywał się w moje oczy, ale nie umiałam z nich wywnioskować. Żartuje ze mnie, czy co?
Rzuciłam telefon spowrotem do torby. Podparłam głowę ręką i wpatrywałam się w niego, a On we mnie.
Po chwili Jasmine pomachała Loczkowi ręką przed twarzą. Zignorował to. Szepnęła Mu coś na ucho po czym momentalnie się spiął. Jego szczeka była zaciśnięta, kostki pobielały, a powieki były mocno zaciśnięte.
Co Ona Mu powiedziała!?
- Radziłbym Ci odejść, bo może się to dla Ciebie źle skończyć. - warknął w Jej kierunku nadal nie otwierając oczu. Jej twarz momentalnie z rozbawionej zmieniła się w wystraszoną.
Wszyscy patrzyli się w Ich kierunku.
Mruknęła niezadowolona, po czym wyszła ze stołówki.
Harry otworzył oczy i zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem. O co mu znowu chodzi!?
Co Ona Mu powiedziała!?
Wyszedł ze stołówki przewracając przy tym krzesło. Nic nie mówiąc spakowałam swoje rzeczy i ruszyłam w Jego kierunku.
Wychodzi ze szkoły!?
________________________________________________
HEEEEEEJJKAAAA! 
To ostatni rozdział w ten weekend. :( Nie jestem pewna, czy dodam coś w tygodniu. Wiedzcie, że dodaje rozdział zawsze jak mam dostęp do komputera.  Mam nadzieję, że Mi wybaczycie! :) :) :)
Jeśli czytasz, komentuj, bo to duuuuża motywacja!

ROZDZIAŁ 6.

Czy to jest normalne?
Wejść.
Mówić dziewczynie o własnych fantazjach erotycznych.
Pieścić.
Wyjść bez słowa.
W co on ze mną pogrywa?

Leżałam na łóżku zastanawiając się o co chodzi Harremu. Jakie on ma wobec mnie zamiary.
Och, na pewno nie będę jego dziewczyną, miłością, tą w której się zakocha.
Na pewno, dla niego będę laską do zabawy.
Znudziły Mu się wytapetowane dziunie? Teraz chce zwyczajną, nieśmiałą, niczemu winną dziewczynę, o która będzie mógł zawalczyć, bo nie odda Mu się od razu?
Żałosne.

Wibracja telefonu przerwała moje rozmyślania.

A ja nie. 
Serio, mam być tą kolejną? Nie chce i nie mam zamiaru.
Ani odwagi, no ale to już inna sprawa.
Jest jeszcze jedna sprawa, którą staram się wyrzucić z mojej głowy. Choćbym nie wiem jak nie chciała tego mówić.
On jest seksowny.
Och, wiem, to żałosne.
Ale tak jest i nikt temu nie zaprzeczy.
On jest typem Bad Boy'a.
A to jest jeszcze bardziej pociągające.
Ugh, o czym ja myślę!
Nie serio.
Podobało mi się to nasze dzisiejsze "spotkanie".
Jestem żałosna.
No, ale to już od urodzenia.
Niestety, mimo to, że jest seksowny, bardzo się go boję. Nie wiem do czego jest możliwy. Może mnie zgwałcić. Nie chcę, żeby nasza "znajomość" posunęła się za daleko. Boże jeśli moja mama dowiedziałaby się o dzisiejszej sytuacji... Nie mówię już nawet o moim ojcu, którego i tak prawie wcale nie ma w domu. Biznesmen, nigdy nie ma czasu dla rodziny.
Mama zresztą też nie spędza dużo czasu w domu. Na przykład teraz, zamiast siedzieć ze mną i oglądać telewizję jak normalna rodzina ona jest w pracy i wróci grubo po północy.
Żałosne.
Ale prawdziwe.
Wzięłam szkicownik i zaczęłam rysować. Uwielbiam to robić. Pamiętam, jak byłam mała i rysowałam kwiatki na łące. Zawsze przychodziłyśmy tam z moją nianią Louise. Ale to nie było w Londynie, tylko w Holmes Chapel. Chcę tam wrócić. Wtedy rodzice pracowali TROCHĘ mniej. Miałam przyjaciół... chłopaka...
To co, że chodziłam do podstawówki. Był dla mnie wszystkim. Dzisiaj nie pamiętam nawet Jego imienia. Pamiętam, że miał piękne, zielone oczy.


_________________________________________
Hejka! Dedykuję ten rozdział @Znaleziona69 która właśnie spamuje mi na TT, jaki to mój blog nie jest wspaniały i wgl. DZIĘKUJĘ KOCHANIE! Kooooocham Was mocno!
Wogóle, jaram się, bo follownęli mnie Rose i Harry z Polskiego konta ff Psychotic i pisałam sobie z nimi na Twitterze!!! *o* Normalnie kdugfkgskfgkuerg <333
DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY KOMENTARZ, POD ROZDZIAŁEM, LUB ZA OPINIE NA MOIM TT (OŻYWIACIE MI INTERAKCJE) ;D

ROZDZIAŁ 5.

*

- Mamo, jesteś w domu!? - krzyknęłam na wejściu.
Cisza. Poszła do pracy.
Weszłam do kuchni i przekręciłam pokrętłem, w celu podgrzania zupy. Uwielbiam rosół. Rzuciłam torbę na krzesło, po czym skierowałam się do salonu i włączyłam telewizor. Jak zwykle, nie leciało w nim nic ciekawego.
Zjadłam, wzięłam prysznic, odrobiłam lekcje.
O jejciu, moje życie jest takie ciekawe. Ach, ten sarkazm.
Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
- H... Harry? - po co otwierałam drzwi!? Zatkało mnie. Nie mogłam się ruszyć.
- Cześć kochanie. - mruknął do mojego ucha.
- S... Skąd wiesz... Gdzie mieszkam? - wyjąkałam z trudem. Pod wpływem jego oddechu moje ciało przeszły dreszcze.
- Też się ciesze, że cię widzę. - mruknął oblizując wargi.
- Czego chcesz!? - wysiliłam się na stanowczy ton.
Ignorował mnie. Wszedł pewnym krokiem w głąb mieszkania. Poszłam za nim, bojąc się, żeby nic nie zrobił.
- Wyglądasz bardzo seksownie w TYM stroju. - skomentował, wskazując na mój krótki, różowy szlafrok i papcie misie. Zarumieniłam się zawstydzona.
- D... Dasz mi chwilę, żebym się przebrała.
- Nie, tak wyglądasz dobrze. Brałbym Cie tu, teraz na blacie, gdyby nie to, że pewnie za chwile przyjdzie tu ktoś z Twoich rodziców. - zamurowało mnie. Moje poliki były pewnie teraz w kolorze buraka, ponieważ piekły cholernie. On nie ma skrupułów!
Spojrzał na mnie i się zaśmiał. Co go tak śmieszy!?
- Jesteś urocza.
- A ty bezszczelny. - bąknęłam.
- Mi to nie przeszkadza.
- Ale mi tak.
Zaśmiał się głośno.
- Och, skarbie, musiałabyś zobaczyć jakie fantazje erotyczne z Tobą w udziale są w mojej głowie, dopiero wtedy byś się przestraszyła.
CO!?
Zaczęłam dusić się powietrzem, a chłopak znowu się ze mnie zaśmiał. Czy on musi się ciągle chichrać!?
- Nie martw się. Nawet nie wiesz, jak bardzo się powstrzymuje, żeby Cię nie przelecieć. - podszedł do mnie bliżej. - Mógłbym Cię na przykład wziąść na blacie w kuchni... - czułam jak się pocę. Było mi masakrycznie gorąco.
- Mógłbym sprawić, że poczułabyś się lepiej niż kiedykolwiek. - szepnął mi do ucha, a mnie przeszły ciarki. Moje ciało zaczęło się trząść.
- H... Harry. - sapnęłam ostatkiem sił. Przejechał językiem wzdłuż linii mojej szczęki.
Boże, co on ze mną robi!?
- Jesteś cholernie seksowna. - mruknął zasysając skórę na mojej szyji. Egh, kolejna malinka?
Próbowałam go odepchnąć, ale niestety, nie jestem tak silna jak On. Nawet nie drgnął.
- H... Harry... - położył swoje ręce na moich biodrach.
- Och, Rosalie, wiem, że Ci się to podoba. - mruknął.
- Harry...
- Wiem, że mam rację.
Wiecie, co jest najgorsze?
Tak.
To mi się podobało.


______________________________________
Jejku, Harry w tym rozdziale taki akuebfkeubifalbfe *o*

Czytasz = Komentujesz

sobota, 25 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 4.


Obudziłam się około szóstej rano i z wielkim trudem podniosłam się z łóżka. Nie chcę iść do szkoły, chcę iść spać! Skierowałam się do łazienki szurając przy tym nogami. Wzięłam prysznic i kończąc poranną toaletę stanęłam przed szafą. Ubrałam lekko przetarte jeansy, biały sweter i złotą bransoletkę. Stwierdziłam, że wyglądam dobrze, więc zrobiłam lekki makijaż, a włosy zostawiłam rozpuszczone.

- Cześć mamo! - zawołałam schodząc na dół. Ucałowała mnie w policzek.
- Jak się spało? - spytała grzecznie.
- Dobrze, a tobie?
- Też. - odparła mało przekonująco.
- Mamo, co się stało?
- Nie nic, nadal muszę brać te tabletki na bezsenność. - odparła wzdychając.
- To pewnie przez pracę, będzie lepiej. - przytuliłam ją, a ona to odwzajemniła.
- Proszę, twoje ulubione. - podała mi talerz z dużą ilością naleśników, a do tego moją ulubioną nutellę.
- Jejku, mniam dziękuję!
- Nie z pełnymi ustami!
Zjadłam ze smakiem. Ubrałam cienki beżowy płaszczyk, beżowy szalik, krótkie, białe Convers'y i wyszłam z domu zgarniając po drodze torbę i żegnając się z mamą.
Wiał lekki, ciepły wietrzyk. Słońce świeciło już lekko, choć był dopiero poranek. Lubiłam taką pogodę. Stwierdziłam, że nie warto jechać autobusem, bo do szkoły i tak mam blisko.
- Cześć Rose! - za plecami usłyszałam krzyk Niall'a. Przytuliłam go na powitanie.
- Naprawdę mieszkasz w pobliżu, na tej samej ulicy. - zaśmiałam się.
- Taaa... kilka domów dalej. Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki, ty też. - zarumieniłam się lekko.
Po chwili doszliśmy pod budynek szkoły. Przed wejściem stał nie kto inny jak Harry Styles we własnej osobie. Serio!?
Niall zatrzymał się przy jakiś znajomych, więc byłam zmuszona wejść do szkoły sama. No świetnie, blondasku, zostawiłeś mnie w najlepszym momencie! Niestety, misja "przejdź niezauważalnie" nie powiodła się.
- Cześć piękna. - chłopak uśmiechnął się do mnie cwaniacko.
- Um, cześć. - szłam dalej próbując go wyminąć. Niestety, to też mi się nie udało. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Hej, chciałem z Tobą porozmawiać. - jego zachowanie było bezszczelne.
- O czym? - uśmiechnęłam się słodko, żeby szybciej mnie puścił.
- Jak się spało? - nie no, to już szczyt chamstwa.
- Skąd masz mój numer!? - spytałam oschle.
- Mam swoje sposoby. - odparł rozbawiony.
- Fajnie, mogę już iść? - spytałam wkurzona.
- Pewnie. - chłopak przystawił usta do mojej szyji i lekko zassał skórę na niej. - Do zobaczenia na lunch'u. - szepnął mi do ucha, po czym po prostu odszedł.
Co to miało być!?

*

Na żadnej lekcji nie mogłam się skupić. ŻADNEJ.  Co to miało być, przed szkołą!? Czy on sobie za wiele nie pozwala?
Przetarłam palcami po miejscu w którym mnie "zaznaczył". Syknęłam lekko.
Ktoś szurnął mnie w plecy. Obróciłam się i ujrzałam za sobą jakiegoś mulata. Przystojny. Spojrzałam na niego pytająco. Podał mi jakąś karteczkę, którą przyjęłam ze zdziwieniem. Zaśmiał się lekko, a ja odwróciłam się  z powrotem. Otworzyłam ją i mnie zamurowało.
" Widzę, że Ci spodobało nasze poranne "spotkanie". Jak chcesz na lunch'u możemy to dokończyć. H. "
Rozejrzałam się po klasie, aż w końcu natknęłam się na jego rozbawiony wzrok. Pokręciłam zażenowana głową i odwróciłam się próbując się skupić na lekcji. Nie udawało mi się to, ponieważ cały czas odwracałam się sprawdzając czy Harry się na mnie patrzy.

*

Wyszłam z sali śmiejąc się z Niall'em z pani od matmy. Całą lekcje robiła jakieś dziwne miny, a my całą lekcje się śmialiśmy. Weszliśmy na stołówkę.
- Usiądziesz z moją paczką? - spytał i wskazał na stolik przy którym siedziała spora grupka osób. Nie było wśród nich Harrego. Na szczęście.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i poszliśmy w ich kierunku.
- Siemka wszystkim, to jest Rose. - blondyn przywitał mnie z wszystkimi. Mimo moich przypuszczeń byli bardzo uprzejmi. Jedliśmy spokojnie, rozmawiając na różne tematy. Byli fajni.
- O, patrzcie kto idzie! - zawołał ten sam chłopak który podał mi liścik. Chyba miał na imię Zayn, czy jakoś tak.
Spojrzałam we wskazany przez niego kierunek. Cholera. On się na mnie uwziął!?
- Cześć wszystkim! - lokaty przywitał się z wszystkimi. - Cześć Rose - uśmiechnął się cwaniacko.
Jadłam dalej w ciszy, ponieważ czułam na sobie jego wzrok. Boże.
Poczułam w kieszeni wibracje telefonu.
Kurwa.



                                                                                                                                                   
Nie tylko jakiś idiota ciągle się mnie czepia. 
Uśmiechnęłam się słodko.
- Stało się coś Rose? - spytał Zayn.
- Nie nic, straciłam apetyt. - odparłam zgodnie z prawdą.



ROZDZIAŁ 3.

CZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM I TO OBOWIĄZKOWO!!!!

Pokazałam Niall'owi sms'a od Harrego. Chłopak spoważniał jeszcze bardziej.
Westchnęłam głośno. Boję się tego chłopaka coraz bardziej. Czemu się na mnie uwziął? Skąd On ma mój numer!?
- Nie przejmuj się. - Niall uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. - Zrobię Ci herbatę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego.
Po chwili wrócił z dwoma kubkami gorącej cieczy. Podał mi ją, a sam wziął swoją.
- Wróciłam kochanie! - po domu rozległ się krzyk mojej mamy.
Weszła do pokoju i spojrzała na mnie i na Niall'a.
- Dzień Dobry. - Blondyn przywitał się kultularnie.
- Dzień Dobry. Ty jesteś N...
- Niall proszę Pani. - uśmiechnął się do mojej rodzicielki.
- Oh, tak. Przepraszam. Jestem Hannah. - moja mama podała mu dłoń, którą uścisnął. - Ja idę robić kolacje, a wy gadajcie sobie dalej. Może zostaniesz na kolacji? - moja mama była wręcz wniebowzięta.
- Umm, nie chcę robić kłopotu. - bawiła mnie jego nieśmiałośc.
- Jakiego kłopotu! Zostajesz i to już! - moja mama w końcu pomaszerowała do kuchni.
Zaśmialiśmy się obydwaj.
- Masz bardzo fajną mamę.
- Dzięki. Cieszy się, że przyprowadziłam jakiegoś chłopaka.
- Dlaczego?
- Rzadko spotykam się z chłopakami.
- Przecież jesteś śliczna. - zarumieniłam się na jego słowa.

*

- Ale się obżarłam. - pomasowałam mój brzuch wypełniony rozmaitym jedzeniem.
- Rosalie, zachowuj się. - pouczyła mnie mama.
- Ojej, ale się najadłam, chyba za chwilę pękną mi spodnie, moja dieta właśnie legła w gruzach.
Zaśmialiśmy się wszyscy.
- Ty i dieta? Chyba z kości na ości! - zaśmiał się blondyn.
- Popatrz na te boczki! - wstałam i złapałam się za brzuch.
- Rosalie! - mama znowu mnie pouczyła. Po kuchni  rozległ się śmiech Niall'a.
- Oh, przepraszam, ale będę musiał się już zbierać. Dziękuję za kolacje, świetnie pani gotuje pani...
- Hannah, - wtrąciła się moja mama.
-Tak pani Hannah. Jeszcze raz dziękuję i żegnam. - ucałował jej rękę, a ona się zarumieniła.
Odprowadziłam chłopaka do drzwi.
- Wow, nie wiedziałam, że jesteś takim dżentelmenem. - zaśmiałam się cicho.
- Nie znasz mnie panno Rosalie. - odpowiedział tonem szlachcica.
- Och, ajakże paniczu Niall'u. - zaśmialiśmy się obydwaj.
Chłopak przytulił mnie.
- Nie martw się Harry'm. Wszystko będzie dobrze. - szepnął mi do ucha.
- Wiem. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- To pa.
- Pa.
Patrzyłam na niego póki nie zniknął w mroku ulicy.
Zostało mi teraz tylko gadanie mamy na temat Niall'a i tego jak mi się z nim układa. Egh.


_____________________________________________________
HEJKA!!! Tak baaaaardzo cieszę się z liczby komentarzy pod ostatnim rozdziałem! Jesteście wspaniali! Nie wiecie nawet jak się jarałam ( mogą to potwierdzić moje przyjaciółki i brat ) ;) Zmieniłam ustawienia, dzięki czemu możecie dodawać Anonimowe komentarze. < jeeej! > Mam nadzieję, że to nie było tylko tak jednorazowo!!! Pamiętajcie, jeśli chcecie być informowani o rozdziale, piszcie swoje Twittery w komentarzach, a w razie jakichkolwiek pytań pytajcie na moim TT: @CatHarry69
Przepraszam, że rozdział dodany tak późno, ale nie zależało to odemnie. W ramach rekompensaty dodam kilka rozdziałów w weekend!!! Mam nadzieję, że się nie obraziliście!
Rozdział nudny i krótki, ale jest :)